Rozdział 11

960 64 4
                                        

Obudziłam się w swoim łóżku z okropnym bólem głowy, który nie pozwalał mi nawet siąść. Na ślepo chwyciłam opakowanie saszetek leków przeciwbólowych w proszku. Dopiero gdy wsypałam sobie do ust zawartość saszetki, popijając ją wodą, byłam w stanie usiąść. Rozmasowałam pulsującą skroń, przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Zamarłam i natychmiastowo sięgnęłam po telefon, mając nadzieję że to wszystko okaże się snem. Przerażającym koszmarem. Moje wszystkie nadzieje umarły, gdy zobaczyłam miliony nieodczytanych wiadomości od Isabelli. 

Od Isa: Żyjesz??????

Od Isa: Odezwij się jak wstaniesz

Od Isa: Martwie sieeeee

Od Isa: HALOOOOOO

Od Isa: Zaczynam myśleć ze twoja matka cie zamordowała

Od Isa: Obstawiam ze masz szlaban do konca zycia

Od Isa: NAPISZ CHOCIAZ CZY ZYJESZ!!!!

Od Isa: to przestaje byc smieszne

Od Isa: Zinna martwie sie fr

Od Isa: Dobra moja mama zadzwonila do twjej i podobno dalej spisz

Od Isa: Twojej*

Od Isa: ale niezle musialas zajebac o tą podłoge

Od Isa: XD

I było ich tylko więcej. Odpisałam jej jedną, niedługą wiadomością, w skrócie informując ją, że mam się dobrze i jeszcze nie gadałam z mamą. 

Szczerze nie chciałam rozmawiać z mamą. Teraz, gdy już wie o moich spotkaniach z Draven'em, wolałam zapaść w niekończący się sen i śnić, że dalej widuję się z nim. Niestety na moje nieszczęście, już parę minut później usłyszałam ciche kroki, należące do mojej mamy. Schowałam telefon pod poduszkę i czekałam, aż wejdzie do mojego pokoju. Jej wygląd mnie zmartwił. Miała na sobie zwykłe jeansy i szary sweter, gdzie Annabelle Monroe zawsze była ubrana elegancko i stylowo. Jej oczy były opuchnięte i zaczerwienione, a skóra szara. Płakała?

- Obudziłaś się. - wychrypiała, po czym odchrząknęła. - Jak się czujesz?

Obserwowałam ją jak krąży po moim pokoju, przejeżdżając palcami po komodzie czy lustrze. Podciągnęłam się na łóżku, by usiąść w bardziej komfortowej pozycji. Coś było bardziej niż nie tak. Mama była cicha i spokojna, a spodziewałam się krzyku, kłótni i płaczu.

- Dobrze. - odpowiedziałam, a kobieta usiadła na krawędzi materacu mojego łóżka, plecami do mnie.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że już nie widujesz się z ojcem? - spytała cicho, nawet na mnie nie patrząc.

Nie odezwałam się. Spuściłam wzrok na moje blade dłonie i zaczęłam się bawić moimi chudymi palcami, niemal w ten sam sposób co robił to Draven, na naszym ostatnim spotkaniu.

- To on nie chciał się już ze mną widywać. - wyszeptałam, nie unosząc wzroku, choć teraz czułam na sobie, jej wzrok.

- Więc spotykałaś się z tym... - zacięła się, szukając prawdopodobnie odpowiedniego słowa. - Mężczyzną, bym nie dowiedziała się, że Richard nie chce się z tobą widywać?

Pokręciłam głową na boki. Kompletnie źle myślała. Nawet nie przyszło mi do głowy to, żeby tak zrobić.

- Nie. - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. 

- Więc dlaczego, Zinna? - jej głos się załamał. - Dlaczego widywałaś się z tym... Kryminalistą?

- Nie mów tak o nim. - mój ton głosu stał się bardziej stanowczy, gdy stanęłam w obronie Draven'a. - Nawet go nie znasz.

Red TearsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz