Dieciséis

461 23 3
                                        

Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, które lekko zaskrzypiały. Otworzyłam zmęczone oczy i spojrzałam w ich stronę. 

- Hej - zza drewnianej tafli wyłonił się Neymar, witając mnie lekko ściszonym głosem, widząc, że dopiero wstałam. 

- Hej... - odpowiedziałam lekko zdziwiona tym powitaniem i przetarłam oczy. Czułam, że są lekko podpuchnięte i pewnie zaczerwienione od wczorajszych szlochów. 

- Jak się czujesz? - chłopak usiadł na brzegu łóżka i odgarnął włosy z mojego czoła, patrząc na mnie z taką czułością, jakby naprawdę się martwił, ale to raczej nie było możliwe. 

- Jest w porządku - lekko się spięłam speszona jego dotykiem i podniosłam się do pozycji siedzącej. 

- Wpadliśmy z Rafem na pomysł - uśmiechnął się.

- Chyba powinnam zacząć się martwić - spojrzeliśmy na siebie i lekko zaśmialiśmy. 

- Nie martw się, nie będę ci już kazał robić żadnych niebezpiecznych i nielegalnych rzeczy. Zdałaś egzamin. Teraz czas na tę miłą część, na nagrodę - powiedział zadowolony.

- Zabierzesz mnie do domu? - spytałam podekscytowana i pełna nadziei. 

- Nieee... - przeciągnął, jak najdłużej się dało. - Lepiej - co mogło być lepszego od powrotu do domu? - Zabierzemy cię na zakupy - wyszczerzył się do mnie i cała moja nadzieja prysła jak bańka mydlana - A wieczorem pójdziemy się zabawić. Musisz zapomnieć o tym śmieciu - ostatnie słowo wypowiedział z nienawiścią i obrzydzeniem. 

- Proszę, nie nazywaj go tak - przerwałam mu. 

- Ale taka jest prawda - widziałam, jak wszystkie jego mięśnie się spięły. 

- Proszę, to mój narzeczony... - popatrzyłam łagodnie w jego wzburzone oczy, ale on jedynie prychnął i gwałtownie wstał z łóżka. 

- Widzę, że nic do ciebie nie dotarło - zatrzymał się pod drzwiami. - Za chwilę będzie śniadanie - odwrócił głowę w moją stronę, nacisnął klamkę i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Momentalnie zeszło ze mnie powietrze, głośno westchnęłam i opadłam na poduszki. Uniosłam do góry swoją dłoń i spojrzałam na pierścionek z niewielkim, błyszczącym kamieniem. 

- Alvaro... - wypowiedziałam półszeptem i bezradnie zakryłam twarz dłońmi. Po chwili wstałam i skierowałam się prosto do łazienki. Wczoraj od razu położyłam się spać, a moje ciało domagało się prysznica. Wzięłam orzeźwiającą kąpiel i nałożyłam mój standardowy zestaw składający się z koszulki i jeansowych szortów. Niepewnym krokiem wyszłam ze swojego pokoju i zaczęłam rozglądać się za chłopakami. Po chwili błądzenia po apartamencie w końcu znalazłam ich na tarasie, gdzie siedzieli przy stole, jedząc i rozmawiając. 

- Dzień dobry! - przywitał mnie szerokim uśmiechem Rafael, co spowodowało, że kąciki moich ust lekko się uniosły. - I oto cała rodzinka w komplecie - dodał po chwili, widocznie zadowolony z tego, co powiedział. - Nie stój tak tylko siadaj, patrz jakie tu mamy pyszności - to prawda, na stole leżało wszystko, czego dusza mogła zapragnąć od jajek z bekonem po chrupiące, słodkie rogaliki. Usiadłam na wolnym krześle naprzeciwko Neymara. Spojrzałam na niego kątem oka, ale odkąd przekroczyłam próg tarasu, on siedział ze wzrokiem wlepionym w telefon z wyraźnie niezadowoloną miną. - Lepiej na niego uważaj, od samego rana jest jakiś nie w sosie. Soku? - widocznie Raf zauważył, że przez chwilę zawiesiłam wzrok na jego przyjacielu.

- Poproszę - skinęłam delikatnie głową i gdy szklanka była już pełna, wzięłam spory łyk pomarańczowej cieczy. Ani ja ani Ney nie wypowiedzieliśmy ani jednego słowa podczas śniadania, za to Rafinha za nas wszystko nadrabiał i gadał jak najęty. 

Mine II Neymar Jr. IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz