- Ten dom jest piękny - zachwyca się brunetka stając przed nowo zakupioną posiadłością. - Wyobraź sobie tylko jak będziesz tu grał w piłkę z naszym synkiem.
Obejmuję żonę od tyłu i całuję w kark, również podziwiając nasz nowy dom.
- Podoba mi się. Tutaj będzie nam dobrze. Zobaczysz. Ten dom jest przejściowy.
- Jesteś pewien, że stać nas na takie zachcianki? - zerka na mnie niepewnie.
- W odpowiednim czasie będzie.
Uśmiecha się i wtula plecami w mój tors.
- Byle razem..
- Tak, Bello. Rodzina jest najważniejsza. W niej trzeba mieć zaufanie. Chociaż i w rodzinie znajdują się zdrajcy.
Odwraca się do mnie i kładzie dłonie na moich policzkach.
- Kocham cię, ty mnie i będziemy mieć dziecko... - patrzy mi w oczy.
- Będziemy - odpowiadam i całuję ją, sam chcąc przekonać się o własnym uczuciu.
- Chyba, że zostawisz mnie kiedy będę tluściochem za parę miesięcy - śmieje się w moje usta.
- Sam zrobiłem, sam muszę cierpieć - odpowiadam.
- Ja idę zachwycać się dalej, a ty wnoś te pudła - jeszcze raz mnie całuje i wchodzi do domu.
***
Wchodzę do kasyna, słysząc głośną muzykę i rozmowy. Lokal tętni życiem. Wszystko jest profesjonalnie urządzone i wykonane, nie dziwię się. Mojego bratu nie brak jest pieniędzy. Poprawiam marynarkę i ruszam w głąb tłumu klientów i graczy. Zamierzam wyjść z sali gier, a znaleźć się w korytarzu prowadzącym do biura mojego brata. Oczywiście to nie jest łatwe. Obserwuje mnie kilku ochroniarzy. Wiem, że dobrze wiedzą kim jestem. Myślę, że mój brat będzie chciał się ze mną spotkać. Liczę na to.
Wchodzę w korytarz, a zaraz za mną zaczyna iść dwóch mężczyzn. Nie przejmując się nimi popycham białe drzwi. Za biurkiem w skórzanym fotelu siedzi dobrze znany mi brunet. Tyle lat, a nic się nie zmienił.
- Miquel - mówię i siadam na krześle. Wbijam w niego chłodny wzrok.
- Co tu robisz? - pyta wprost.
- Chyba mamy sprawy do wyjaśnienia, prawda?
- Włochy to dla ciebie mało? Nie pamiętam, żebym mówił żebyś wracał.
Patrzę na niego uważnie i nie wierzę, że łączą nas jakieś więzy. Zabił naszego ojca, siedzi w jego fotelu i uważa, że wszystko jest dobrze.
- Ile chcesz? - odzywa się służbowym głosem.
- Dlaczego go zabiłeś? - Przesuwam dłonią po blacie dębowego biurka. Chcę znać odpowiedź.
- Pytam kim mówisz? - pyta, a ja mogę dostrzec cwany uśmiech na jego ustach.
- Doskonale wiesz o kim. - Poprawiam się na krześle, nie spuszczam z niego wzroku.
- Zrobiłem to co było nieuniknione.
- Póki matka żyje, ty też będziesz żył. - Ostrzegam i wstaję.
Wychodzę z pokoju, a potem z budynku. Nie mam zamiaru dłużej patrzeć na tego zdrajce. Nie mówię, że jestem dobrym człowiekiem. On zabił naszego ojca, ja zamierzam zabić jego.
Wsiadam do auta i w podłym nastroju kieruję się do domu. Sam widok tego gnoja budzi we mnie nienawiść i żądze zemsty. Nie wiem ile będę musiał czekać, żeby potem móc zakopać go żywcem. Ale obiecałem coś sobie i tego dotrzymam. W jego oczach jestem młody, tak jak wcześniej, jestem dzieckiem. Ale znów się myli i nie wie, jak wiele rozumiem. Kiedy wreszcie to pojmie dla niego będzie już za późno. Ale to właśnie jest moja przewaga. Zawracam w połowie drogi i jadę w stronę rodzinnego cmentarza. Muszę odwiedzić grób ojca. Jeszcze nie wiem, w którym miejscu jest jego kwatera. Wierzę że nie ma mi tego za złe przez wzgląd na to co zamierzam. Zawsze uważał, że trzeba pozbywać się wrogów. Tak właśnie zrobię. Mój syn i moja żona muszą być bezpieczni. Parkuję przecznicę przed cmentarzem i resztę drogi pokonuje pieszo. Odnajduję grób ojca, bo jest tutaj największy i na pewno odwiedzany przez przyjaciół i wrogów. To takie sztuczne.
Siadam na ławce i opieram łokcie o kolana. Był takim wielkim i cenionym człowiekiem. I jak skończył? Zabity pod własnym domem przez rodzonego syna. Chciałbym znać jego opinie. Chciałbym móc jeszcze z nim porozmawiać, ale na to już za późno. Nie dane mi było się przy nim wychować. Ale zapamiętałem to, czego mnie uczył. I mam zamiar wykorzystywać tę wiedzę każdego dnia tak jak robiłem to do tej pory.
Siedzę tak dobrą godzinę i wracam do samochodu. Przed domem widzę Bellę rozmawiającą przez płot z jedną z sąsiadek. Kobieta jest w wieku Emmy, wygląda miło. Bella powinna się zaaklimatyzować. Mieszkamy tu dopiero tydzień, więc jeszcze będzie miała okazję na poznanie otoczenia.
Gdy mnie zauważa, uśmiecha się i wskazuje w moją stronę mówiąc coś do nowo poznanej blondynki.
Podchodzę do żony i obejmuję ją ramieniem.
- Dzień dobry - mówię.
- To pani Weast kochanie. A to właśnie mój mąż - przedstawia nas dziewczyna. Rozmawiamy z kobietą jeszcze chwilę i rozchodzimy się do domów.
- Jak ci minął dzień? - Pytam. Bella siada na kanapie, a ja staję za nią i bawię się jej długimi włosami.
- Mały jest bardzo ruchliwy. Zrobił mi aż kilka siniaków - podciąga kremową bluzkę.
Kładę dłonie na jej brzuszku i delikatnie masuję. Powoli zsuwam ręce niżej, żeby rozpiąć jej spodenki.
- Myślę, że będziemy mieć piłkarza - odpowiada próbując zażartować, a ja mogę poczuć pod ręką kolejne kopnięcie.
- Cześć, Junior. Jesteś bardzo aktywnym dzieckiem. - Uśmiecham się.
To świetne doświadczenie. Myśl, że sam stworzyłeś coś tak wspaniałego. Dziecko, niewinna istota, którą trzeba chronić przed złem i problemami. Ale całkowicie twoja. Kocham je najbardziej na świecie. Chciałbym mieć w nim wsparcie.
- Bello, chodź do sypialni - proszę, zabierając ręce.
Podnosi się z moją pomocą i razem kierujemy się do naszego pokoju. Ostrożnie kładę żonę na miękkim materacu i rozbieram. Mam zamiar zapomnieć o dzisiejszym popołudniu. Ona zawsze skutecznie mi w tym pomaga. Każda chwila z nią jest oderwaniem od problemów.
CZYTASZ
Godfather |LT
FanfictionNie prosisz z szacunkiem. Nie proponujesz przyjaźni. Nie zwiesz mnie Ojcem chrzestnym. You don't even think to call me Godfather. Nigdy nie wpadaj w gniew. Nigdy nie stosuj groźby. Przekonuj ludzi. Przyjaciel nigdy nie powinien zbyt wysoko oceniać n...
