XV

212 4 1
                                        

Byłam na spacerze w parku, kierowałam się w stronę mojej ulubionej kawiarni. Weszłam do niej i podeszłam do lady zamawiając mrożoną kawę. Jak dostałam kubek z napojem zauważyłam, że nie ma żadnego wolnego miejsca. W pewnym momencie dostrzegłam brunetkę mojego wzrostu, szkicowała coś w dużym zeszycie. Podeszłam do jej stolika i zapytałam miło.

– Przepraszam, mogę się dosiąść? – moje oczy były pełne nadziei.

– Pewnie siadaj – uśmiechnęła się.

– Jestem Lorelei – wyciągnęłam dłoń.

– Amara – uścisnęła ją.

Chwile pogadałyśmy i zapytałam się.

– Mogę zobaczyć? – wskazałam na zeszyt.

Podała mi go, a ja obejrzałam jej prace.

– Wow.. Naprawdę, ślicznie rysujesz- pochwaliłam ją.

– Chciałabyś gdzieś pójść, może do galerii? Poznamy się bardziej – była bardzo otwarta co mi się spodobało, ponieważ miałam taką samą cechę.

Napisałam do Billa, że wrócę późno, ale nie określiłam godziny. On nie miał nic przeciwko i życzył i dobrej zabawy. Cały dzień chodziłam z Amarą po galerii. Dziewczyna była młodsza ode mnie o rok, nadal chodziła do szkoły, lecz nie przeszkadzało mi to. Była również bardzo miła i towarzyska. Na sam koniec nie spodziewanego spotkania wymieniłyśmy się numerami i poszłyśmy w swoje strony.

Weszłam na podwórko naszego domu.
Gdy otworzyłam drzwi do mieszkania, panowała cisza. Zdjęłam buty i ruszyłam w stronę sypialni. Czułam lekkie zmęczenie po dniu spędzonym z nową znajomą, ale też pewien niepokój. Brakowało mi bruneta i jego obecności. Potrzebowałam poczuć go obok, potrzebowałam jego ciepła.

Otworzyłam drzwi do sypialni, a widok, który mnie powitał, zatrzymał mnie w pół kroku.

Chłopak leżał na łóżku, zupełnie nagi. Jego ciało błyszczało od olejku, który podkreślał każdy mięsień, każdy detal jego skóry. Jego klatka piersiowa unosiła się miarowo, a wzrok był przymknięty, zupełnie pochłonięty tym, co robił. Jego dłoń poruszała się powoli wzdłuż jego napiętego członka, a z ust wydobywały się ciche jęki.

Moje serce zabiło szybciej, a twarz zapłonęła gorącym rumieńcem. Stałam tam przez chwilę, nie mogąc oderwać wzroku. Czułam, jak między nogami zaczyna narastać przyjemne ciepło.

Brązowooki nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się lekki, zadziorny uśmiech.

— Wróciłaś wcześniej niż myślałem. — Jego głos był głęboki i lekko zachrypnięty od podniecenia.

— Widzę, że dobrze się bawisz. — Próbowałam zabrzmieć pewnie, ale głos mi drżał.

— Może chciałabyś dołączyć? — Jego spojrzenie stało się bardziej intensywne, wyzywające.

Nie musiałam się zastanawiać. Wolnym krokiem podeszłam do łóżka, a moje oczy śledziły każdy jego ruch. Usłyszałam, jak jego oddech staje się cięższy. Rozebrałam się, przysiadłam na krawędzi łóżka i sięgnęłam ręką po buteleczkę olejku stojącą na stoliku nocnym.

— Może pozwolisz, że ja przejmę kontrolę? — szepnęłam, nalewając odrobinę olejku na dłonie i rozcierając go powoli.

Wokalista zamruczał z aprobatą, a jego oczy błyszczały pożądaniem.

Zaczęłam od jego klatki piersiowej, przesuwając dłońmi po jego napiętych mięśniach. Olejek sprawiał, że jego skóra była gładka i śliska. Moje palce wodziły po jego ciele, a każdy dotyk wywoływał u niego ciche westchnienia.

— Jesteś taki idealny... — wyszeptałam, pochylając się, by musnąć jego sutek językiem. Jego ciało drgnęło pod wpływem tego kontaktu.

— Chcę więcej, Lorelei... — Jego głos był pełen błagania, ale i wyczuwalnej kontroli.

Sięgnęłam po małe pudełko ukryte w szufladzie nocnej szafki. Wyjęłam z niego aksamitną opaskę na oczy i metalowe kajdanki. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się szeroko, unosząc ręce nad głowę, poddając się bez oporu.

Założyłam mu opaskę, a jego oddech stał się jeszcze bardziej urywany. Zapięłam kajdanki na jego nadgarstkach, przytwierdzając je do wezgłowia łóżka.

— Teraz jesteś mój, — szepnęłam, przesuwając paznokciami po jego bokach, aż do bioder.

— Zawsze byłem. — Jego głos był pełen zmysłowości.

Po chwili nachyliłam się i przesunęłam językiem po jego napiętym członku, od podstawy aż po sam czubek. Jęknął głośno, a jego biodra uniosły się instynktownie.

— Lorelei... błagam...

Uśmiechnęłam się, delektując się jego bezbronnością. Zaczęłam poruszać ustami powoli, rytmicznie, a jedną dłonią ścisnęłam jego biodro, by nie mógł się poruszać. Jego ciało drżało pod moim dotykiem, a odgłosy rozkoszy, które wydobywał, podniecały mnie jeszcze bardziej.

Gdy poczułam, że jest na granicy wytrzymałości, odsunęłam się i położyłam na nim, przyciskając swoje ciało do jego rozgrzanej skóry. Moje usta odnalazły jego, a pocałunek był gorący, desperacki, jakbyśmy oboje byli spragnieni siebie nawzajem.

— Chcę cię teraz. — W moim głosie brzmiała czysta potrzeba.

— Weź mnie, Lorelei. Jestem cały twój.

Usiadłam na nim, prowadząc go do siebie, a gdy poczułam, jak mnie wypełnia, oboje jęknęliśmy z rozkoszy. Zaczęłam poruszać się powoli, delektując się każdym centymetrem jego ciała.

Cisza w pokoju była wypełniona jedynie naszymi oddechami, jękami i dźwiękiem naszych zderzających się ciał. Jego dłonie, mimo kajdanek, zaciskały się w pięści, jakby walczył z chęcią dotknięcia mnie.

— Jesteś dla mnie stworzona... — wyszeptał przez zaciśnięte zęby.

Przyspieszyłam ruchy, czując zbliżający się finał. Eksplozja rozkoszy przetoczyła się przez moje ciało, a zaraz potem Bill podążył za mną, drżąc pod wpływem orgazmu.

Opadłam na niego, ciężko oddychając, a on uśmiechnął się pod opaską.

— To było idealne.

Zdjęłam mu opaskę i kajdanki, a on przytulił mnie mocno, jakby chciał, żebym została tak już na zawsze.

***

All mine- Bill kaulitzOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz