Rozdział 10

374 36 14
                                        

NAMJOON

-Czego chcesz?! Nie chcę cię tutaj! Aż tak bardzo chcesz zobaczyć moje cierpienie?!- Wykrzyczała w moją twarz z płaczem. Wyglądała okropnie. Czy ci ludzie nie mogą bardziej o siebie dbać? Żałosne.

-Nie schlebiaj sobie za bardzo. Po prostu przechodziłem obok i wpadłem zobaczyć, kto robi taki hałas.

Popatrzyła się na mnie, nie wiedząc co powiedzieć. Miała oczy wielkie jak pięciozłotówki i szeroko otwarte usta. Spuściła głowę.

Heh, kocham wprawiać ludzi w zakłopotanie.

-Jak możesz... Nie rozumiem...- Zaczęła szeptem, który z każdym słowem przybierał na sile. - Czy ty sobie ze mnie żartujesz?! O co ci chodzi człowieku?! Jesteś chory!

-Nie porównuj mnie z wami. Sama dobrze wiesz, że jestem lepszy od ciebie i każdego innego z tego godnego pożałowania miasta. A co do chorego? Może. Kto wie. Z takimi jak ja nigdy nie wiadomo- uśmiechnąłem się i odszedłem.

Jak miło znów być na wolności.

***
JACKSON

-Pośpiesz się, bo za chwilę się spóźnimy!

-Poczekaj, wezmę tylko swoją kurtkę!- Odpowiedziałem Yugiemu. Szliśmy akurat na spotkanie z Namjoonem, który podobno wpadł na jakiś genialny pomysł, a że Yugi jest moim sąsiadem, to wpadł trochę wcześniej. Niestety trochę za długo zajęło nam rozgrywanie ostatniej rundy naszej ulubionej gry na PS'ie, więc teraz mieliśmy dosłownie 5 minut na dotarcie do miejsca oddalonego o 2 kilometry stąd.

No cóż, przynajmniej będę miał z głowy dzisiejsze ćwiczenia.

-Dalej no!

-Już, zamykam drzwi!- Krzyknąłem, nerwowo próbując ucelować małym kawałkiem metalu w dziurkę. Czemu drzwi nie mogą być zamykane na głos, machnięcie ręką albo inną czaderską rzecz? Wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze. Kto wie, czy nie zapanowałby wtedy nawet pokój na świecie.

-JACKSON!

-Już!- Zbiegliśmy po schodach, o mało się nie zabijając. Ruszyliśmy od razu w stronę metra, czyli w ustalone wcześniej miejsce. Parę razy wpadłem na jakichś ludzi, ale nie miałem czasu na przeprosiny. Namjoon powiedział nam bardzo wyraźnie: żadnych spóźnień.

Nie wiem co się z nim ostatnio stało. Nigdy taki nie był. Odkąd wrócił ze szpitala, zachowywał się jakoś dziwnie. I po co mieliśmy przyjść do takiego miejsca? Nic nie rozumiałem, ale się nie odzywałem. Możliwe, że to tylko moja wyobraźnia.

Dotarliśmy tam dosłownie w ostatniej chwili. Zobaczyliśmy plecy BamBam'a znikające w przejściu i poszliśmy za nim. Na szczęście Namjoon nic nie zauważył.

-Ok, widzę, że wszyscy już jesteśmy. Pewnie myślicie dlaczego was tu ściągnąłem. Chyba każdy z was chce zarobić, prawda? Każdy z was ma swój unikalny talent, taki jak taniec czy rap. Myślę, że uda nam się je wykorzystać- powiedział z dość podejrzanym uśmiechem. - Chodźcie za mną!

-Co o tym myślisz?- Zapytał mnie JB.

-Sam nie wiem. A co z osobami, które nie potrafią ani jednej z tych rzeczy? Niektórzy przecież umieją świetnie śpiewać, ale nie potrafią nic innego.

-No, ale rzeczywiście przydałoby mi się trochę pieniędzy. Eh, zobaczymy- rzuciliśmy sobie jeszcze przelotne spojrzenie i ruszyliśmy dalej.

-Jesteśmy! Witajcie w podziemiach!- Rozłożył ręce i zszedł nam z drogi tak, byśmy wszystko zobaczyli.

Pomieszczenie było wypełnione ludźmi i głośną muzyką. Co kilkaset metrów stały areny, na których najwyraźniej odbywały się walki, o których mówił nam Namjoon. Całość sprawiała niezbyt dobre wrażenie. Wszyscy tutaj byli cali w tatuażach i kolczykach.

Chyba średnio pasowałem tam w mojej różowej bluzie i portfelu z kumamonem. 

-Rozejrzyjcie się chwilę, ja pójdę nas zarejestrować. Tylko się nie zgubcie- powiedział, znikając w tłumie.

Nie miałem pojęcia, co miałem ze sobą zrobić. Na szczęście byliśmy większą grupą, więc mogliśmy wyglądać niezręcznie razem.

Podeszliśmy do pierwszej lepszej areny i zobaczyliśmy co tam się działo.

-Walkę wygrywa... Bang Yongguk! Możecie zejść ze sceny... A następna bitwa na rap odbędzie się między Jooheon'em a... co? Czy ktoś tu sobie żartuje? Rap Monster?- Na sali rozległy się śmiechy. Nie dziwię się. Kto mógłby być tak arogancki, żeby...

-Namjoon?!- Zawołał Jin.

Świetnie.

Zapomnijcie o tym.

-Dajcie mi bit! I... Jooheon, zaczynaj!

Wow.

Po prostu wow.

Tylko te słowa mogły wyjść z moich ust po jego występie. To, że jest świetny, byłoby o wiele za mało powiedziane.

Słowa wypływały z jego ust tak szybko i płynnie, że czasami mój mózg nie nadążał przetworzyć tych wszystkich informacji.

No, Namjoon...

REST IN PIECES.

-Rap Monster, twoja kolej!

Chwila, czy to nawet możliwe?

Czy można być nawet jeszcze lepszym od niego?

Jeszcze nigdy nie słyszałem jego rapu i muszę powiedzieć, że bardzo żałuję.

Ale proszę, nie mówcie mu tego.

-Walkę wygrywa Rap Monster! Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. No cóż, powodzenia. Następni!

-Wow- powiedział Youngjae.

-Jeśli wszyscy tutaj tacy są, to jesteśmy w dupie- dodał Jimin.

Wszyscy pokiwali głowami w zgodzie. Z każdą chwilą nasza pewność siebie znikała coraz bardziej. W porównaniu do tych napakowanych, całych w skórze facetów...

Wyglądaliśmy jak małe, dziesięcioletnie dziewczynki.

-J-Hope, wchodzisz!- Zawołał z daleka Namjoon.

-Co? Czemu ja?- Zapytał zdziwiony J-Hope.

-Bo ty masz tu największe szanse. Niektórzy, tacy jak Jin, na pewno tu nie wygrają.

-To nie było zbyt fajne, Namjoon...- zganił go JB.

-Nie obchodzi mnie to... Jeśli chcecie, możecie wyjść razem z nim. Wasz wybór.

Nie podobało mi się to. Co mu odwaliło? Jeszcze nigdy taki nie był. To było straszne.

Wyszedłem stamtąd z większością osób. Zostali się tam tylko ci, którzy byli naprawdę zdesperowani, by zdobyć pieniądze. Rozumiałem ich. Kiedyś sam byłem w takiej sytuacji i chwytałem się dosłownie wszystkiego, każdej, nawet najbardziej upokarzającej pracy.

Na prawdę, rozumiałem wszystko. Ale Namjoon? Z kochającego, troszczącego chłopaka stał się zimnym sukinsynem.

Może w końcu nie był tym, za kogo go uważałem.

Please Don't Die.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz