Wreszcie właściwy rozdział 17. Udawajcie że tamten nie istniał pls.
Przebudziłam się jako pierwsza, tuż nad ranem. Draven leżał obok mnie, śpiąc słodko. Jego ramie oplątywało moją talię, a jego twarz była zwrócona w kierunku ściany, dając mi idealny widok na tatuaż moich oczu na jego karku. Uniosłam jedną rękę, by przejechać akrylowymi paznokciami po konturze, delikatnie by go nie obudzić. Byłam zawstydzona, bo spodziewałam się jak wyglądam o poranku. Moje włosy zapewne przypominały poplątane siano, a makijaż z poprzedniej nocy, był prawdopodobnie na całej mojej twarzy, bo wczoraj nie miałam go czym zmyć. Współczułam swojej skórze, przez to jaki koszmar teraz przechodziła, ale gdybym miała okazje powtórzyć to spotkanie, bez zastanowienia bym się zgodziła.
Brunet wydał z siebie cichy, senny jęk, a jego ramie zacisnęło się mocniej wokół mojej talii, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Zachichotałam, przewracając się na plecy i paznokciem obrysowując tatuaże na jego przedramieniu. Miał ich mnóstwo. Parę napisów, dat czy rysunków różnych zwierząt, zaczynając od jaskółek, przechodząc do pająków.
- Co robisz? - wymamrotał Draven, przekręcając głowę w moją stronę.
Jego spojrzenie powędrowało do jego ramienia, po którym bezwstydnie jeździłam palcem. Uśmiechnął się, w ten swój charakterystyczny, łobuzerski sposób, na co przewróciłam teatralnie oczami.
- Mógłbym się do tego przyzwyczaić. - powiedział, a jego głos wciąż był zachrypnięty.
- Do czego?
Parsknął cichym śmiechem i podniósł się na ramionach, zawisając nade mną.
- Do budzenia się koło ciebie codziennie. - jego ton głosu przesiąkał szczerością.
Zarumieniłam się, a on znów się zaśmiał. Przybliżył swoją twarz do mojej, łącząc nasze wargi, w krótkim, czułym pocałunku. Zaplotłam swoje ramiona wokół jego szyi, przyciągając go bliżej, gdy jego język spotkał się wreszcie z moim.
- Ja pierdolę. - usłyszeliśmy kolejny głos, a ja natychmiast otworzyłam oczy. - Chciałem się tylko przebrać.
Theodore stał w progu drzwi, patrząc na nas lekceważąco z uniesionymi brwiami. Wciąż z otwartymi oczami, patrzyłam jak Draven wyciąga w jego kierunku środkowy palec, nie przestając mnie całować. Parsknęłam cichym śmiechem, zrzucając go z siebie i podnosząc się do siadu. Byłam stuprocentowo pewna, że moje policzki właśnie są w kolorze dojrzałego pomidora.
- Nie mogłeś się powstrzymać, co? - spytał Draven, a czarnoskóry pokiwał głową.
- Nie mogłem.
Brunet przewrócił oczami i wreszcie sam podniósł się z łóżka, wyciągając rękę w moim kierunku. Złapałam za nią, splątując nasze palce ze sobą.
- A nie uwierzyłem ci, jak mówiłaś że kręcisz z tym zjebem. - puścił mi oczko Theo. - Wyglądacie jakbyście byli po ostrym seksie.
Ukryłam twarz w dłoniach, rumieniąc się jeszcze bardziej. Usłyszałam plask, świadczący o tym, że Draven właśnie zdzielił swojego kumpla.
- To był żart, idioto! - krzyknął za nami, rozmasowując swoje plecy, na których widniał czerwieniejący ślad płaskiej ręki.
Draven pociągnął mnie za rękę w nieznanym mi kierunku, jak się chwilę później okazało, do kuchni. Usiadłam na krześle, stojącym przy małym, prostokątnym stoliku, podsuniętym pod samą ścianę. Położyłam swoje ręce na kolanach, miętoląc w nich materiał dresów.
CZYTASZ
Red Tears
RomanceZinna Monroe, inteligenta, pomocna i przyszła prawniczka. Złote dziecko w oczach rodziny. Siedmnastolatka jak zwykle przychodzi na cotygodniowe spotkanie z ojcem, które odbywa się... No właśnie. Spotkanie odbywa się w więzieniu. Co jeśli pewnego raz...
