XIX

137 4 1
                                        

Bill był znowu na próbie. Zaczynało mnie to powoli denerwować, ponieważ nie poświęcał mi ani trochę czasu. Mieli za miesiąc trasę i rozumiałam fakt, że lubił jak wszystko było dopięte na ostatni guzik, ale za każdym razem jak wracał do domu to albo odrazu szedł spać, albo się kłóciliśmy. Ostatnio nie układało się między nami najlepiej i trochę mnie to martwiło.

Siedziałam z naszym kociakiem na kanapie w salonie, Shadow był zwinięty w kulkę na moich kolanach a ja głaskałam jego miękką sierść. Moje myśli cały czas uciekały do napiętej sytuacji między mną a Billem, jednak w pewnym momencie zostały one przerwane przez dźwięk przekręcającego się klucza w drzwiach. Mój wzrok skierował się w stronę mojego chłopaka w drzwiach, jego twarz była zmęczona. Spojrzał na mnie a ja posłałam mu ciepły uśmiech, który on zignorował odchodząc do kuchni.

– Jak było na próbie? – zapytałam, starając się rozluźnić atmosferę.

– Tak jak zawsze – odparł bezdusznie, nalewając sobie wody do szklanki.

Przyglądałam mu się jak pił ją zachłannie, jakby nie pił od kilku tygodni.

– Możemy porozmawiać? – oparłam się o framugę drzwi, a on w końcu na mnie spojrzał.

– O co chodzi? – odłożył szklankę do zlewu i oparł się dłońmi o wyspę kuchenną, która stanowiła centrum naszej kuchni.

– Ostatnio czuję, że nie chcesz ze mną rozmawiać i – nie dał mi dokończyć zdania, przerywając mi.

– Znowu zaczynasz? Obiecałaś mi, że nie będę musiał uważać z każdym słowem czy gestem – rzucił chłodno.

– Ale ja tylko – znowu mi przerwał.

– No co? Nawet głupiej obietnicy nie umiesz utrzymać – przeszedł obok mnie obojętnie i skierował się do łazienki.

Ruszyłam za nim. Wiem, że mu obiecałam, ale to nie znaczyło, że mam zakaz rozmawiania z nim. Jak chciał zamknąć drzwi, szybko je popchnęłam i stanęłam na środku łazienki.

– Dasz mi się umyć? – zapytał z wyrzutem.

– Nie, a teraz mnie posłuchaj i mnie nie wkurwiaj – powiedziałam z jadem co go najwidoczniej zdziwiło. – Możesz przestać mnie ignorować? Wiem co ci obiecałam, ale ty mi obiecałeś, że będziemy więcej rozmawiać. I co? I gówno, nawet pary z ust nie wypuścisz. Nie łaska mi odpowiedzieć na głupie co tam, prawda? – nie kontrolowałam słów, które wychodziły z moich ust.

Bill patrzył na mnie przez kilka sekund, jakby nie dowierzał, że właśnie to usłyszał. W jego oczach pojawiła się mieszanka złości i zawodu. Przysunął się bliżej, jednak nie było w tym czułości — raczej napięcie, jakby próbował się pohamować.

– Więc teraz to ja jestem ten zły? – warknął. – Przez to, że mam próby, że próbuję ogarnąć wszystko przed trasą?! Myślisz, że to dla mnie łatwe?

– Nie, Bill. Myślę, że to cholernie trudne – odpowiedziałam, starając się, żeby mój głos był spokojny, choć drżał. – Ale wszystko jest trudne. A ty wybrałeś, żeby odciąć się ode mnie zamiast spróbować być ze mną w tym razem.

– Nie odciąłem się – burknął, ale jego głos stracił ostrość. – Po prostu... jestem zmęczony. Nie mam siły na dramy.

– To nie „drama", to mój cholerny smutek, Bill. Samotność. I nie mam już siły, żeby walczyć o twoją uwagę.

Zamilkł. Patrzył na mnie przez chwilę, jakby miał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. W końcu oparł się plecami o ścianę i westchnął głośno.

– Więc co teraz? Chcesz się rozstać?

– Nie... – szepnęłam. – Ale chcę przerwy. Potrzebuję czasu. Dla siebie. Żeby nie czuć się tak niewidzialna obok własnego chłopaka.

– Nie wierzę w te pierdolone „przerwy" – rzucił z frustracją. – To zawsze kończy się tak samo. Jedno z nas znika.

– To nie musi tak wyglądać – powiedziałam cicho. – Po prostu... chcę się zatrzymać, odetchnąć. Bez kolejnych krzyków i nieporozumień.

Złapał się za kark, przetarł twarz dłońmi i zacisnął szczęki. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał coś rozwalić. W końcu jednak jego ramiona opadły.

– Skoro tego chcesz... okej. Przerwa. Ale nie sądź, że mi to obojętne – dodał, patrząc mi w oczy. – Bo nie jest.

Skinęłam głową, ledwo powstrzymując łzy.

– Wiem.

Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z łazienki zamykając drzwi za mną. Weszłam do sypialni i wzięła telefon, wybrałam kontakt do Amary.

Hej, mogłabym u ciebie zostać na kilka nocy?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Nie ma problemu, stało się coś?

Opowiem ci jak przyjdę

Spakowałam ubrania na kilka nocy i dni oraz inne najpotrzebniejsze rzeczy. Usłyszałam dźwięk wody pod prysznicem, westchnęłam głośno i ruszyłam do salonu. Wzięłam pierwszą lepszą kartkę i długopis.

Opiekuje się Shadowem

Zostawiłam liścik na blacie w kuchni, pogłaskałam kociaka i wyszłam z domu. Do mieszkania Amary miałam krócej z naszego nowego domu, niż z tego, który dzieliliśmy z Tomem. Weszłam do bloku i wspięłam się na trzecie piętro i zapukałam do drzwi. Po paru sekundach drzwi się otworzyły a we framudze zauważyłam brunetkę z zielonymi oczami.

– Hej, wchodź – przytuliła mnie na przywitanie i odsunęła się, żeby mogła wejść.

Wzięła ode mnie torbę i zaniosła do salonu, w którym była już przygotowana kanapa do spania.

– Dziękuję – powiedziałam czując gulę w gardle i łamiący się głos.

– Co się stało opowiadaj – zaprowadziła mnie do kuchni i zrobiła herbaty.

– Bill wyjeżdża za miesiąc na trasę z chłopakami. Wiesz jak to wszystko wygląda, ciągłe próby przygotowania. Codziennie jak wracał ze studia nie odzywał się do mnie, i się pokłóciliśmy znowu – mój głos się kompletnie załamał i ledwie co mnie można było zrozumieć. – Teraz mamy przerwę – westchnęłam, a łzy spłynęły mi po policzku.

Amara nic nie powiedziała tylko mnie przytuliła, a ja nie mogąc dłużej wytrzymać presji, zaczęłam płakać w jej ramię.

– Lorelei, na spokojnie – zaczęła pocierać moje plecy. – Przerwa dobrze wam zrobi, poukładacie sobie wszystko, pomyślicie nad wszystkim bez pośpiechu.

***

Zostawiajcie gwiazdki!!

All mine- Bill kaulitzOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz