XIV

43 6 2
                                        

(((((((( Oczami Weroniki))))))))

Gdy usłyszałam odgłosy strzałów niewytrzymałam, zeskoczyłam do windy w momencie gdy jakaś dziewczyna wbiła Adrianowi nóż w plecy.

- Nie!!! - krzyczałam, i płakałam. Podbiegłam do niej, wziełam na ręce i wyrzuciłam przez okno, byłam pewna że nie poleci bo była z wodnych i z fascynacją patrzyłam jak dziewczyna spada na ziemie, i prawie się ucieszyłam gdy krew rozlała się tam gdzie dziewczyna spadła.
Podbiegłam do mojego chłopaka, rana mimo że głęboka, nieuszkodziła mu żadnej żyły. Bałam się o niego, bo był nieprzytomy, niemogłam czekać aż wda się zakarzenie. Rozejrzałam się po piętrze. Dość szybko znalazłam kuchenke gazową, odpaliłam palnik i położyłam na nim nóż, gdy był już gorący zdjełam go i podbiegłam do Adriana. Powoli wyjąłam nóż, reszta drużyny patrzyła na mnie przerażona gdy odkarzałam mu rane. Po chwili gdy rana była czysta, przyłożyłam nóż płaską cześcią do skóry, poczułam swąd przypalonej skóry, po chwili odłożyłam go na stół.

- Co się tak kurwa patrzycie !!! - krzyczałam przez łzy - wypakujcie rzeczy a wcześniej pomóżcie mi położyć tego palanta na łóżku, czemu puściłam go sama.

(((((((( Oczami Marka))))))))

- Od paru godzin nic nie robimy tylko nosimy te rzeczy - Pomyślałem - A wszystko to przez to że temu debilowi zachciało się być bohaterem.

Odłożyłem kolejne puszki do kolejniej półki i poszłem po kolejne przedmioty, po drodze spojżałem w strone Adriana - takiemu to dobrze, znając życie to gdybym to był ja to by kopneli mnie w dupe i kazali wstawać do roboty, a taki to se leży i pewnie śpi.
- Dużo jeszcze nam tego zostało? - Spytałem Pajęczycy która odpowiedziała - Jeszcze wyrzucisz te ciała i idziesz zmienić Daniela z warty.

- Ale dlaczego ja niemoże iść Jeżyk - sprzeciwiłem się - To że ten rżnoł z siebie głupa to ona ma nic nie robić.

Dostałem z pięści w twarz od Anastazji popatrzyłem na nią z wyrzutem i miałem już dość jej gadki nim zaczeła mnie opieprzać.

- Ty tempa, wyrachowana, szmatława Świnio!!! - krzyczała - gdyby nie to że Adrian sam poszedł to wszyscy moglibyśmy tak jak on teraz leżeć, ale on ma jaja a nie to co ty, chciał nas uchronić za co teraz płaci, a ty nie potrafisz nawet troche skruchy wykrzesać, czy ty naprawde jesteś taki tempy że tego nie rozumiesz?

- No dobra już spokojnie - udałem skruche - już ide na warte, choć Porki dotrzymasz mi towarzystwa. I weszłem do windy razem z moją zmutowaną świnką.
Hejka przepraszam za dzień zwłoki, ale już jestem.
I co myślicie?
Chcecie następne??

PrzemienieniOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz