TY
Tydzień później
Obudziłaś się tak, jak zazwyczaj. Zjadłaś śniadanie, ubrałaś się i wyszłaś do szkoły.
Ostatnio czas na przerwach spędzałaś samotnie. Nigdzie nie mogłaś znaleźć Namjoona. Trochę cię to niepokoiło, ale na pewno miał jakiś powód, by być nieobecny. Z tego, co słyszałaś, jego rodzice byli bardzo surowi w stosunku do jego wykształcenia, więc raczej nie pozwoliliby mu zostać w domu, bo miał taki kaprys.
Po kilku pierwszych lekcjach udałaś się na dach, który już dawno nazwałaś swoim. Jednak tym razem, nie byłaś tu sama.
O poręcz stał oparty jakiś chłopak. Miał bardzo jasne, wręcz platynowe włosy postawione na żel. Wpatrywał się w dal, myśląc nie wiadomo o czym. W uszach miał białe słuchawki.
Podeszłaś bliżej.
Czy to mógł być on?
-Namjoon?- Zapytałaś. Blondyn obrócił się, patrząc się na ciebie, zdziwiony.
-Chcesz czegoś?- Odpowiedział.
Tak, to był on. Bardzo schudł przez ten tydzień. Policzki lekko mu się zapadły, miał cienie pod oczami, a ubrania były dużo luźniejsze niż wcześniej. Co musiało się z nim dziać, by tak wyglądał?
-Czemu nie było cię w szkole? Byłeś chory? Strasznie schudłeś.
-Nie twoja sprawa. Odwal się, słucham muzyki- powiedział, wkładając słuchawkę z powrotem do ucha.
Zamurowało cię. O co mu chodziło? Przecież nic nie zrobiłaś...
-Co?
-Nie słyszałaś za pierwszym razem? Odejdź, chcę być sam- prawie wykrzyczał. Podszedł do ciebie i popchnął lekko w stronę drzwi.
Wpatrywałaś się w niego pustym wzrokiem. Zrobiło ci się przykro. Szybko zbiegłaś po schodach, by nie zobaczył twoich łez, które mimo woli zbierały ci się w kącikach oczu. Nie chciałaś dać mu tej satysfakcji.
Po chwili zaczęłaś iść korytarzem, sama nie wiedziałaś gdzie. Miałaś gdzieś ciekawski wzrok uczniów. Ciekawe ile plotek na twój temat za chwilę powstanie? Nie dało się tego uniknąć. Bardzo dobrze to wiedziałaś.
Ale dlaczego? Dlaczego to wszystko się stało? Co takiego skłoniło go do tych słów? Może miał zły dzień? Nie mogłaś w to uwierzyć. Przecież zawsze był taki miły... Myślałaś, że mógłby być twoim przyjacielem. Kimś, z kim mogłabyś w końcu normalnie porozmawiać, bez strachu, bez skrępowania. Że w końcu będziesz mogła opowiedzieć komuś swoją historię. Historię, w którą wierzyłaś tylko ty i twój ojciec.
Jednak się pomyliłaś.
Z zamyślenia wyrwało cię coś twardego. Wylądowałaś na podłodze z głośnym plaskiem. Wszyscy zaczęli się śmiać i wskazywać cię palcami. Miałaś ochotę pobiec do domu i już nigdy z niego nie wychodzić.
-Dość! Nie macie co robić?! Zajmijcie się sobą - powiedział jakiś czerwonowłosy chłopak, wstając z zimnych płytek.
Śmiechy ustały. Ludzie się rozeszli, a ty zostałaś sam na sam z nim.
-Cześć. Przepraszam za to wszystko. Powinienem bardziej uważać, gdzie idę- Uśmiechnął się i wyciągnął dłoń w twoim kierunku, by pomóc ci się podnieść. Podałaś mu rękę i odwzajemniłaś jego uśmiech.
-To nie twoja wina. Nie powinieneś przejmować się kimś takim jak ja.
-Bez przesady... Przecież nie jesteś gorsza od nich. Powiedziałbym nawet, że jesteś lepsza. Ty nie śmiejesz się z cudzego upadku...- powiedział. Po chwili trochę niezręcznej ciszy odezwał się znów.- Jestem Jooheon z klasy 3B.
-*twoje imię* z klasy 3A. Chyba powinnam już iść do klasy, zaraz będzie dzwonek...
-Ja też już pójdę- uśmiechnął się i ruszył w tą samą stronę, co ty.
-Nie musisz mnie odprowadzać...
-Ale ja cię nie odprowadzam- zaśmiał się. - Ja tylko idę do swojej klasy.
-Chyba wychodzi na to, że mamy razem biologię.
-Mhm- mruknął i otworzył przed tobą drzwi.- Usiądziemy razem?
***
Dzień minął ci bardzo szybko, bo spędziłaś go z Jooheon'em. Poznałaś go trochę lepiej i stwierdziłaś, że nie jest aż taki zły, na jakiego się wydaje przez kolor jego włosów. Zachowywał się jak twój młodszy braciszek, którego nie widziałaś już rok.
Właśnie! Miał dzisiaj urodziny. Musisz iść po jakieś kwiatki i złożyć mu życzenia. Pomyślisz o tym później.
Byliście już po lekcjach, więc skierowaliście się w kierunku głównej bramy.
-Odprowadzić cię?- Zapytał Jooheon z lekkim uśmiechem.
-Nie, dzięki, poradzę sobie. Muszę jeszcze wejść gdzieś po drodze.
-To w takim razie do jutra!- Pomachał i poszedł w przeciwną stronę.
Włożyłaś słuchawki w uszy i udałaś się do kwiaciarni, gdzie kupiłaś bukiet fioletowo-zielonych różyczek i odwiedziłaś swojego malutkiego braciszka.
-Hej, jak się masz? Dawno się nie widzieliśmy. Przepraszam, że nie przychodziłam, ale miałam dużo ważnych rzeczy na głowie, jak pewnie sam widziałeś. Przeniosłam się do nowej szkoły, staram się być normalna. Jesteś ze mnie dumny, prawda? Wszystkiego najlepszego, mały- głos ci się załamał. Łzy zaczęły spływać po twoich policzkach, kiedy kładłaś kwiaty na zimnym granicie.
- Prawie o tobie zapomniałam. Przepraszam, przepraszam, przepraszam...- objęłaś kolana rękami i zaczęłaś szlochać, bujając się w przód i w tył, by się uspokoić. Jednak nic nie pomagało. Zdawało ci się nawet, że czułaś na sobie czyjś wzrok.
Podniosłaś głowę, chcąc popatrzeć na szare, pochmurne niebo, które tak dobrze oddawało twój nastrój.
Jednak nie zobaczyłaś nic więcej, oprócz platynowej czupryny i dwóch ciemnych, zimnych oczu, patrzących prosto na ciebie.
CZYTASZ
Please Don't Die.
FanfictionJeszcze trzy lata temu twoje życie było całkiem normalne... Jednak po tamtej nocy już nic nigdy nie będzie takie samo.
