Dzień 11

832 73 186
                                        

                             *Cross pov*

Obudziłem się w dość krępującej sytuacji, Night spał przytulając mnie i przyciągając do siebie ramionami i jego mackami. Mimo wszytko, dobra z niego jest przytulanka, odwzajemniłem jego objęcie, chociaż to było strasznie trudne.

Stała się najgorsza w tej chwili moja myśl, mój ukochany zaczął się powoli budzić. Jedyne co mogę w tej chwili zrobić to czekać, czasem trzeba to robić, nawet jeśli to nie jest coś czego potrzebuje po prostu nie ma innego wyjścia.

Gdy tak bardzo wyczekiwany bieg zdarzeń się potoczył, jak się spodziewałem czyli On się przebudził. Otworzył oczodoły po czym uraczył mnie swoim wzrokiem oraz niebieskimi wypiekami na policzkach, zauważyłem że coraz częściej się pokazują, są takie idealne oraz piękne. Postanowiłem przełamać pierwsze lody i rzekłem.

-M-możesz mni-e puścić?- ledwo co powiedziałem, a już miałem całą fioletową twarz.

Jak na życzenie wykonał moją prośbę, jednakże zero od niego odzewu, żadnego komentarza, zastanawiam się czy wszystko u niego w porządku, zbyt cichy bywa dziś, chociaż jeszcze jest początek tego najpewniej pięknego dnia.

Nim zdążyłem go zatrzymać, wyszedł do biura. Rozumiem, że ma pracę ale nawet mi się należą wyjaśnienia, westchnąłem, jeszcze przyjdzie na to czas, może nie teraz ale czuje to, że w niedługiej przyszłości poinformuje mnie tą wiedzą.

Postanowiłem się przebrać z już lekko brudnego już odzienia, w ciuchy niezrozumiałej prze zemnie osoby, moje zostały w mojej garderobie. Po przebraniu się w luźne ciuchy, można by rzec, że tak zwane domowe.

Znów zanurzyłem się w literaturze, była pisana wierszem ,co mi zbytnio nie przeszkadzało, opowiadała o dziewczynie, która trafiła do pustki, a za nią wysoka czarna kreatura i przeżywali wspólnie przygody. W trakcie końców jej okazało się że owa istota była jednak dobra.

Szczerze jest to jedna z lepszych książek, które było mi dane przeczytać, gdy skończyłem ją czytać nastała godzina siedemnasta, przy tym burząc moją nadzieje na zaczęcie kolejnej.

Postanowiłem wyjść po jedzenie do szefa, wszytko było tak jak wczoraj przygotowane na moje przyjście, mój ukochany osobnik już zajadał  spaghetti na szczęście serowe. Usiadłem naprzeciwko Nightmare'a. Czuje, że mimo tych kilku dni zżyliśmy się ze sobą, rozmawiamy a nawet jemy razem i śpimy, niczym stare małżeństwo, sam nie wiem co bredzę.

Posiłek minął w pięknej ciszy, różnorodność jej jest niesamowita, może wszytko zmienić oraz ma różne twarze, jedną denerwującą, a drugą taką jak tą, może być nawet traktowana jako wspieranie kogoś, interesujące co nie?

Zauważyłem, że ostatnio czytuje zbyt dużo poetyckich książek. Nawet nie zauważyłem, kiedy mój jedyny zaczął się we mnie wpatrywać z pytającym spojrzeniem, które przeszywało mnie na wskroś. Najpewniej coś do mnie mówił a ja się zamyśliłem.

-H-huh, przep-raszam zamyśliłem się   -na szczęście udało się mi się, aż tak mocno nie zacinać, niczym Error, zwany także zacinającą się drukarką.

- Nie szkodzi- rzekł ale widziałem, że wahał się nad czymś.

-J-ja już idę spać, dobranoc - powiedziałem z tylko jednym za jąkaniem się przy Nim, to mój rekord.

Gdy zbliżałem się do sypialni, usłyszałem cichą odpowiedz w postaci "miłych snów", mimo tego domyślam się, że wie prawdę, tą o moim braku snów, ostatni miałem w pustce, tej białej strasznej  pustce.

Padłem na łóżko, próbując zapomnieć tamte czasy, nic to nie zmieni. Tutaj przynajmniej, mam dobry kontakt z Senpai'em albo wydaje mi się, że go mam. Nie myśląc wiele zasnąłem, nawet nie przykrywając się puchatą kołdrą.


Crossmare - Ostateczny czasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz