Rozdział 7

420 44 12
                                        

Chciałabym ten rozdział zadedykować mojej kochanej SaranghaeParkJimin , która ma dzisiaj urodzinki. Wszystkiego najlepszego!

Dziękuję również za 1k wyświetleń. Nie wiecie nawet, ile to dla mnie znaczy. Miłego czytania! ❤

***

NAMJOON

Biedna dziewczyna... Była tutaj dopiero od dwóch tygodni, a już zyskała tytuł największego dziwaka w całej szkole. A teraz jeszcze ta afera... To było nieludzkie. Co by się z nią stało, gdybym nie przyszedł w porę? Nie chciałem nawet o tym myśleć.

Byłem już w połowie drogi do domu, kiedy zadzwonił telefon.

-Halo? Hyung?

-Yugyeom? O co chodzi?

-Zapomniałeś? Jesteśmy w klubie. Wszyscy już tu są! Przyjeżdżaj, bo przegapisz całą imprezę!

-Przepraszam, tyle się działo... Będę za pół godziny!

-Pospiesz się!- Krzyknął w tle Jackson.

Rozłączyłem się i zacząłem biec. Ostatnio zacząłem trenować, więc nie powinienem się zbytnio zmęczyć...

10 minut później

TO NIE BYŁ DOBRY POMYSŁ. JUŻ NIGDY WIĘCEJ NIE POBIEGNĘ NIGDZIE Z WŁASNEJ WOLI. NIGDY. WIĘCEJ.

Upadłem w progu moich drzwi, zdyszany. Na szczęście rodziców jeszcze nie było. Heh, ciekawe co by sobie pomyśleli.

Doczołgałem się do szafy i wyciągnąłem pierwszą lepszą czarną koszulkę i spodnie. Nie brałem prysznica, bo kto miałby na to czas. Przecież nikt nie poczuje, prawda?

Zawiązałem buty i założyłem swoją ulubioną skórzaną kurtkę. Udałem się z powrotem do pokoju w poszukiwaniu słuchawek, ale po jakichś pięciu minutach przypomniało mi się, że zepsułem je jakiś tydzień temu.

Oj Namjoon, ty głuptasie.

Szybko wyszedłem z mieszkania i złapałem taksówkę. Teraz pozostało tylko czekać.

***

-Gdzie on jest? Już dawno minęło pół godziny...- powiedział Jin.- Ile można się szykować?

-Oj uwierz mi, długo- odpowiedział mu Jackson, posyłając znaczące spojrzenie BamBamowi.

-Co? Jestem trochę nie w temacie- zaśmiał się cudzoziemiec, odklejając się na chwilę od swojej nowej "dziewczyny". Jak on znajduje je tak szybko? Przecież jeszcze wczoraj był z inną...

-Nic -westchnął blondyn. - O, zobaczcie, kto raczył się w końcu pojawić!

- Tęskniliście?- Zapytałem, wchodząc do środka.

-Nie. A teraz chodźmy do środka!- Pogonił nas JB.

Nasza paczka składała się z czternastu osób: mnie, Jacksona, J-Hope'a, JB, Juniora, Sugi, Jina, BamBama, V, Marka, Yugyeoma, Youngjae'a, Jimina i Jungkooka, któremu mama nie pozwalała jeszcze chodzić do klubów. Reszta naszych rodziców miała to gdzieś- albo pracowali, albo byli zajęci czymś innym. Dobrze dla nas.

Co piątek spotykaliśmy się w takim gronie. Zazwyczaj chodziliśmy na różne imprezy- tak było najłatwiej.

Wiem co myślicie. Czternastu facetów i ani jednej dziewczyny? Ale nie, nie jesteśmy gejami.

Please Don't Die.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz