Rozdział 8

42 7 3
                                    

Gwałtownie oderwałam się od Ericka. Do diabła, przyłapali nas na podsłuchiwaniu. Bez zastanowienia potarłam skórę pod oczami, chcąc zetrzeć łzy, których nie było. Jednak ten ruch mógł coś uświadomić chłopakom - mój stan psychiczny i emocjonalny.

- To chyba jednak nie jest wasza sprawa, z kim się umawiam. – warknęłam gniewnie i pociągnęłam za rękę Ericka, chcąc odejść jak najdalej się dało. Nawet mi na to pozwolił i powłóczył nogami za mną, jakby z ociąganiem i nieprzytomnością.

- Nie tak prędko.

Ale tamci dwaj już na to nie pozwolili. Nie miałam pojęcia, jak nagle zagrodzili nam drogę z obu stron, dobrze nas blokując. Z tyłu i z przodu. Czułam, że nie dadzą nam odejść tak po prostu.

Obrzuciłam Logana gniewnym spojrzeniem.

- To może olśnisz mnie, co chciałbyś od nas, przyjacielu? – powiedziałam jadowitym głosem.

Logan skrzywił się i zobaczyłam ból w jego oczach, połączony z ich błagalnym wyrazem. Powinien wiedzieć, jak małe było jego cierpienie w porównaniu z moim. I to, że te oczy, które kiedyś sprawiały, że robiłam wszystko, co zechciał, już nie miały takiej mocy. A przynajmniej umiałam się im już oprzeć.

- Wiesz, że nie możesz wiecznie uciekać przez rozmową? – spytał z zaciśniętą szczęką.

- Wiem. Co nie zmienia, że odwlekę ją najbardziej jak mogę. – przyznałam. Logan był upartym osłem. W końcu nie uda mi się uciec albo jakoś mnie przekona, a ja odpuszczę, tylko po to, by więcej mnie nie napastował. Ale do tej pory zamierzałam być identycznym osiołkiem.

- Czy mógłbyś ją zostawić w spokoju? – Erick powiedział pozornie cichym i spokojnym głosem.

- Bracie, nie wtrącaj się. – powiedział Logan protekcjonalnym tonem. - Nie chcę cię krzywdzić, ale...

Zamurowało mnie. On nie mógł... on nie mógł skrzywdzić Ericka, prawda? Przecież byli rodziną... ale z własnego doświadczenia wiedziałam, że rodziny nie zawsze były normalne i przyjemne. Tylko czemu tak bardzo chciał tej rozmowy, by być gotowym się bić?

- Nie wyjeżdżaj mi tu z bratem. Nie jesteś godny tego określenia. – odparł równie protekcjonalnie.

- Jestem twoją rodziną, do cholery!

- Nie. Teraz masz innego brata. Lepszy model? – wymownie rzucił spojrzenie do tyłu na Victora.

- Erick....

- Cóż, moją jedyną rodziną w tym pomieszczeniu jest Aiden. I będę jej bronił do kresu moich sił. – czemu to nie brzmiało jak zwykła kłótnia, a początek walki rodem ze średniowiecza?

Wyszukałam dłonią dłoń Ericka i spletliśmy palce. Ścisnęłam go lekko na znak wdzięczności i braterstwa.

- Przed czym ty chcesz ją bronić? Przed rozmową? – Logan prychnął pogardliwie.

- Nie udawaj głupiego. Oboje wiemy, że to nie będzie tylko zwykła, niezobowiązująca rozmowa o pogodzie. – miałam wrażenie, że Erick wręcz warczał.

No dobra. Wszystko fajnie, ale miałam dość mówienia o mnie, jakby mnie tu nie było. I jakbym nie umiała się sama się obronić i poradzić sobie. No, w niektórych sytuacjach. Ale rozmowa z idiotą nie powinna być jedną z nich.

Porzuciłam pomysł odwlekania rozmowy. To będzie jak z plastrem. Wolałam zrobić to szybko i poczuć raz ból, niż robić to powoli, przeciągać. Raz, a dobrze.

- Bardzo ci dziękuję, mój rycerzu na białym koniu, ale też mam tu coś do powiedzenia. – zwróciłam się do Ericka, po czym spojrzałam na Logana i wskazałam go palcem. – Ty, idziesz ze mną. – odwróciłam się do Victora. – Ty też. A ty, Erick, jeśli masz ochotę, to dołącz do nas. – i tak by podsłuchał albo wyciągnął ze mnie prawdę, prędzej niż później. Już usłyszał wystarczająco. Kolejny uparciuch w rodzince.

Zagubiona W CzasieOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz