- Do jutra! - obróciłam się w stronę lady, za którą stała Isabella i posłałam jej lekki uśmiech, który odwzajemniła. Otworzyłam drzwi, uruchamiając tym samym przymocowany do nich dzwoneczek, który wydobył charakterystyczny dla siebie dźwięk. Od razu skierowałam się do kawiarni obok, gdzie zamówiłam kawę na wynos. Z niewielkim papierowym kubkiem w ręku udałam się prosto do parku. Mimo późnego popołudnia słońce nie dawało o sobie zapomnieć i nadal mocno ogrzewało swoimi promieniami. Usiadłam na jednej z ławeczek i nie bez powodu wybrałam właśnie tę. Wypatrzyłam ją sobie dawno temu i od tego czasu zawsze zmierzałam tylko w jej kierunku. Dziwne, że rzadko kiedy była przez kogoś zajęta. Czasem zastawałam na niej starszego mężczyznę czytającego gazetę, czy kobietę z dzieckiem. Zwykle jednak stała samotna, jakby czekała właśnie na mnie. Tak przynajmniej lubiłam to sobie tłumaczyć. Dlaczego tak ją lubiłam? Sama nie wiem. Nie różniła się niczym od innych ławek w tym parku - drewniana z metalowymi zręcznie wygiętymi nogami i podłokietnikami, pomalowana ciemnobrązową farbą, która odpryskiwała ze względu na jej wiek - mimo to była w pewien sposób wyjątkowa. Stała samotna, a obok niej rosło wielkie drzewo, które chroniło ją swoją rozpostartą i gęstą koroną liści, przez którą przedzierały się pojedyncze promienie słoneczne. Była "moja" i może właśnie dlatego tak ją lubiłam. Kiedy człowiek już się do czegoś przywiąże, to potem ciężko jest mu to zostawić, czy zmienić. Tak chyba było z tą ławką, związałam się z nią i nie widziałam innych poza nią. Uwielbiałam tu przychodzić. Był to trochę taki mój rytuał. Wychodziłam z pracy i kiedy tylko mogłam, szłam właśnie tutaj. Siadałam na "mojej" ławce i patrzyłam na ludzi, popijając kawę lub nie. To był czas tylko dla mnie, moja mała chwila dla siebie. Przyglądałam się ludziom przemierzającym wąskie ścieżki i próbowałam wejść do ich umysłów. Zastanawiałam się co myślą, jak się czują, czy są szczęśliwi. Pytałam siebie, co by było gdybym była osobą, na którą właśnie patrzę? Można powiedzieć, że wkradałam się w ich życie. Fascynowało mnie to, jak każdy z nas jest inny, a nasze życia różnią się tak bardzo, choć może na pierwszy rzut oka tego nie widać. W tym momencie, mimo, że była to chwila dla mnie zapominałam o sobie i skupiałam się na nich. Jedni gdzieś się spieszyli, inni w spokoju czytali gazety. Rodzice pilnowali swoich pociech, które beztrosko biegały po placu zabaw. To tym małych istotkom lubiłam przyglądać się chyba najbardziej. Tak beztroskie i nieświadome, tak w najczystszy sposób szczęśliwe. Gdzie podziewa się to szczęście, kiedy dorastamy, gdzie znika ta beztroska? Co się z nami dzieje? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się życiem jak małe dzieci? Za każdym razem próbowałam znaleźć odpowiedzi na te i podobne pytania. Często tak zatracałam się we własnych myślach, że traciłam poczucie czasu. Tak było także i tym razem. Po parku przechadzała się garstka ludzi, a słońce powoli szykowało się do snu. Wstałam z ławki i ruszyłam w kierunku swojego mieszkania. Znajdowało się ono kilka przecznic od parku, a droga do domu zajmowała mi jakieś 15-20 minut. Spokojnym krokiem przemierzałam ulice Barcelony, ciesząc się tym pięknym dniem. W końcu znalazłam się pod drzwiami kamienicy, w której mieszkałam. Budynek miał już swoje lata, ale to właśnie najbardziej mnie w nim oczarowało. Był tak klimatyczny, a wiek tylko dodawał mu uroku. Kiedy tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że to miejsce dla mnie. Stojąc pod drzwiami, zaczęłam szukać kluczy w niewielkiej torebce, a gdy tylko przekroczyłam próg, poczułam jak na całej klatce roznosi się zapach, który był jednym z moich ulubionych. Szybko zaczęłam wbiegać po schodach, czasem skacząc co drugi schodek. Chyba wieczorny trening mogę uznać za wykonany. Czwarte piętro, numer 21 - to był mój cel. Stanęłam pod drewnianymi drzwiami, oddychając głębiej niż zazwyczaj. Otworzyłam drzwi tym samym pękiem kluczy i weszłam do środka. Rzuciłam torebkę i klucze na szafkę, po czym zaczęłam zdejmować buty.
- Jesteś - usłyszałam spokojny głos i uniosłam głowę do góry. Alvaro stał oparty o futrynę dzielącą przedpokój i kuchnię w swoim fartuchu, na którym widniało ciało wysportowanego mężczyzny. Jego widok spowodował wielki uśmiech na mojej twarzy. - Martwiłem się - bacznie przyglądał się, co robię. Chwyciłam buty i ustawiłam na przypisanym im miejscu.
CZYTASZ
Mine II Neymar Jr. II
FanficSpotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie - Carl Gustav Jung
