XVI

20 4 0
                                        

❗️TW ED❗️

Zszedłem na dół w bardzo dobrym humorze. I z myślą, że tego dnia zjem śniadanie. Być może po części dla pozorów. Dla mamy. Niech się cieszy i czuje lepiej. Ale też dla mnie. Przecież mi się należy.

Zajebistą robotę zrobiłeś.

Wiem.

Zatrzymuję się w pół kroku przed zejściem z ostatniego schodka. Rozglądam się, ale na dole nikogo nie ma. Zdziwiony patrzę na zegar, który wskazuje godzinę 7:28.

Chwilę zastanawiam się, czy na pewno dobrze odczytałem położenie wskazówek na zegarze. Przechodzę się po całym salonie, ale nikogo w nim nie ma.

I co teraz?

Miałem zjeść.

Tylko po co?

Stoję chwilę na środku, drapiąc się po brzuchu.

Właściwie to nie muszę. Nie czuję głodu. Chyba. Nie wiem. Czym jest głód? Chcę jeść, mam cholerną ochotę, ale czy jestem głodny? Raczej nie. Chyba. Nie wiem.

Po szkole na pewno coś Ci wciśnie.

Może racja. Może lepiej zostawić kalorie na później. Ale zjem wtedy całe danie. Zjem całe. Prawda?

Skierowałem się do kuchni po wodę. Jednak mijając lodówkę zatrzymałem się na chwilę i otworzyłem ją. Półki były zastawione produktami i paroma daniami.

Nie, nie jesteś głodny. Zjesz jak wrócisz.

Chwyciłem stojącą na blacie butlę z wodą, wróciłem się na schody i poszedłem do pokoju się ubrać. Z szafy wyjąłem ciemne jeansy i białą bluzkę z długim rękawem. Od razu nałożyłem na siebie ubrania. Sięgnąłem jeszcze po kolejną koszulkę - czarny t-shirt z białym logo na przodzie. Był luźniejszy od białej bluzki, dzięki czemu czułem się bardziej komfortowo.

Rozejrzałem się po pokoju, zdając sobie sprawę, że nie ma w nim lustra.

Brawo Natan, po miesiącu się zorientowałeś.

Poszedłem do łazienki. Od razu zacząłem przyglądać się swojemu odbiciu. Nie wyglądałem tak źle. Moje ręce wyglądały na dość szczupłe, a szerokie spodnie i t-shirt tylko to podkreślały. Na szczęście.

Wróciłem do pokoju i od razu wszedłem na łóżko. Sięgnąłem na jedną z półek, na której znajdowała się drewniana szkatułka. Zdjąłem ją i zeskoczyłem z łóżka. Zaglądając do środka pudełka, odruchowo zacząłem chodzić po pokoju. Wyjąłem dwa wisiorki ze środka i nałożyłem je na szyję. Wybrałem także kilka pierścieni, które nałożyłem na palce, obok tego z wyrzeźbieniem w kształcie motyla.

Chwyciłem plecak, wrzucając do niego butlę z wodą i zbiegłem po schodach na dół. Wcisnąłem nogi w luźno zasznurowane trampki i bez wiązania ich wyszedłem z domu.

Ruszyłem żwawym krokiem w kierunku szkoły. Słońce już w całości wyłoniło się nad horyzont, oświetlając całą okolicę. Wziąłem głęboki wdech, aby poczuć wiosenne powietrze. Nie było już takie zimne jak jeszcze tydzień temu.

Rozglądałem się dookoła, na pola i domy. Wszędzie było już zielono. Pojawiały się też pierwsze kwiaty. Zielona trawa przyciągała wzrok.

Włożyłem do uszu słuchawki i podłączyłem je do telefonu. Od razu puściłem lecącą ostatnio piosenkę. Moje kroki idealnie pokrywały się z rytmicznymi uderzeniami w perkusję. Wraz z nimi palce zaczęły uderzać w uda. Muzyka, a wraz z nią jakaś energia rozpierały mnie od środka. W radosnym nastroju dotarłem do szkoły.

AmaryllisOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz