Mozolnie otworzyłam zaspane i zmęczone oczy, powoli uzmysławiając sobie, gdzie jestem i co się dzieje. To nie była jedna z przyjemniejszych nocy. Cały czas dręczyły mnie koszmary i kilka razy budziłam się z przerażeniem, jednak za każdym razem chłopak starał się mnie uspokoić, ciągle powtarzając, że nic mi nie grozi.
- W końcu wstałaś słońce. Jak się czujesz? - na jego głos wzdrygnęłam się lekko i nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, byłam zmuszona popędzić do łazienki. Gdy tylko do niej wbiegłam, pochyliłam się nad muszlą klozetową i zaczęłam wymiotować. To pewnie wina alkoholu, mimo że wcale nie wypiłam tak dużo, to nie byłam przyzwyczajona do spożywania niczego, co miało w sobie krztę alkoholu. Raz na jakiś czas zdarzyło mi się wypić lampkę wina z Alvaro podczas kolacji, to wszystko, więc nie powinnam być zaskoczona tym, co się stało. Co mnie wczoraj napadło? Nigdy więcej... Zaraz za mną do łazienki wpadł Neymar i odgarnął moje włosy, przytrzymując je delikatnie. Gdy było już po wszystkim wstałam powoli i wytarłam usta wierzchem dłoni.
- Przepraszam - spuściłam głowę i podeszłam do umywalki by wypłukać usta.
- Nie masz za co przepraszać - stanął tuż za mną i pogładził moje przedramię. - Wszystko w porządku? - zerkał na moje przygnębione odbicie w lustrze, na co jedynie pokręciłam przecząco głową, nawet nie siląc się na udawanie czegokolwiek. - Przebierz się, musimy się zbierać - powiedział nagle beznamiętnie i wyszedł. Zrobiłam coś nie tak? Czego się spodziewał, że odpowiem z wielkim uśmiechem na ustach, że jest cudownie? Posłusznie wykonałam polecenie i nałożyłam na siebie "swoje" ubrania. Gotowa wyszłam i po około dziesięciu minutach znów byliśmy w samochodzie. Jechaliśmy w ciszy, żadne z nas nie wypowiedziało ani jednego słowa. On wydawał się być skupiony na drodze, mnie natomiast męczyły wspomnienia z zeszłej nocy. Nie mogłam tego pojąć, zrozumieć. Czułam się jakbym zostałam pozbawiona godności, jakby jakaś część mnie została skradziona. Nie czułam się sobą. Z jednej strony był wielki ból, który przeszywał mnie na wskroś, z drugiej jednak ogromna pustka zupełnie jakby moja dusza została uśpiona, wręcz czułam się jej pozbawiona. W końcu zatrzymaliśmy się i wysiedliśmy z auta. Weszliśmy bez słowa do niewielkiej restauracji i zajęliśmy miejsca przy drewnianym stole w samym rogu pomieszczenia, siadając naprzeciwko siebie. Po chwili podeszła do nas młodziutka kelnerka, a chłopak poprosił o dwa specjały i coś do picia.
- Jeśli to nie poprawi ci humoru, to nie wiem co - powiedział, kiedy tylko dziewczyna odeszła od naszego stolika. Popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem, a on próbował się uśmiechnąć by dodać mi otuchy. Nie byłam pewna, czy dobrym pomysłem było jedzenie czegokolwiek po porannej historii. Po jakimś czasie kelnerka wróciła z dwoma wielkimi talerzami, na których leżały równie wielkie stosiki naleśników z truskawkami, bananami, nutellą i lodami, a to wszystko przykryte ogromną ilością bitej śmietany. Było tam dosłownie wszystko, czego dusza zapragnie. Dlaczego więc nie mogłam nawet na to patrzeć?
- Smacznego! - kelnerka uśmiechnęła się przyjaźnie i podeszła do innego stolika.
- I co powiesz? - czekał na moją reakcję, uśmiechając się na widok jedzenia.
- Mam to wszystko zjeść? - patrzyłam na wypełniony po brzegi talerz z niedowierzaniem.
- Nie chce widzieć nawet okruszka. Smacznego! - sięgnął po nóż i widelec i zaczął jeść. Po chwili zrobiłam to samo, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Walczyłam z górą jedzenia, wpychając w siebie kawałek po kawałku. - Zawsze tu zajeżdżam, kiedy mam okazję. Mają tu najlepsze śniadania na świecie. Nigdzie nie zjesz lepszych naleśników. Następnym razem musisz spróbować... - nagle przerwał swój monolog, widząc że go nie słucham i grzebię widelcem w talerzu. - Możesz przestać i zachowywać się normalnie? - zapytał z wyrzutem.
CZYTASZ
Mine II Neymar Jr. II
FanfictionSpotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie - Carl Gustav Jung
