NAMJOON
-Czego chcesz?! Nie chcę cię tutaj! Aż tak bardzo chcesz zobaczyć moje cierpienie?!- Wykrzyczała w moją twarz z płaczem. Wyglądała okropnie. Czy ci ludzie nie mogą bardziej o siebie dbać? Żałosne.
-Nie schlebiaj sobie za bardzo. Po prostu przechodziłem obok i wpadłem zobaczyć, kto robi taki hałas.
Popatrzyła się na mnie, nie wiedząc co powiedzieć. Miała oczy wielkie jak pięciozłotówki i szeroko otwarte usta. Spuściła głowę.
Heh, kocham wprawiać ludzi w zakłopotanie.
-Jak możesz... Nie rozumiem...- Zaczęła szeptem, który z każdym słowem przybierał na sile. - Czy ty sobie ze mnie żartujesz?! O co ci chodzi człowieku?! Jesteś chory!
-Nie porównuj mnie z wami. Sama dobrze wiesz, że jestem lepszy od ciebie i każdego innego z tego godnego pożałowania miasta. A co do chorego? Może. Kto wie. Z takimi jak ja nigdy nie wiadomo- uśmiechnąłem się i odszedłem.
Jak miło znów być na wolności.
***
JACKSON
-Pośpiesz się, bo za chwilę się spóźnimy!
-Poczekaj, wezmę tylko swoją kurtkę!- Odpowiedziałem Yugiemu. Szliśmy akurat na spotkanie z Namjoonem, który podobno wpadł na jakiś genialny pomysł, a że Yugi jest moim sąsiadem, to wpadł trochę wcześniej. Niestety trochę za długo zajęło nam rozgrywanie ostatniej rundy naszej ulubionej gry na PS'ie, więc teraz mieliśmy dosłownie 5 minut na dotarcie do miejsca oddalonego o 2 kilometry stąd.
No cóż, przynajmniej będę miał z głowy dzisiejsze ćwiczenia.
-Dalej no!
-Już, zamykam drzwi!- Krzyknąłem, nerwowo próbując ucelować małym kawałkiem metalu w dziurkę. Czemu drzwi nie mogą być zamykane na głos, machnięcie ręką albo inną czaderską rzecz? Wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze. Kto wie, czy nie zapanowałby wtedy nawet pokój na świecie.
-JACKSON!
-Już!- Zbiegliśmy po schodach, o mało się nie zabijając. Ruszyliśmy od razu w stronę metra, czyli w ustalone wcześniej miejsce. Parę razy wpadłem na jakichś ludzi, ale nie miałem czasu na przeprosiny. Namjoon powiedział nam bardzo wyraźnie: żadnych spóźnień.
Nie wiem co się z nim ostatnio stało. Nigdy taki nie był. Odkąd wrócił ze szpitala, zachowywał się jakoś dziwnie. I po co mieliśmy przyjść do takiego miejsca? Nic nie rozumiałem, ale się nie odzywałem. Możliwe, że to tylko moja wyobraźnia.
Dotarliśmy tam dosłownie w ostatniej chwili. Zobaczyliśmy plecy BamBam'a znikające w przejściu i poszliśmy za nim. Na szczęście Namjoon nic nie zauważył.
-Ok, widzę, że wszyscy już jesteśmy. Pewnie myślicie dlaczego was tu ściągnąłem. Chyba każdy z was chce zarobić, prawda? Każdy z was ma swój unikalny talent, taki jak taniec czy rap. Myślę, że uda nam się je wykorzystać- powiedział z dość podejrzanym uśmiechem. - Chodźcie za mną!
-Co o tym myślisz?- Zapytał mnie JB.
-Sam nie wiem. A co z osobami, które nie potrafią ani jednej z tych rzeczy? Niektórzy przecież umieją świetnie śpiewać, ale nie potrafią nic innego.
-No, ale rzeczywiście przydałoby mi się trochę pieniędzy. Eh, zobaczymy- rzuciliśmy sobie jeszcze przelotne spojrzenie i ruszyliśmy dalej.
-Jesteśmy! Witajcie w podziemiach!- Rozłożył ręce i zszedł nam z drogi tak, byśmy wszystko zobaczyli.
Pomieszczenie było wypełnione ludźmi i głośną muzyką. Co kilkaset metrów stały areny, na których najwyraźniej odbywały się walki, o których mówił nam Namjoon. Całość sprawiała niezbyt dobre wrażenie. Wszyscy tutaj byli cali w tatuażach i kolczykach.
Chyba średnio pasowałem tam w mojej różowej bluzie i portfelu z kumamonem.
-Rozejrzyjcie się chwilę, ja pójdę nas zarejestrować. Tylko się nie zgubcie- powiedział, znikając w tłumie.
Nie miałem pojęcia, co miałem ze sobą zrobić. Na szczęście byliśmy większą grupą, więc mogliśmy wyglądać niezręcznie razem.
Podeszliśmy do pierwszej lepszej areny i zobaczyliśmy co tam się działo.
-Walkę wygrywa... Bang Yongguk! Możecie zejść ze sceny... A następna bitwa na rap odbędzie się między Jooheon'em a... co? Czy ktoś tu sobie żartuje? Rap Monster?- Na sali rozległy się śmiechy. Nie dziwię się. Kto mógłby być tak arogancki, żeby...
-Namjoon?!- Zawołał Jin.
Świetnie.
Zapomnijcie o tym.
-Dajcie mi bit! I... Jooheon, zaczynaj!
Wow.
Po prostu wow.
Tylko te słowa mogły wyjść z moich ust po jego występie. To, że jest świetny, byłoby o wiele za mało powiedziane.
Słowa wypływały z jego ust tak szybko i płynnie, że czasami mój mózg nie nadążał przetworzyć tych wszystkich informacji.
No, Namjoon...
REST IN PIECES.
-Rap Monster, twoja kolej!
Chwila, czy to nawet możliwe?
Czy można być nawet jeszcze lepszym od niego?
Jeszcze nigdy nie słyszałem jego rapu i muszę powiedzieć, że bardzo żałuję.
Ale proszę, nie mówcie mu tego.
-Walkę wygrywa Rap Monster! Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. No cóż, powodzenia. Następni!
-Wow- powiedział Youngjae.
-Jeśli wszyscy tutaj tacy są, to jesteśmy w dupie- dodał Jimin.
Wszyscy pokiwali głowami w zgodzie. Z każdą chwilą nasza pewność siebie znikała coraz bardziej. W porównaniu do tych napakowanych, całych w skórze facetów...
Wyglądaliśmy jak małe, dziesięcioletnie dziewczynki.
-J-Hope, wchodzisz!- Zawołał z daleka Namjoon.
-Co? Czemu ja?- Zapytał zdziwiony J-Hope.
-Bo ty masz tu największe szanse. Niektórzy, tacy jak Jin, na pewno tu nie wygrają.
-To nie było zbyt fajne, Namjoon...- zganił go JB.
-Nie obchodzi mnie to... Jeśli chcecie, możecie wyjść razem z nim. Wasz wybór.
Nie podobało mi się to. Co mu odwaliło? Jeszcze nigdy taki nie był. To było straszne.
Wyszedłem stamtąd z większością osób. Zostali się tam tylko ci, którzy byli naprawdę zdesperowani, by zdobyć pieniądze. Rozumiałem ich. Kiedyś sam byłem w takiej sytuacji i chwytałem się dosłownie wszystkiego, każdej, nawet najbardziej upokarzającej pracy.
Na prawdę, rozumiałem wszystko. Ale Namjoon? Z kochającego, troszczącego chłopaka stał się zimnym sukinsynem.
Może w końcu nie był tym, za kogo go uważałem.
CZYTASZ
Please Don't Die.
FanfictionJeszcze trzy lata temu twoje życie było całkiem normalne... Jednak po tamtej nocy już nic nigdy nie będzie takie samo.
