Rozdział 9

1.1K 58 0
                                        

Hejka! Szybka informacja. Doskonale rozumiem ze pisze o tematyce więziennej, o której tsk naprawdę wiem jedynie z internetu. Wiec bardzo prosze o wyrozumiałośc jesli coś nie do konca pokrywa sie z prawdą. Staram sie jak moge!

Wstawiam drugi raz ten rozdzial tym razem poprawiona wersje a wcześniejsza usuwam!!!!



Leżałam w swoim łóżku z psem pomiędzy moimi nogami, który zaczepnie podgryzał moją stopę. Dziś mijał ostatni dzień mojego szlabanu i także drugi tydzień odkąd widziałam ostatni raz Draven'a. Na szczęście odzyskałam już swój telefon, więc codziennie czekałam na telefon z zakładu karnego, licząc że usłyszę w nim głos Draven'a.

Chociaż doskonale wiedziałam, że to się nie stanie. Chłopak mógł wykonywać tylko dwa telefony w tygodniu, które mogły trwać nie dłużej niż dziesięć minut.

Starałam się skupić na nauce i na zbliżających się egzaminach, które miały zadecydować o mojej dalszej przyszłości. Miałam zostać prawniczką, tak jak mama. Skończyć dobre studia, które również opłaci moja mama, później przejąć jej kancelarię razem z Micheal'em, wyjść pożądanie za mąż, chodzić na wielkie bankiety i na końcu mieć dzieci.

I matkę wcale nigdy nie obchodziło, że tego nie chciałam. Nigdy nie chciałam być prawniczką, czy przejmować jej kancelarię. Oczywiście, byłam wdzięczna że w ogóle miałam taką możliwość, bo doskonale wiem, że miliony ludzi tylko o tym marzy.

Ale to nie było moje życie. Kompletnie nie chciałam żyć jak moja mama. Nie chodziło o pieniądze, bogate samochody, czy wielki dom. Moja mama wydawała się być... nieszczęśliwa. Wrzucała się w ten wir pracy, starając odciąć się od wszystkich zmartwień. Prawda była taka, że Annabelle Monroe miała wiele sekretów, o których nikt nie wiedział. Wiele razy słyszałam jak moja mama płacze w nocy, gdy myśli, że nikt jej nie słyszy. Lub jak zawiesza się z tą samą winną twarzą. Często też słyszę jak się modli. I wiem że nie powinnam tego podsłuchiwać, ale codziennie wieczorem słyszę jak szeptem błaga Boga o przebaczenie.

Dlatego wiedziałam, że moja mama ma grzechy. I dlatego też nie chciałam żyć tak jak ona. Wiedząc że ta kobieta, kryje w sobie jakąś ogromną tajemnicę, na codzień udając perfekcyjną, jest po prostu smutne.

Ja od dziecka marzyłam by otworzyć własną galerię sztuki. Kochałam sztukę. Uwielbiałam chodzić do muzeów i galerii sztuki. Gdy byłam mała, tata zabierał mnie do takich i potrafiliśmy spędzać tam całe dnie. Każdy obraz, każde najmniejsze maźnięcie pędzlem na płótnie, pozwalało mi zatrzymać się na chwilę i zobaczyć prawdziwe piękno. Coś co poruszało moje serce, coś co pozwalało mi uciec do mojej wyimaginowanej rzeczywistości.

I patrząc na Draven'a niemal czułam się jakby to on był sztuką. Prawdziwym dziełem sztuki, którego on jest żywym uosobieniem. Pełnym piękna, ale i tajemnic.

Nadal ze słuchawkami w uszach, wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Na samym jej dnie była lekko wygnieciona kartka papieru. Rysunek moich oczu, który dał mi Draven. Usiadłam z powrotem na łóżku, przyglądając się z uśmiechem na ten rysunek. Był niemal tak dokładny, jakby Shade miał zdjęcie moich oczu. Każda zmarszczka, każda krzywo wywinięta rzęsa, każda plamka w moich oczach. Niesamowite. I krzywy, ledwo czytelny napis na samym dole.

,,Jeśli Bóg istnieje, z pewnością całą swoją uwagę poświęcił oczom Zinny."

Włożyłam kartkę do szuflady komody, ukrywając ją pod jednym z zeszytów. Nie chciałam by ktokolwiek widział coś tak osobistego, niemal intymnego, co podarował mi Draven.

***

- Więc idziesz dzisiaj odwiedzić swojego ukochanego? - zapytała Isabella, trzymając mnie za rękę, gdy obie wychodziłyśmy ze szkoły.

Red TearsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz