- Gotowi? -
Spytałem mojich przyjaciół. Sam trzymałem łuk z naciągnientą cienciwą i myślałem
- Po cholere przysyłają nowych Przemienionych, faktycznie może nie zabijaliśmy się często ,ale na co oni liczyli że w tydzień się powybijamy, jeśli tam to grubo sie pomylili.
Rozglądałem się po całej wyspie sprawdzając czy wszyscy dostali wiadomość którą im wysłaliśmy. Puki co wszystkie drużyny były w umówionych miejscach, wszyscy chcieliśmy jak najszypciej powybijać nowych i dalej ( przynajmniej puki co ) żyć w spokoju.
Nagle jakiś wielki huk, dopiro po chwili pojawiła się fala nowych, było ich więcej niż nas ale dzieki dobrej strategi już po kilkunastu minutach nieżyło z 60 osób, lecz fala nowych nie miała końca.
Cała ich grupa się rozproszyła, miałem nadzieje że powpadali w nasze półapki. Gdy zobaczyłem pierwszych latających Przemienionych szybko wypustrzałem strzały w ich strone. Kilkunastu zabiłem, a po za tym może z sześciu miało przebite lub wyłamane przez to skrzydła, mój ukochany Kiełek zbierał strzały z rannych i przylatywał z nimi do mnie, poruszał się bardzo zwinnie i szybko jak na kolosa który był tylko troszke niższy odemnie. W tym samym czasie weronika zestrzeliwała pierwszych wodnych a reszta sprawdzała poszczególne piętra.
Nim pozbyliśmy się większości nowych mineło sporo czasu, ci najwidoczniej pochowali się wiedząc że gdy zbytnio się wychylą to zginą. Postanowiłem coś zjeść więc wyjąłem z lodówki wcześniej przygotowane bułki może nie były za smaczne ale dawały energie do wałki, w milczeniu zjadłem więc postanowiłem sprawdzić gdzie konkretnie są nowi wyjżałem za okno powoli i ostrożnie ogonem chwyciłem się gzymsu. Musiałem ciekawie wyglądać zwisając głową w dół z naciągnietą cienciwą. Z tego co zauważyłem to wiekszość z przybyłych pochowała się pod ziemią ale niemogłem być tego pewny przez te wszystkie trupy, niewiem czemu ale myśląc o tych zmasakrowanych ciałach zacząłem się slinić i miałem ochote wgryź się w jakiegoś wroga.
Nadszedł wieczór więc nadaliśmy komunikat że ci którzy przeżyli mogą znaleźć sobie i swojej drużynie miejsce, lub dołączyć do innych. Po czym każdy miał nadzieje na spokój ale przybieg Marek i oznajmił że potrzebuje pomocy więc zbiegliśmy tylko po to że jakieś kilkoro bachorów podeszło pod drzwi i niewiedział czy może ich wpuścić.
- Skończony debilu nie słyszałeś co mówiliśmy? Otwieraj sprawdzimy ich...
No to kolejny rozdział dlawas może nudny? Wstawiajcie swe uwagi w komentarzach. Za błędy przepraszam i postaram się teraz pisać bardzo długie rozdziały by wiencej akcji w nich było XD
CZYTASZ
Przemienieni
Fantasy19 sierpnia 2032 roku. Nad ziemią przelatuje kometa. Przez którą nic nie będzie takie samo.
