Nueve

572 26 7
                                        

- Pobudka śpioszku - usłyszałam nad sobą zachrypnięty głos i uśmiechnęłam się delikatnie. Chwila... Alvaro nigdy tak do mnie nie mówił, poza tym ten głos... Wystraszona natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylonego nade mną chłopaka. Zabawne, ludzie zazwyczaj budzą się, aby uciec od koszmarów, ja natomiast budząc się, przenoszę się do jednego z nich, do tego najgorszego z najgorszych. - To tylko ja, nie masz się czego bać - usiadł koło mnie i zaczął uwalniać z kajdaneknajpierw siebie, a potem mnie. - Wstawaj mam dla ciebie niespodziankę - normalnie na słowo "niespodzianka" nie posiadałabym się z radości, w końcu kto nie lubi niespodzianek, ale w tym przypadku wiedziałam, że nie oznacza to nic dobrego. Najchętniej wróciłabym do krainy snów, tylko tam czułam się bezpiecznie. Kiedy mój nadgarstek został uwolniony od razu pomaszerowałam do łazienki. Tam przebrałam się szybciutko i umyłam zęby, wykorzystując do tego własny palec. Na koniec przemyłam twarz wodą, związałam włosy w luźnego koka i wróciłam do pokoju. 

- Dziękuję za koszulkę - nieśmiało wyciągnęłam rękę w jego stronę. 

- Nie ma sprawy - puścił mi oczko i schował ją do swojej torby. - Poczekaj tu, ogarnę się i możemy jechać - zniknął w łazience, a ja w tym czasie posłałam łóżko, po czym usiadłam na jego brzegu, zastanawiając się, co on kombinuje. Byłam pod wrażeniem tego, co stało się wczoraj. Potwór pokazał ludzką twarz. Nie znaczy to, że mu ufam, ale dało mi to nadzieje, że może tli się w nim odrobina dobroci i potrzeba jakiejś iskierki, aby ją obudzić. - Idziemy - rzucił, gdy tylko przekroczył próg łazienki. Jak na zawołanie natychmiast wstałam z łóżka i ruszyłam tuż za nim. Zeszliśmy na dół, tam rozliczyliśmy się i oddaliśmy klucze tej samej pani z recepcji, która ponownie obdarowała nas kilkoma komplementami. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Mimo mojemu zaskoczeniu zbliżaliśmy się do centrum. Zawsze unikaliśmy miast, a zwłaszcza ich centrum, raczej trzymaliśmy się z dala od ludzi, wybierając nieuczęszczane trasy. Z tego powodu zaczęłam się jeszcze bardziej martwić. Niby wśród ludzi czułam się odrobinę bezpieczniej, ale jego decyzja była niepokojąca. Dlaczego miałby ryzykować? Odpowiedź przyszła wkrótce. Zatrzymaliśmy się na podziemnym parkingu ogromnego centrum handlowego.

-Znasz zasady? - zapytał zanim opuściliśmy samochód, na co pokiwałam twierdząco głową. Wjechaliśmy na jedno z pięter i pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy było zjedzenie śniadania, może nie najzdrowszego, ale śniadania. Nie zamieniliśmy ze sobą zbyt wiele zdań. Chyba oboje nie mieliśmy na to wielkiej ochoty. Następnie udaliśmy się do jednej z drogerii, czego w ogóle już nie potrafiłam zrozumieć. Próbowałam znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie jego działania, ale to było niemożliwe. Jaki porywacz zabiera swoją ofiarę do jednej z lepszych drogerii? - No wybierz coś sobie. Co wy tam dziewczyny używacie... - zaczął, gdy tylko weszliśmy do środka. 

- Nic nie rozumiem - pokręciłam głową zdezorientowana. 

- Nie musisz nic rozumieć, po prostu coś wybierz. Nie malujesz się? - mówił ściszonym głosem, tak by nie zwrócić na siebie uwagi. 

- Maluję, ale... 

- Proszę cię nie denerwuj mnie, bo stracę cierpliwość - widziałam, że miał ochotę podnieść głos i dać upust emocjom, ale nie mógł tego zrobić, nie tutaj. - Na przykład to. Ja to się nazywa? - starał się sobie przypomnieć. 

- Podkład? - odparłam nieśmiało. 

- No właśnie, może być? - zapytał, machając lekko przedmiotem. 

- To nie mój kolor - pokręciłam głową, bojąc się, że jeszcze bardziej go zdenerwuję. 

- Co to znaczy? - zapytał skołowany. 

- To znaczy, że ten kolor nie pasuje do mojej karnacji. Jest o wiele za ciemny - odpowiedziałam ważąc każde słowo. 

- No to wybierz "swój kolor" - westchnął głośno, robiąc z dłoni cudzysłów. 

Mine II Neymar Jr. IIOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz