"Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze."
Lekcja zastępcza z Havens minęła zaskakująco szybko. Wychowawczyni poprowadziła ją z lekkością i humorem, jakby na korytarzu nie wydarzyło się nic szczególnego. Choć klasa nie była zachwycona tym, że nie będzie to jedna z luźniejszych godzin, jej dowcip i anegdoty sprawiły, że nawet najbardziej oporni uczniowie w końcu ulegli atmosferze i włączyli się do rozmowy.
Ja jednak przez resztę zajęć pogrążyłam się w myślach. Nie było mi do śmiechu. Konflikt z matematyczką, który miał pozostać między nami, nieuchronnie wkraczał na nowy poziom. Havens, choć zapewne w dobrej wierze, niepotrzebnie brała w tym udział.
Gdy zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec lekcji, spakowałam podręcznik i resztę rzeczy, a następnie ruszyłam za Amber w stronę drzwi. Przechodząc obok biurka, moje spojrzenie skrzyżowało się z oczami nauczycielki. Na jej twarzy pojawiło się zaniepokojenie, a usta lekko się otworzyły, jakby chciała coś powiedzieć. Nim jednak zdążyła się odezwać, podeszła do niej grupka dziewczyn z klasy, najwyraźniej z jakąś pilną sprawą.
Po szkole, zamiast spotkać się z Amber, jak wcześniej planowałyśmy, wróciłam prosto do domu. Miałyśmy iść na miasto, by kupić ostatnie rzeczy na studniówkę i przy okazji zjeść coś na obiad, ale kompletnie nie czułam się na siłach. Ból głowy, który początkowo był ledwo zauważalny, nasilał się z każdą chwilą. Cisza w domu wydała mi się kojąca. Zrzuciłam plecak na podłogę i wybrałam się z Bernim na spacer.
Po powrocie zrobiłam sobie ciepłą herbatę, wyjęłam termometr z apteczki i położyłam się na kanapie otulając ulubionym kocem. Chwilę później na termometrze pojawiło się 37,8°C. Połknęłam tabletki i zamknęłam oczy, licząc na to, że sen przyniesie mi ulgę. Czułam, jak napięcie z całego dnia powoli mnie opuszcza, zastępując je sennością, której nie mogłam się oprzeć.
Nie wiem, jak długo spałam, ale nagły dźwięk dzwonka wyrwał mnie z drzemki. Usiadłam zdezorientowana, nasłuchując, czy to nie był przypadkiem sen. Dzwonek do drzwi ponownie rozległ się w mieszkaniu. Spojrzałam na zegarek - dochodziła dziewiętnasta. Kto mógł przyjść o tej porze? Może to Amber postanowiła sprawdzić, co u mnie? Z wahaniem wstałam, czując, jak głowa pulsuje bólem.
Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się Laura.
— Cześć, Kate — zaczęła nieśmiało.
Jej obecność była tak niespodziewana, że przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa.
— Wybacz za późną porę, ale Smith zatrzymała mnie po wywiadówce. Chciała coś przekazać twoim rodzicom, ale ich dzisiaj nie było, więc poprosiła mnie, abym dostarczyła to tobie —powiedziała, podając mi niebieską teczkę.
To oczywiste, że ich nie było, bo nie informuję rodziców o takich rzeczach. Nie interesują się mną, więc po co mieliby chodzić na wywiadówki. Wzięłam od niej teczkę, próbując zrozumieć sytuację.
— Smith kazała ci do mnie przyjść? — zapytałam zaspanym głosem.
— Nie, miałam ci przekazać teczkę w szkole, ale coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć do środka. Są tam testy i zadania domowe z wyznaczonymi terminami oddania. Jeden z egzaminów musisz oddać jutro, więc pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli przyniosę ci to od razu, żeby nie dawać jej kolejnego pretekstu - powiedziała, patrząc na mnie z uwagą. — Kate, wszystko w porządku? Jesteś strasznie blada.
— Chyba się trochę przeziębiłam — wymamrotałam pod nosem.
Laura zrobiła krok do przodu.
— Słońce ty jesteś cała rozpalona — stwierdziła, dotykając mojego czoła swoją dłonią, która była tak przyjemnie chłodna. — Brałaś jakieś leki?
CZYTASZ
Czerń i biel
Lãng mạnKate nie tak wyobrażała sobie miłość, a bynajmniej nie pod postacią jej własnej nauczycielki.
