Dzień 13

771 72 14
                                        


                                  *Cross pov*

Zaczynam powoli zauważać, że ostatnio się budzę całkiem sam, Night musi chodzić do pracy wcześnie rano albo ja to ja wstaje za późno. Nie mogę się doczekać dnia kiedy jednak będzie inaczej, wyjątkowo i przytulnie. Powoli otworzyłem moje oczodoły, po czym zauważyłem śniadanie na szafce.

Zwykłe śniadanie oprócz tego, że na tacy znajdowała się notka głosząca że mam przyjść do biura, aby się dowiedzieć co się ostatnio dzieje, nie ukrywam faktu że mnie to zainteresowało. Po zjedzeniu naleśników z syropem czekoladowym udałem się pod wskazany adres spotkania.

Na szczęście do niego dzieli mnie tylko ściana, wszedłem tym razem spokojnie, bez pukania, tak jakby wydaje się mi że jesteśmy przyjaciółmi? Albo coś w tym stylu, boli mnie to strasznie ale trzymajmy się planu małych kroczków.

Zauważyłem go skołowanego z wzrokiem wlepionym we mnie, głową wskazał że mam usiąść naprzeciwko jego, co oczywiście wykonałem wraz z pytającym wzrokiem na mojej twarzy.

-Muszę wyjawić jedną sprawę zarazem się doradzić- a myślałem że bardziej zdziwić się nie mogę oraz trochę się zarumieniłem, pokiwałem głową że zrozumiałem- Mamy oficjalny termin ostatecznej wojny.

Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, czyli StarSanses na serio chcę wojny, myślałem że to będzie jednorazowa bitwa, aby pokazać że mieliśmy zdrajce w drużynie.

-Niezbyt myślę, że damy radę- wyczułem smutek w jego głosie, jakby spodziewał się czegoś okropnego.

-D-dlaczego?- spytałem cicho, wpatrzony w każdy szczegół twarzy Night'a jakby to ona miałaby powiedzieć prawdę.

-Nie zapominaj, że mają przewagę liczebną oraz Inka po swojej stronie- odrzekł na moje pytanie, jakby to było oczywiste.

-D-amy r-r-radę Senpai- powiedziałem po czym złapałem się za język, to już chyba rutyna że powiem na niego właśnie w taki sposób, mimo moich oczekiwań On się tylko uśmiechnął na tę określenie jego osoby.

-Pamiętaj, że to będzie bitwa do końca, jedna strona musi zostać wybita, albo oni albo my.- rzekł z determinacją w głosie, i takie nastawienie u niego lubię najbardziej, uśmiecha się oraz mówi z taką pewnością siebie, ja nie dałbym rady.

Odpowiedziałem mu tylko pocieszającym uśmiechem, po czym wstałem z krzesła, mając zamiar, opuścić pokój ale tym razem to On mnie zatrzymał a nie ja Go. Spełnił moje kolejne marzenie czyli przytulił mnie otwarcie, czyli nie po kryjomu w łóżku, tylko tak że mam wybór, oczywiście odwzajemniłem przytulenie, przy czym się mocno za rumieniąc.

Wyszeptał mi do ucha, że jutro mogę przyjść pomóc mu w wymyślaniu planu działań, ustawienia danych osób, kto z kim ma walczyć, aby nie było takich pomyłek jak na tamtej bitwie, na samą myśl czuje ból w mojej kończynie.

Udałem się samotnie do sypialni, kładąc się na łóżko z myślą czy ta bitwa będzie naprawdę ostatnią, ponoć sam Ink czy też Error będą mogli zginąć, trochę się tego obawiam, co jeśli On zniknie? Nie... to jest nie możliwe, spokój Cross, masz pomóc teraz w potrzebie ukochanemu a nie zamartwiać się na śmierć.

Skoro już o Śmierci mowa to on będzie miał dużo do roboty. Neutralne postacie sobie żyją jak nigdy nic, a my toczymy bitwy o władzę, to trochę pesymistyczne ale nie zawsze można być optymistą,  już na pewno nie na wojnie.

Postanowiłem się opatulić milionem kocyków, i położyć się spać powoli, to dobry plan ponieważ najpewniej będziemy siedzieć jutro do późna, a niezbyt mi się uśmiecha być zmęczonym przy rozplanowywaniu czegoś tak ważnego, każdy błąd można przypłacić przegraną.

Każde niedociągnięcie śmiercią kogoś, wszytko zależy od uwzględnienia danej osoby  oraz jej charakteru jak się zachowa i co zrobi w danej sytuacji. To może być uporczywe, albowiem nie siedzimy komuś w głowie ani nie wiemy jaki jest naprawdę, co ukrywa i jakie uczucia. Poczułem się nagle senny oraz odleciałem gdzieś gdzie znajdują się sny.


Crossmare - Ostateczny czasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz