Siedziałam w salonie na kanapie czekając aż Bill wróci ze studia. W domu panowała ciężka cisza. Zakładałam, że chłopak będzie chciała znowu rozmawiać. Wiedziałam, że się martwi ale miałam dość ciągłego rozmawiania. Po paru minutach usłyszałam ciężkie kroki bliźniaków.
-Cześć Lore- powiedział Tom czochrając mnie po włosach i wszedł do kuchni.
-Musimy porozmawiać- powiedział młodszy
– Znowu to samo? – prychnęłam. – Ile razy mamy przerabiać tę pieprzoną rozmowę?
– A może gdybyś w końcu powiedziała mi, co naprawdę czujesz, nie musielibyśmy jej powtarzać! – On zaczął podnosić
– A może gdybyś przestał gadać tylko o tym, jak chcesz mi pomóc, coś by się zmieniło! – spojrzałam w jego wściekłe oczy.
– Próbuję zrozumieć, ale ty nie dajesz mi żadnej szansy! – Machnął ręką w geście bezradności. – Zawsze odpychasz mnie, kiedy próbuję zbliżyć się!
– Wciąż myślisz, że możesz mnie uratować? Że coś się zmieni? Nie rozumiesz, że to nie ma sensu?!
– Nie pierdol mi, że nie ma sensu! – warknął, jego głos był pełen gniewu. – Ile razy mam ci to kurwa powtarzać, że nie zamierzam się poddać?!
– A może powinieneś się poddać?! Może wtedy zrozumiałbyś, że marnujesz na mnie czas! – powiedziałam z pogardą. Nie kontrolowałam już tego co mówiłam.
– Marnuję czas? Serio? Wiesz, co jest stratą czasu, Lorelei? Wkładanie w ciebie całego pieprzonego serca, żeby za każdym razem słyszeć te same żałosne wymówki! – Bill roześmiał się gorzko i sarkastycznie.
– Więc po co tu jeszcze jesteś? Jeśli masz mnie dość, to wypierdalaj! – krzyknęłam, a mój głos drżał od zdenerwowania.
– Może powinienem! Może masz rację! Bo ile można słuchać tego samego gównianego pierdolenia?! Staram się, kurwa, staram się jak mogę, ale ty zawsze musisz wszystko spieprzyć!
– Więc spierdalaj, Bill! Nie potrzebuję cię! Nie chcę, żebyś mnie ratował! – mój głos stał się ostry jak brzytwa. – Jesteś tylko kolejnym frajerem, który myśli, że miłość naprawi cały ten syf!
Pożałowałam tego co powiedziałam.
– Wiesz co? Może nie jestem frajerem. Może jestem pieprzonym idiotą, że w ogóle próbowałem! – Jego głos załamał się od gniewu i bólu. – Chcesz mnie wypchnąć za drzwi? Proszę bardzo! Ale pamiętaj, że to nie ja cię niszczę – to ty sama robisz sobie tą krzywdę!
Czułam, że mój oddech był szybki i płytki.
– Pierdol się, Bill – wyszeptałam z jadem.
Brunet odetchnął głęboko, starając się opanować drżenie w całym ciele.
– Nie, Lorelei. To ty się pierdol. Ze swoim cynizmem, ze swoimi murami, które ciągle budujesz między nami. Jeśli chcesz być sama w tym gównie, to proszę bardzo. Mam dość bycia twoim workiem treningowym.
Odwrócił się gwałtownie i ruszył do drzwi. Jego kroki dudniły w ciszy jak uderzenia młota. I wyszedł trzaskając drzwiami. Tom wyszedł z kuchni i odrazu mnie przytulił. Nie czułam się jakby przytulał mnie chłopak, bardziej czułam jakby przytulał mnie brat.
***
Kilka dni później Bill w końcu wrócił do domu, podbiegłam do niego i go przytuliłam ale on mnie odepchnął.
– Przytul mnie kurwa – powiedziałam desperacko, ale on mnie olał.
– Nie było cie kilka dni a ty nawet nie powiesz gdzie byłeś? – dodałam.
– Myślałem, że mam się pierdolić – rzucił chłodno.
– Błagam Bill – złapałam go za nadgarstki.
– Co chcesz? – warknął niezadowolony.
– Porozmawiajmy na spokojnie – zaprowadziłam go do pokoju.
Byliśmy już wycieńczeni ciągłym płaczem oraz niezrozumieniem. Rozmawialiśmy tak długo dopóki nie doszliśmy do pełnego zrozumienia. Bill wyznał, że czuje się przytłoczony tym że cały czas musi uważać, żeby nie palnął coś głupiego przez moje jak to ujął 'humorki'. Po długiej i emocjonalnej rozmowie, w końcu doszliśmy do kompromisu.
Kiedy zamknęliśmy oczy, czując się wreszcie trochę spokojniej, cisza między nami nie była już ciężarem. Była jak delikatna kołdra, która otulała nasze zmęczone dusze. Bill leżał obok mnie, jego oddech stawał się coraz głębszy i bardziej miarowy. Jego dłoń znalazła moją w ciemności, a jego dotyk nie był już pełen niepokoju. Był ciepły, stabilny, jakby w końcu zrzucił z siebie część ciężaru
Przez chwilę leżałam nieruchomo, wsłuchując się w bicie jego serca. Wciąż czułam pulsujący ból tam, gdzie łzy pozostawiły ślady na mojej skórze, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Bill był tu, przy mnie. Pomimo wszystkich kłótni, pomimo gniewu i nieporozumień, wciąż wybieraliśmy siebie nawzajem. Wciąż trzymaliśmy się tego kruchego uczucia, które potrafiło nas zarówno niszczyć, jak i składać na nowo.
– Nie chcę, żebyśmy znowu wracali do tego punktu, Lorelei – wyszeptał w pewnym momencie, a jego głos był zmęczony, ale szczery. – Musimy sobie ufać. Musisz mi ufać. A ja muszę przestać bać się, że każde moje słowo cię zrani.
Przełknęłam gulę w gardle. Wiedziałam, że jego słowa są jak most, który próbujemy razem zbudować.
– Postaram się, Bill. Nie chcę, żebyś czuł, że chodzisz na palcach. Wiem, że czasem nie jest ze mną łatwo. – moje słowa były ciche, ale pełne determinacji.
Objął mnie mocniej i oboje zasnęliśmy wtuleni w siebie.
***
CZYTASZ
All mine- Bill kaulitz
FanfictionW książce mogą występować sceny erotyczne, alkoholu, masochistyczne lub sceny z udziałem używek. 18-letnia Lorelei ma przyjaciela, w którym jest zauroczona, czy będą umieli poradzić sobie z przeciwnościami losu?
