Od dwóch tygodni "panna córka pani zabójczyni" nadzorowała treningi naszych młodych bohaterów. Codziennie: ćwiczenia na siłowni, nauka podstaw sztuki walki oraz korzystania z nowych broni, które tworzyli bądź ulepszali na bieżąco dzieci "pana metalowej puszki".
Po tym czasie grupa bardzo się ze sobą zrzyła. Codziennie razem jedli, ćwiczyli, gadali, a czasem się bawili.
Pewnego wieczoru Tommy ogłosił, że muszą się przewietrzyć, więc zaprasza wszystkich na pizzę. Większość grupy przystała na ten pomysł i godzinę później wszyscy wyszli z Avengers Tower. No... prawie wszyscy.
Anastazja wolała zostać w "domu". Potrzebowała chwili samotności, aby oddechnąć od ludzi. Większą część dzieciństwa spędziła razem z swoją "mamą" i przyzwyczaiła się do spokoju. Tak samo było jak pracowała przez jakiś czas w T.A.R.C.Z.Y. Nikt jej nie przeskadzał, bo każdy wiedział, że podchodzi z dystansem do ludzi.
Ania położyła się na kanapie w salonie. Włączyła telewizor, jednak po chwili go wyłączyła, bo nic ciekawego nie było w telewizji. Leciały tylko programy w stylu "Farmer szuka żony", czy "Durne sprawy".
Usłyszała nagle dźwięki gitary, które szybko ustały. Potem kilka nut pianina. Pauza. I znowu gitara.
Postanowiła pójść za tym odgłosem, który doprowadził ją do drzwi od pokoju Bartona. Były lekko uchylone. Spojrzała przez uchyl.
Kiedy wszyscy szli na pizzę nie mogli znaleźć nigdzie Coopera, więc stwierdzili, że go zostawią. Teraz siedział sobie na krześle w swoim pokoju i na zmianę grał na gitarze albo keyboardzie. Co jakiś czas przerywał i zapisywał coś na stojącym obok laptopie. Były do niego podłączone różne mikrofony, które najwyraźniej wszystko nagrywały.
Coop wyglądał inaczej niż zwykle. Na jego twarzy nie było widać zawadiackiego uśmieszka, który nie znikał nawet podczas treningów. Widać było wtedy skupienie w jego oczach.
Nagle odłożył gitarę na bok i przybliżył do siebie jeden z mikrofonów. Wcisnął coś na laptopie, zaczął grać przygrywkę na keyboardzie i zaśpiewał:
I'm high above the city
I'm standing on the ledge
The view from here is pretty
And I step off the edge
And now I'm falling, baby, through the sky, through the sky
I'm falling, baby, through the sky
It's my calling, baby, don't you cry, don't you cry
I'm falling down through the sky
Toward the street that I'm from
Oh, Broadway, here I come
W między czasie z laptopa zaczęła grać nagrana wcześniej muzyka. Gitara, drugie pianino. Skrzypce?
Kiedy skończył śpiewać, zamknął oczy i lekko się uśmiechnął. Ania zaczęła mu klaskać, na co ten się wzdrygnął. Obrócił się w jej stronę.
-Co tu robisz?- zapytał.
-Mieszkam?- odpowiedziała ironicznie Anastazja. Barton wlepił nią w pytający wzrok, na co ona szybko powiedziała. - Przyszłam za dźwiękami muzyki.
-Przecież drzwi są dźwiękoszczelne.
-Jak się je zamyka.
Cooper uderzył się ręką w czoło i przejechał nią po twarzy.
-Proszę, nie rozpowiadał o tym innym.
-O tym, że masz talent muzyczny? Czy o tym, że nie jesteś takim głupkiem?
-Tak o tych dwóch rzeczach.
-Przesadzasz. Jesteś świetnym muzykiem, a się tego wstydzisz. Czego nie rozumiem.
-Posłuchaj mnie. To jest tylko hobby. Nie jestem "muzykiem". Tylko zwykłym gościem, który przypadkiem umie strzelać z łuku i grać na pianinie.
-Nadal cię nie rozumiem. Jesteś utalentowany. Z łatwością dostałbyś się do T.A.R.C.Z.Y. Z pewnością daliby ci rolę na Broadwayu. A ty pracujesz jako... mechanik
-To tylko praca przejściowa. Nie wiem tak naprawę co chcę robić. Od zawsze chciałem być bohaterem. Jak mój ojciec, być Mścicielem. Jak byłem mały sam chciałem się uczyć strzelać. I robiłem to do dwunastego roku życia. Wtedy moja siostra dostała na Boże Narodzenie keyboard, ale szybko przestała na nim grać. Pewnego dnia nudziło mi się i zacząłem grać proste melodie. Odkryłem, że szybko uczę się różnych piosenek.
-Tyle to ja też wiem. Przecież pamiętam jak byłam u ciebie kiedyś na wakacjach i grałeś piosenki z bajek Disney'a mi, Lanie i Nathe'owi.
-Tak. Dopóki byłem dzieckiem mi to przeszkadzało. No wiesz granie i łucznictwo nie kolidowało się ze sobą. Ale jak zbliżał się czas dorosłości, musiałem wybrać. Nie mogłem się jednak zdecydować. W 19 urodziny zdecydowałem, że dam sobie rok na decyzję. Nie poszedłem na studia, w dzień pracowałem u kumpla w warsztacie, a wieczorem uczyłem dzieci grać na gitarze. Czas decyzji jednak minął, a ja nadal nie wiem.
-Dać ci radę?- powiedziała po chwili Anastazja, na co chłopak wzruszył ramionami.- Wolisz wersję cukierkową czy szczerą?
-Dawaj szczerą.
-Na razie nic nie wybieraj. Mamy przecież na głowie ratowanie rodziców. Później zasmakujesz "bohaterstwa" i będziesz wiedział co chcesz robić.
-Niby jak?- prychnął chłopak.
-Zobaczysz- powiedziała uśmiechając się i wyszła z pokoju. Cooper siedział skołowany. Podrapał się po głowie, zamknął drzwi i wrócił do laptopa. "Dziwi się, że udaję debila przed ludźmi, a sama zgrywa zimną sukę, a kiedy nie ma nikogo jest inna."- pomyślał.- "Jednak coś w niej jest. Nie wiem co dokładnie, ale coś pociągającego."
__________________________
No cześć.
Jak widać wróciłam (znowu?). Tym razem jednak znowu nie na długo. Ale mogę Wam obiecać, że przed, po i w święta, będę częściej pisać. Mam już nawet pomysł na one-shot świąteczny. Powiem tyle, że będzie to rzecz związana z filmem który niedługo wyjdzie. Więcej nie powiem.
Zmieniając temat. Jak się Wam podobał rozdział? Clintashę zabili twórcy "Avengers: Age of Ultron", ale kto powiedział, że Coostazja nie da rady? (Jak ma ktoś lepszy pomysł na ship Coopera Bartona i Anastazji Romanoff, niech napiszę, bo jestem w tym słaba :-p )
Peace ^.^
P.S. W mediach macie piosenkę, którą śpiewał syneczek łucznika. (Jeremy Jordan- Broadway, Here I come)
***SPOILERS SWEETIES***
-Pewien ktosiek przyśle wiadomość z daleka...
-Da ona poszlakę...
-I nadzieję.
CZYTASZ
Next Avengers
Fiksi PenggemarAvengers : Kapitan Ameryka, Thor, Iron Man, Hawkeye, Czarna Wdowa, Hulk, Ant-Man- grupa bohaterów, która ciągle ratuje nas od inwazji kosmicznych, psychopatów, którzy chcą rządzić światem i innych kataklizmów. Wydaje się, że zawsze będą czuwać nad...
