Jechaliśmy bez przerwy od dobrych kilku godzin. Słońce paliło niemiłosiernie i tylko dzięki otwartemu oknu i świeżemu powietrzu, które dostawało się przez nie do środka, możliwe było normalne funkcjonowanie. Oparłam zmęczoną głowę o zagłówek i wystawiłam rękę przez szybę, czując przyjemny chłód. Nagle Neymar gwałtownie zjechał na pobocze i wyłączył silnik. Opadł na fotel i przetarł oczy, krzywiąc się przy tym.
- Teraz ty prowadzisz - powiedział, patrząc pusto przez siebie.
- Nie mogę - poprawiłam się lekko, kręcąc głową. Gdy tylko to usłyszał, gwałtownie wyszedł z auta i trzasnął drzwiami, aż podskoczyłam w miejscu. Zaczął nerwowo krążyć, kopiąc w ziemię i robiąc przy tym dużo kurzu. W końcu otworzył drzwi z mojej strony.
- Wysiadaj! - warknął i posłusznie wysiadłam z samochodu.
- Przepraszam... - spuściłam głowę. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak bardzo wkurzyło go to, co powiedziałam.
- Zawsze musisz być na nie?! - podniósł głos.
- Przeprosiłam... - zaczęłam trząść się ze strachu.
- Boisz się? - zapytał jakby zaskoczony, na co przytaknęłam głową. "Tylko się nie rozpłacz" powtarzałam w myślach.
- Nie lubisz, kiedy ktoś ci się sprzeciwia, prawda? - zapytałam, nie mając odwagi na niego spojrzeć.
- Nikt tego nie lubi - odburknął i oparł się o samochód.
- Mogę ci pomóc... to znaczy spróbować... studiuję psychologię - wymamrotałam i spojrzałam na niego kącikiem oka.
- W czym chcesz mi pomóc? - zapytał z kpiną w głosie.
- Masz problem z wahaniem nastroju, szybko się denerwujesz i tracisz kontrolę. Moglibyśmy coś na to zaradzić skoro i tak tu jestem - jako odpowiedź usłyszałam jego głośny śmiech, szyderczy śmiech.
- Skarbie ja nie potrzebuję żadnej pomocy - podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona, patrząc prosto w oczy, jakby bardzo chciał by to do mnie dotarło.
- Każdy z nas jej potrzebuję - wymruczałam.
- Jeśli ktoś tu ma komuś pomóc to ja tobie. Chodź - zaczął oddalać się od samochodu. Po chwili do niego dołączyłam. W końcu zatrzymał się i wyjął broń. - Wiesz co to jest? - spojrzał na mnie.
- Tak - odpowiedziałam zaskoczona tym pytaniem.
- To już połowa sukcesu - uśmiechnął się sarkastycznie.
- Chcesz mnie zabić? - zapytałam wystraszona, nadal się trzęsąc. Czyli to już koniec?
- Nie, już ci mówiłem, że tego nie zrobię. Ile razy mam ci to jeszcze powtórzyć? - wyraźnie się podirytował. - Nauczę cię strzelać - puścił mi oczko.
- Żebym ja mogła zabić ciebie? - szybciej powiedziałam niż pomyślałam.
- Uwierz mi, nie byłabyś w stanie - zaśmiał się pod nosem, jak z niewinnego dziecka, które powiedziało jakąś głupotkę.
- W takim razie po co? - zerknęłam na niego.
- Zadajesz za dużo pytań słońce. Trzymaj - podał mi broń, a ja wzięłam ją bez słowa. Nie chciałam go znów denerwować, po ostatnim wybuchu. - Widzisz to drzewo? - wskazał znajdujące się kilkanaście metrów od nas drzewo. - To będzie nasz cel. Postawa - ustawił mnie naprzeciwko mojego "celu". - Nogi szeroko, musisz stać stabilnie, wyprostuj się - rzucał w moją stronę kolejne polecenia, które starałam się wykonywać. Stanął za mną i złapał mnie za dłonie, przez co po moim ciele przeszedł dreszcz. - Coś nie tak? - zapytał. Musiał poczuć, jak się wzdrygnęłam.
CZYTASZ
Mine II Neymar Jr. II
FanfictionSpotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie - Carl Gustav Jung
