Tak wiele mnie nauczyła. I nadal uczy mnie tak wiele. Nauczyła mnie kwestionować. I nigdy nie żałować...
Weszłam do klasy i od razu skierowałam się na swoje miejsce, jakbym działała na autopilocie. Amber uniosła wzrok, uśmiechnęła się lekko – wystarczająco, żeby zaznaczyć swoją obecność, ale nie na tyle, żeby zaczynać rozmowę – i wróciła do notatek. Spojrzałam na telefon. Jeszcze kilka minut do dzwonka. Westchnęłam i zaczęłam bezmyślnie przewijać ekran, pozwalając, by przypadkowe posty i wiadomości zajęły moją uwagę. Cokolwiek, byle szybciej minął ten czas.
Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy niemal odruchowo wyprostowali się na swoich miejscach, a rozmowy ucichły do minimum. Minuty mijały, a po Smith ani śladu.
Amber zmarszczyła brwi i zerknęła na drzwi, jakby spodziewała się, że nauczycielka w każdej chwili wpadnie do klasy.
— To dziwne — powiedziała cicho. — Przecież ona nie toleruje spóźnień.
Miała rację. Nasza nauczycielka była typem osoby, która potrafiłaby wpisać uwagę za dwie minuty spóźnienia, a teraz sama kazała nam czekać.
— Może mamy zastępstwo? — powiedział Miles, obracając się do nas.
— Raczej nie. Bynajmniej na tablicy nic nie wisiało — powiedziałam.
Ktoś z końca sali rzucił żartem, że może powinniśmy to wykorzystać i po prostu wyjść. Kilka osób wyciągnęło telefony, inni rozmawiali szeptem. Piętnaście minut później drzwi otworzyły się z hukiem. Nauczycielka weszła szybkim krokiem, zaciśnięte usta i błysk w jej oczach jasno dawały do zrozumienia, że jest wściekła.
No to będzie rzeź.
— Kartkówka. Bez zapowiedzi — rzuciła chłodno, trzaskając za sobą drzwiami.
Momentalnie zapanowała cisza, jakby ktoś nagle odciął dopływ powietrza. Kilka osób wymieniło zszokowane spojrzenia, ale nikt głośno nie odważył się zaprotestować.
— Serio? — wyszeptała Amber, chwytając długopis.
Matematyczka wyciągnęła z szuflady plik kartek na biurko i zaczęła je rozdawać, a jej obcasy uderzały o podłogę w rytm naszego rosnącego przerażenia.
— Bez gadania, bez ściągania — Jej ton był lodowaty.
Zatrzymała się przy Lucasie z ostatniej ławki pod oknem, zawieszając rękę w powietrzu.
— Poproszę telefon — powiedziała krótko.
Lucas podniósł wzrok, jego palce zacisnęły się na krawędzi ławki.
— Nie będę ściągał... — zaczął.
Smith uniosła brew.
— Nie każ mi powtarzać. Wiesz, jak tego nie lubię.
Lucas sięgnął do kieszeni i położył komórkę na jej wyciągniętej dłoni. Matematyczka zabrała telefon i położyła przed nim zadania.
— A teraz rób to, po co tu przyszedłeś.
Chłopak zacisnął szczękę, ale nie odezwał się ani słowem. Wiedział, że sprzeciw nic nie da. Wiedzieliśmy to wszyscy. Przeszła dalej, a jej obcasy ponownie cicho uderzały o podłogę, wyraźnie zdradzając jej irytację.
— Macie dziesięć minut — oznajmiła. — I radzę wam, żebyście je dobrze wykorzystali. Czas start.
Nie tracąc czasu, zabrałam się za rozwiązywanie zadań. W klasie panowała cisza tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Było słychać tylko szelest kartek i cichy stukot długopisów. Zrobienie tylu zadań w zaledwie dziesięć minut wydawało się niemożliwe, ale kogo to obchodziło? Na pewno nie ją. Smith przechadzała się pomiędzy ławkami i co jakiś czas rzucała na nas chłodne spojrzenie. Zatrzymała się przy naszej ławce, ale jej wzrok był skierowany na ławkę obok.
CZYTASZ
Czerń i biel
RomanceKate nie tak wyobrażała sobie miłość, a bynajmniej nie pod postacią jej własnej nauczycielki.
