#11 "A może jednak randka?"

202 13 15
                                        

Około godziny 22 dostałam sms'a. Wyświetlił się dziwny numer i już widziałam, że może być tylko od jednej osoby.
°Zwiedzałaś już Hiszpanię?
^Nie miałam jeszcze okazji.
°W takim razie jutro zabieram Cię na cały dzień. Uwierz mi, że Cadiz jest piękne i kryje w sobie wiele tajemnic.
Jak ja. - pomyślałam - "Kryje w sobie wiele tajemnic".
^Całkiem fajny pomysł. To o której mam być gotowa?
°O 10. Pasuje?
^Idealnie.
°Wiem, w którym hotelu tymczasowo przebywasz. Będę czekał przy wejściu.
^Okey. To do jutra :D
° Do jutra. Słodkich snów.

- A z kim ty tak sms'ujesz? - spytał Alex, gdy kładł się obok mnie.
- Z nikim ważnym.
- Eyy... bo robię się zazdrosny głuptasie.
- O przyjaciółkę? - musiałam skłamać. Lepiej, żeby nie wiedział o Abrahamie. Nie chcę mieć kłopotów w najpiękniejszym kraju na świecie.
- No dobra. Masz zamiar już iść spać? - szybko zmienił temat.
- Nieee... popracuję nad tymi tekstami. Zależy mi na tym, żeby były jak najlepsze. W końcu piszę je dla swojego idola. Wiesz jakie to dla mnie ważne.
- Tak wiem głuptasie. Ale ja jestem dzisiaj padnięty. Przeszłem caaałą okolicę. Tu jest pięknie. Musimy iść na randkę do jakieś pobliskiej kawiarni. - powiedział po czym dał mi buziaka w policzek i poszedł spać. Ja siedziałam do później nocy i pracowałam. Dwa teksty już są takie jak chciałam. Jestem z siebie dumna. W końcu coś wyszło.
Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w moją piżamkę w słodkie kotki. (najsłodsza rzecz w mojej garderobie)

Moja siostra bardzo kochała kotki. Gdy raz się do nas jakiś przypałętał po burzy od razu chciała go przygarnąć. Mówiła to tak słodkim i dziecięcym głosikiem, że rodzice nie mogli jej odmówić. Nazwaliśmy go, a raczej ją Diana. Wszyscy pokochaliśmy tego kota. Była taka słodka. Niestety kilka miesięcy przed śmiercią Lenki potrącił go samochód. Tak jakby to była jakaś przepowiednia....

Zasnęłam z uśmiechem na ustach myśląc o dzisiejszej sytuacji pod studiem.

***
Rano obudziłam się o 7. Alex nadal słodko spał. Przysunęłam się do niego i pocałowałam w czoło. Poleżałam jeszcze chwilę i wstałam, żeby wykonać wszystkie poranne czynności i ubrać się jakoś ładnie na spotkanie z Abrahamem.
Nie chciałam mu pokazywać swojej mrocznej strony, to też starałam się trochę wzorować na stylu Tessy. Nowy kraj - nowe życie.
Znowu postawiłam na spódniczkę. Była ona w czerwonym kolorze, ślicznie układana. Do tego obcisły crop top w kremowym kolorze. Czarne sandałki i czarna biżuteria i mój ulubiony typowy makijaż i dopiero było idealnie. Tym razem nie musiałam się spieszyć, co mnie bardzo cieszyło. Alex obudził się dwie godziny po mnie szybko się ogarnął i zeszliśmy razem na śniadanie.

- Dzisiaj znowu wychodzę. Poradzisz sobie beze mnie?
- Znowu?! Myślałem, że dzisiaj wyjdziemy pozwiedzać.
- No niestety. Praca to praca. Wiesz jak mi zależy.
- A czy ty czasami nie masz tego spotkania dopiero jutro? - spytał podejrzliwie.
- Nie! - krzyknęłam szybko - to znaczy... tak. Tylko... że... noo.. dzwonili rano i jednak dzisiaj mam jeszcze jedno spotkanie.
- No dooobraa... to ja... ja może już pójdę na miasto, a ty idź do swojej "pracy".
- No idź idź. Powodzenia życzę.
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem. Pewnie późno.
- No dobra to pa głuptasie.
- Papa kochanie.
Wstał od stołu, podszedł do mnie, dał mi buziaka i skierował się od razu do wyjścia. Ja jeszcze zostałam i skończyłam śniadanie. Później szybko wpadłam do pokoju, zabrałam małą, czarną, skórzaną torebkę, do której włożyłam telefon, chusteczki i kosmetyczkę i wyszłam.
Abraham stał oparty o czarny samochód, w którym ktoś siedział na miejscu kierowcy. Gdy tylko mnie zobaczył od razu na jego twarzy zawitał ogromny uśmiech. Podszedł, przytulił mnie po czym się przywitał.
- Witam Cię Zuzanno. - chwycił moją dłoń i delikatnie pocałował.
Czułam jak się rumienię. Podszedł do samochodu, otworzył tylne drzwi i gestem ręki wskazał mi miejsce. Posłusznie wsiadłam do samochodu a on zajął miejsce obok mnie i zamknął drzwi. Moje serce natychmiast przyspieszyło gdy się do mnie przysunął.
- A więc... Zuzanno... serdecznie zapraszam Cię na tą niezwykłą wycieczkę po Cadiz.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc się tylko uśmiechnęłam. Powiedział coś do kierowcy a ten ruszył spod hotelu.

Zabrał mnie na długą, ale jakże wspaniałą wycieczkę. Cały ten czas z mojej twarzy nie schodził uśmiech, a ciarki przechodziły mi po ciele, gdy czasem przypadkiem Abraham otarł się o mnie ramieniem lub przypadkiem dotknął mojej ręki. Byliśmy w trzech zamkach ( "Castle of San Sebastián", "Castle of Santa Catalina" i "Casle of San Marcos"). Zwiedziliśmy muzeum Museum of Cadiz, katedrę Cadiz Cathedral oraz Roman Theatre. Zjeździliśmy całe Cadiz. Cały dzień wędrówki i jeżdżenia. Byłam już wykończona. Zbliżała się godz. 20 a Abraham kazał nas zostawić na plaży. Wyjął tylko z bagażnika jakiś duży plecak oraz koszyk i nakazał kierowcy odjechać. Poszliśmy przed siebie w stronę wody, a Abraham opowiadał mi o tym jak przyjeżdżali właśnie na tą plażę z rodziną, gdy był mały. Nagle się zatrzymał, położył plecak na piasku i wyjął z niego koc. Rozłożył go obok plecaka, usiadł i poklepał miejsce obok siebie patrząc na mnie, co miało znaczyć, że mam usiąść obok niego. Posłusznie wykonałam polecenie i usiadłam. Następnie położył koszyk i wyciągał z niego jedzenie.
- Myślę, że takie zakończenie tego wypadu będzie idealne.
- Nigdy nie byłam na pikniku na plaży. Chociaż mieszkam bardzo blisko morza.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- W takim razie cieszę się, że jestem tu z Tobą. - czy ja to powiedziałam na głos?
- Ja też się bardzo cieszę. - uśmiechnął się słodko. - Proszę. Smacznego. - powiedział i wskazał na jedzenie, które wyjął.
Jedliśmy cały czas się śmiejąc, bo Abii opowiadał śmieszne sytuacje, które tutaj się zdarzyły. Jak ganiali się z Tonym po plaży, albo jak jeden drugiego wpychał do wody.
Nagle wstał i powiedział:
- Chodź ze mną.
Złapałam za jego rękę, którą wyciągnął w moją stronę i wstałam.
Chciałam puścić jego rękę, ale on ją mocno trzymał.
- Co powiesz na romantyczny spacer po plaży?
- Romantyczny? Przecież to nie randka.
- A może jednak randka?
Po tych słowach byłam w lekkim szoku, ale czułam się naprawdę bardzo szczęśliwa.
Powiedział po czym poszliśmy przed siebie wzdłuż plaży. Przeszliśmy dłuższy kawałek. Było tak pięknie. Zaczęło się robić zimno a ja zadrżałam.
- Zimno ci? - spytał nagle.
- Tak... trochę.
- Chodź wrócimy się na koc.
Szybko powędrowaliśmy w tamtą stronę. Ponownie usiadł, a ja obok niego. Wyjął drugi koc. Okrył nas oboje kocem po czym mnie przytulił. Czułam jak szybko bije jego serce. Moje też tak biło. Jakby w jeden rytm. Siedzieliśmy tak przytuleni i patrzyliśmy na zachodzące słońce, a ja zapomniałam o wszystkim innym co nas otacza. Do moich uszu docierał spokojny dźwięk fal. Najlepszy dzień w moim życiu.

#TDMC  || A/\Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz