Elo!
Dziś mijał już mój drugi dzień szlabanu. Obejmował go zakaz wyjścia z domu, gdziekolwiek poza szkołą, usługiwanie mojej matce oraz brak telefonu przez ten cały czas.
Więc oczywistym faktem było to że cholernie się nudziłam. Mama nie odzywała się do mnie, oprócz wydawania rozkazów lub srogich spojrzeń w moim kierunku.
- Zinna! - usłyszałam jej krzyk z dołu - Jedz do sklepu i kup mleko, bo się skończyło i nie mam z czym wypić kawy!
Zgramoliłam się z łóżka, przecierając twarz ze znudzenia. Z niechęcią zeszłam po schodach, napotykając spojrzenie matki, która trzymała w ręce gotówkę i coś jeszcze... Coś na co moje oczy niemal zalśniły. Mój telefon.
- Kup mleko i wracaj. - powiedziała niezbyt przyjemnym tonem - Masz telefon na ten czas. I oddzwoń, bo ktoś ciągle próbuje się do ciebie dodzwonić.
Przewróciła oczami i podała mi pieniądze i komórkę. Odrazu ją włączyłam, marszcząc brwi, gdy dostrzegłam trzy nieodebrane połączenia od nieznanego numeru.
- Telefon do mnie wraca jak tylko wrócisz ze sklepu. - pokiwała na mnie palcem i odeszła w stronę salonu.
Zgarnęłam kluczyki do auta i wyszłam z domu. Po drodze do spożywczego odpisałam na wszystkie wiadomości od Isy, jednocześnie ją informując że mam telefon tylko na chwilę.
Podeszłam do alejki ze słodyczami i sięgnęłam po moje ulubione żelki, jednak czyjaś ręka była szybsza, i zgarnęła opakowanie tuż przed moimi oczami. Sapnęłam zaskoczona, odwracając się natychmiastowo w strone ,,złodzieja'', który śmiał zabrać mi tą słodycz sprzed nosa. Moje brwi powędrowały w górę, gdy zobaczyłam znajomą twarz.
- Chris?
Blondwłosy chłopak, który chcąc nie chcąc upił mnie na imprezie, na którą poszłam z Isą. Był ubrany w zwykły szary dres i ciemną bluzę z kapturem. Na głowie miał bordową czapkę z daszkiem z logiem szkoły.
- Kogo ja tu widzę? - zaśmiał się łagodnie. - Zinna Monroe.
Skinęłam głową lekko zawstydzona, przypominając sobie wydarzenia z tamtej imprezy. Poprawiłam swoje jeansy, a moje spojrzenie ulokowało się w paczce żelków, którą Chris trzymał w lewej ręce.
- Chcesz je? - skinęłam głową na tak, bo to była już ostatnia paczka w sklepie. - To masz pecha.
Parsknął śmiechem, przewróciłam oczami zażenowana, ale ostatecznie cichy śmiech wydobył się z pomiędzy moich warg.
- Więc co słychać u wielkiej Zinny Monroe? - dotrzymał mi kroku gdy szłam do alejki, w której powinno być mleko. - Nie widziałam cię od imprezy.
- Nie jestem raczej typem kogoś kto chodzi na imprezy. - sięgnęłam po karton mleka. - Tak właściwie tamta impreza, była moją pierwszą.
Chris wydał z siebie cichy gwizd i zaklaskał, ściągając tym samym na nas uwagę niektórych osób w sklepie.
- Pierwsza impreza i takie chlanie? Jestem pod wrażeniem. - przyznał.
Rumieńce wpłynęły na moje policzki. Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę kasy, a chłopak podążył tuż za mną. Zapłaciłam za swoje produkty i ruszyłam w stronę wyjścia, nie żegnając się z blondynem.
- Hej, zaczekaj! - dogonił mnie tuż przed sklepem.
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się w jego stronę, unosząc jedną brew w górę.
- Śpieszysz się gdzieś? - zapytał.
- Tak właściwie, to tak. Do domu.
Chris przewrócił oczami i nonszalancko zarzucił sobie swoją rękę na moje ramiona, ciągnąc mnie na tył sklepu. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc co się właśnie dzieje, ale dotrzymałam mu kroku. Blondyn wyciągał z kieszeni papierosy i wsadził jednego między swoje usta, chwilę potem wystawiając paczkę w moją stronę.
CZYTASZ
Red Tears
RomanceZinna Monroe, inteligenta, pomocna i przyszła prawniczka. Złote dziecko w oczach rodziny. Siedmnastolatka jak zwykle przychodzi na cotygodniowe spotkanie z ojcem, które odbywa się... No właśnie. Spotkanie odbywa się w więzieniu. Co jeśli pewnego raz...
