Mój gabinet opuszcza dwóch mężczyzn, którzy załatwili swoje sprawy. Rozpatrzę ich prośby, w zasadzie nie jest to zbyt skomplikowane do zrobienia. Przesuwam palcami po dolnej wardze, patrząc na Damona. Zastanawiam się nad zaproszeniem Camille, by nauczyć ją gry, tak jak obiecałem.
Wydawało mi się, że na prawdę jej zależy. Udało jej się sprawić, że nie jest obojętna moim myślą. Ma coś w sobie. Miałem się nie przejmować kobietami, a tu proszę, nie tak łatwo o niej zapomnieć. Podnoszę się i poprawiam marynarkę.
- Przywieź pannę Smith. Oczywiście za jej zgodą - proszę mojego przyjaciela.
- Tak jest - zabiera kluczyki od limuzyny i wychodzi. Mam nadzieję, że wróci z tym czego oczekuję.
Podchodzę do okna i patrzę na ulubiony ogród. Mój syn siedzi w altance, próbując się uczyć, co mnie trochę zaskakuje. On i nauka? To nie idzie w parze.
Przypuszczam, że dostał ostatni termin na poprawę jakiegoś sprawdzianu czy coś. Nie widzę innego wyjaśnienia. Wychodzę z gabinetu rozbawiony, dobrze, że bierze się trochę za siebie. Nie mogę mu załatwiać przepuszczania do kolejnych klas, chcę, żeby sam coś osiągnął. Inaczej to nie przyniesie efektów.
Rozpinam mankiety koszuli i podwijam jej rękawy. To jeden z tych dni kiedy chcę trochę odpocząć. Każdy czasem tego potrzebuje. Siadam na kanapie, wyciągając nogi i cierpliwie czekam na Damona. Liczę, że dziewczyna ma czas i będzie chciała przyjechać.
Nie doznaję rozczarowania. Godzinę później w progu mojego domu staje urocza blondynka.
- Witam - mówię, podnosząc się. - Gotowa na naukę?
- Nie mogłam się doczekać - uśmiecha się promiennie.
- Polly, przygotuj zimny deser oraz coś do picia. Będziemy w zachodniej części domu - proszę gosposię i podaję ramię blondynce.
Przyjmuje je z radością. Ma na sobie czarne spodnie i niebieską koszulę. To zabawne bo można powiedzieć, że jest moim dzisiejszym, żeńskim odpowiednikiem.
Prowadzę ją do sali, gdzie mam swoje prywatne kasyno. Stoi tu także stół bilardowy oraz barek. Zamykam za nami drzwi i wskazuję ręką na krzesło.
- Nie chciałabym być wścibska... ale czym zasłużyłam sobie na możliwość tych odwiedzin?
- Przecież obiecałem ci grę, prawda? W zasadzie dzisiaj mam wolny dzień i chciałbym cię zabrać w pewne miejsce wieczorem. Bardzo ważne dla mnie.
- Czy to ma się liczyć za sobotnie spotkanie? - pyta nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Tak. Uznałem, że nie trzeba tego odkładać. - Uśmiecham się do niej lekko i podchodzę do dziewczyny. Cholera, nawet Bella nie robiła na mnie takiego wrażenia swoim wyglądem. - Musisz wiedzieć, że przez dziewiętnaście lat nie spojrzałem na inną kobietę.
- Tobą długi okres czasu. Prawie całe moje życie - jakby chciała ukradkiem poinformować mnie o swoim wieku.
- Tak, długi. Uważam, że lojalność jest bardzo ważną kwestią. Proszę, pamiętaj o tym, Camille - mówię łagodnie i odwracam się, gdy do środka wchodzi gosposia. Układa na szklanym stoliku wszystko o co prosiłem i opuszczam pokój zostawiając nas znowu samych.
Siadamy na fotelach, biorę do rąk pucharek z lodami i owocami. To będzie mile popołudnie. Juz to czuję.
Zaczynamy rozmawiać. Dziewczyna jest naprawdę świetną towarzyszką. Później rzeczywiście gramy parę rozdań. Trochę się uczy, ona jest sprytna, więc sobie radzi. Kobiety zawsze myślą bardziej logicznie. Za każdym razem gdy jest mój ruch czuję na sobie jej intensywny wzrok. Stara się mnie rozproszyć. Przyjęła dobrą taktykę, dlatego na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech. Jednakże staram się jeszcze jasno myśleć. Przy takiej kobiecie nie jest to wcale łatwe. Kładę kartę na stół, wolno przesuwając ją po blacie. To nie jest zwyczajna gra. Między nami wyczuwalne jest napięcie.
CZYTASZ
Godfather |LT
FanfictionNie prosisz z szacunkiem. Nie proponujesz przyjaźni. Nie zwiesz mnie Ojcem chrzestnym. You don't even think to call me Godfather. Nigdy nie wpadaj w gniew. Nigdy nie stosuj groźby. Przekonuj ludzi. Przyjaciel nigdy nie powinien zbyt wysoko oceniać n...
