Rozdział 14

1.1K 69 23
                                        

Do końca tygodnia starałam się skupić na nauce, przez stres związany ze zbliżającymi się egzaminami końcowymi. Coraz częściej przyłapywałam się nad myśleniem o przyszłości. Nad tym czy faktycznie zamierzałam podążać za marzeniami mojej matki, o przejęciu jej kancelarii prawniczej, czy faktycznie zbudować coś własnego, jak galerię sztuki, o której zawsze tak marzyłam.

Moje relacje z mamą ani trochę nie kierowały się na dobre tory. Mimo że już się nie kłóciłyśmy, można było powiedzieć, że praktycznie w ogóle ze sobą nie rozmawiałyśmy. Prócz podstawowych pytań typu; Co u ciebie słychać? Lub, Jak było w szkole, czy pracy, nie rozmawiałyśmy o niczym innym. Michael też zaczął zachowywać się dziwnie. Praktycznie w ogóle nie było go w domu. Ciągle spędzał czas z jakimś kolegą, aż nawet nasza mama zaczęła podejrzewać, że Mike może znalazł sobie dziewczynę, o której wstydzi się nam powiedzieć. Jednak, gdy matka go o to zapytała, cały się zagotował, nawyzywał wszystkich i wszystko wokół niego, a następnie wyszedł, trzaskając głośno drzwiami. Więc Anna nie poruszyła tego tematu od tamtej pory.

Zakuwałam ciężko, odcinając się tym samym od rzeczywistości i moich nurtujących myśli. Ciągle zastanawiałam się nad dziwnym zachowaniem Michael'a, tajemnicami jakie skrywała moja matka i Draven'em. Tym cholernym Draven'em Shade, który za żadne skarby nie chciał wyjść z mojej głowy, najbardziej z tych trzech rzeczy. Jego imię ciągle biegało po moich myślach. Nawiedzał mnie w snach, a w każdym pustym miejscu, wyobrażałam sobie jego. Był moją pierwszą myślą gdy się budziłam i ostatnią, gdy zasypiałam. Stawał się moją obsesją, która powoli zaczynała mnie przerażać. Jednak jeszcze bardziej przerażała mnie myśl, że tylko ja tak myślę.

Leniwym krokiem zeszłam na dół domu, napotykając tam o dziwo i mamę, i Michael'a. Oboje stali w kuchni rozmawiając cicho między sobą. Ich szept był szybki i gorączkowy, jakby nie mogli się powstrzymać przed mówieniem. Ich głosy ustały, gdy zauważyli mnie, stojącą u dołu schodów ze znudzoną miną.  

- Jadę do Isy. - poinformowałam ich, idąc w stronę korytarza.

Ubierając buty, słyszałam szybkie kroki w moim kierunku, należące do Annabelle. Nie odwróciłam się w jej stronę, jedynie wciąż kucając i wiążąc buty.

- Zawiozę cię. - zaproponowała.

- Nie, dziękuję. - przewróciłam oczami, choć tego nie widziała. - Dam sobie radę.

- To ja cię zawiozę. - tym razem odezwał się mój brat.

Wyprostowałam się, unosząc brwi ze zdziwieniem. Dlaczego do cholery tak bardzo im zależało by mnie zawieźć? Przecież miałam prawo jazdy już od prawie dwóch lat. Byłam bezpiecznym kierowcą, bez ani jednego mandatu i z zawsze zapiętymi pasami.

- Czemu? - spytałam patrząc mu prosto w oczy.

- Bez powodu. - wzruszył nonszalancko ramionami i zgarnął kluczyki z blatu. - Chodź.

Wzięłam głęboki oddech i pokręciłam głową ze zrezygnowaniem, krocząc tuż za nim w kierunku auta. Wsiadłam od strony pasażera, zapinając pasy już z przyzwyczajenia. Mike odpalił samochód i odjechaliśmy spod domu. Podczas drogi siedzieliśmy w jedynie niekomfortowej ciszy, jakbyśmy nie byli rodzeństwem, a jedynie obcymi dla siebie ludźmi.

-  Więc... - zaczął, drapiąc się po zaroście. - Co u ciebie? 

- Dobrze. - odpowiedziałam krótko. - A u ciebie? 

- Też dobrze.

Przytaknęłam, nie wiedząc co jeszcze mogę powiedzieć. Michael poruszył się niekomfortowo, zatrzymując się na światłach. Kątem oka widziałam jak kilka razy na mnie spojrzał, ale nie odezwał się ani słowem. Podjechaliśmy pod dom rodziny Harp, a ja sięgnęłam już za klamkę, by otworzyć drzwi, gdy zatrzymał mnie jego głos.

Red TearsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz