Veintidós

521 29 8
                                        

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień balu. Sam bal nie był dla mnie istotny ani trochę. Jedyne co się liczyło to to, że jutro wracam do domu. Wstałam koło dziesiątej i miałam zamiar zejść na dół na śniadanie, ale wtedy przypomniałam sobie, co stało się w nocy. Wszyscy to słyszeli... Jak ja im spojrzę teraz w twarz, nie wiadomo co sobie myślą i jak daleko poszła ich wyobraźnia, kiedy tak naprawdę nic się nie stało. No prawie... "Baw się, szalej, za kilka dni już cię tu nie będzie" przypomniałam sobie słowa Neymara, które trochę dodały mi otuchy i odwagi. Nadal lekko rozespana skierowałam się do kuchni gdzie siedziały Rafaella i jej rodzicielka. 

- Dzień dobry - posłałam im lekki uśmiech i usiadłam przy stole.

- Kawy? - zapytała jedna ze służących.

- Poproszę - delikatnie skinęłam głową.

- Jak ci minęła noc? - zapytała z troską pani Nadine.

- Chyba sama słyszałaś, że bardzo dobrze - Rafa zaśmiała się pod nosem, a ja z zawstydzenia zatopiłam usta w kubku z kawą. 

- Rafa! - skarciła ją mama.

- No co? - dziewczyna nie mogła przestać chichotać.

- O dwunastej przyjeżdżają fryzjer i makijażysta, którzy się nami zajmą, więc jedzcie i zaczniemy przygotowywania do balu - powiedziała podekscytowana pani Nadine.

- Ale ja nawet nie mam sukienki - dopiero teraz o tym pomyślałam.

- Nic się nie martw skarbie. Neymar właśnie pojechał ją odebrać - kobieta posłałam mi ciepły uśmiech. 

Zjadłyśmy śniadanie i jakieś 10 minut po dwunastej pojawili się styliści, którzy mieli się nami zająć. Nie miałam za wiele do powiedzenia, bo jak się okazało Neymar ustalił już wcześniej jak chciałby, abym wyglądała. Pozostało mi oddać się w ręce profesjonalistów i pozwolić im robić swoje. Swoją drogą nie widziałam chłopaka przez cały dzień, nawet kiedy wrócił do domu nie zajrzał do pokoju, gdzie trwały przygotowania. Gdy moja fryzura i makijaż były gotowe, a do balu nie zostało wiele czasu, udałam się do swojego pokoju, gdzie podobno miała być moja sukienka. Otworzyłam drzwi i od razu ją zobaczyłam. Wisiała na drzwiach szafy, zapierając mi dech w piersiach. Była tak piękna. W kolorze kości słoniowej z tiulową długą spódnicą i górą na ramiączkach wyszywanym kryształkami, które cudownie odbijały światło. Nie mogłam uwierzyć, że on ją wybrał. Chciałam nałożyć ją od razu i tak też zrobiłam. Delikatnie zdjęłam ją z wieszaka i po chwili już leżała na mnie. Pasowała idealnie, jakby była uszyta dla mnie. Nałożyłam szpilki w kolorze nude i całość dopełniłam perfumami od chłopaka. Cieszyłam się jak mała dziewczynka, która dostała sukienkę swojej ulubionej księżniczki i wybiera się na bal. W tamtej chwili myśli o porwaniu i przyczynie dlaczego tu jestem spały sobie smacznie z tyłu mojej głowy. 

- Gotowa? Musimy się zbierać - w pokoju pojawiła się pani Nadine. - Och... wyglądasz cudownie! - przytuliła mnie delikatnie, tak by nie zniszczyć tego nad czym tak długo pracowali styliści. 

- Dziękuję. Pani też wygląda pięknie - odsunęłyśmy się od siebie. 

- Zejdziesz za chwilę? - kobieta stała już przy drzwiach. 

- Tak, już idę - uśmiechnęłam się lekko. Pani Nadine zamknęłam drzwi. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, sprawdzając czy wszystko jest w porządku i wyszłam z pokoju, następnie schodząc schodami do korytarza, w którym męczył się ze swoją muszką Neymar. 

- Może ci pomogę? - zapytałam, będąc już na ostatnim schodku. Chłopak odwrócił się w moją stronę i zamarł na chwilę z szeroko otwartą buzią. W sumie mu się nie dziwię. Cały miesiąc widział mnie w szortach i niestarannie upiętym koczku na czubku głowy. To musiało na nim zrobić wrażenie. - Może być? - zapytałam, gdy podeszłam bliżej.

Mine II Neymar Jr. IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz