DADDY'S HOOOOOOOMEEE
Rainer Rilke powiedział kiedyś, że czasami najpiękniejsze chwile w życiu to te, które przychodzą niespodziewanie. I zrozumiałam co miał na myśli, gdy patrzyłam na chłopaka, z tym uśmiechem, który był w stanie mnie rozsypać na kawałeczki, stojącego beztrosko i wyglądającego tak niewinnie, przy grobie swojej siostry.
Draven wsadził ręce do kieszeni swoich spodni, wzruszając ramionami i patrząc na mnie tymi czekoladowymi oczami. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy przycisnęłam rękę do ust, z cholernie bijącym sercem. W drugiej ręce wciąż trzymałam różowy bukiet kwiatów, ale kompletnie stracił znaczenie w tej chwili.
- Cześć, Zinnie.
I wystarczyły tylko te dwa słowa, by wszystko wokół nas zniknęło. Byliśmy tylko my. Moje nogi same ruszyły w jego stronę, a już po chwili zaplotłam moje ramiona wokół jego szyi. Poczułam jego ręce zaciskają się wokół mojej talii, przyciągając mnie bliżej. Ukryłam nos w zagłębieniu jego szyi, zaciągając się jego zapachem. Czułam jak jego ciało się rozluźnia i jak wzdycha z ulgą.
- Co ty...? Jak? - odsunęłam się odrobinę, by spojrzeć w jego oczy. - Dlaczego?
- Jestem na zwolnieniu. - uśmiechnął się, ukazując ten cholerny dołeczek w poliku, przez który miękły mi nogi.
Potrząsnęłam głową, bo nie liczyło się nic oprócz tego, że Draven tu był. Znów się do niego przytuliłam, niemal przyklejając swoje ciało, do jego. Brunet parsknął cichym śmiechem, przez co kaptur zsunął się z jego głowy, ale również mnie objął.
Chciałam płakać, krzyczeć, śmiać się i skakać z radości, jaką odczuwałam w sobie. Draven tu był. Był tu, i mnie przytulał. I nic innego się dla mnie teraz liczyło.
- Kurwa, jak ja za tobą tęskniłem.
Jego uścisk był jeszcze bardziej ciasny. Oparł swoją głowę o moje ramie, wzdychając. Czułam jak się uśmiecha, ale nie mogłam nic powiedzieć, bo mój uśmiech na twarzy był jeszcze szerszy.
- Przepraszam, że zniknęłam. - wyszeptałam. - Moja mama się o wszystkim dowiedziała.
I z rozluźnionego i spokojnego Draven'a pozostało tylko wspomnienie. Spiął się nagle, a jego oddech ugrzązł mu w gardle, gdy delikatnie mnie od siebie odsunął, ale nie na tyle, by mnie nie dotykać.
- Jest zła, co? - spytał cicho, a ja niechętnie przytaknęłam. - Kurwa, nie chciałem żeby to tak wyszło.
- To nie twoja wina. - głaskałam jego ramie. - Niedługo kończę osiemnaście lat, więc nie będzie mi już mogła zabronić widywania się z tobą.
- Serio? - pokiwałam głową. - Kozacko.
Zachichotałam pod nosem i nagle sobie przypomniałam o kwiatach w mojej ręce. Wróciłam do rzeczywistości, zdając sobie sprawę że wciąż jesteśmy na cmentarzu, przy grobie jego siostry. Odsunęłam się już całkowicie od Draven'a i kucnęłam przy małym nagrobku, odkładając kwiaty na trawie przed nim.
- Co uważasz? - spytałam, zerkając na niego.
- Jest... Piękny.
Uśmiechnęłam się i stanęłam obok niego. Żadne słowa nie były w stanie opisać tego uczucia, które czułam w klatce piersiowej. Moje ramie otarło się o jego, ale żadne z nas się nie odsunęło.
- Ile dni zwolnienia dostałeś?
- Cztery. - odparł zerkając w na mnie z góry. - Dzisiaj jest mój pierwszy.
CZYTASZ
Red Tears
RomanceZinna Monroe, inteligenta, pomocna i przyszła prawniczka. Złote dziecko w oczach rodziny. Siedmnastolatka jak zwykle przychodzi na cotygodniowe spotkanie z ojcem, które odbywa się... No właśnie. Spotkanie odbywa się w więzieniu. Co jeśli pewnego raz...
