Bad End

820 66 40
                                        

*Cross pov*

Dziś jest ten dzień, który skończy tyle istnień i uniwersów, bez możliwości ich naprawienia. Po nieprzespanej nocy, wątpię że dam z siebie wszystko. Powoli zerwałem się z łóżka, z zamiarem ubrania się w swoje ciuchy, które Nighty mi wczoraj przyniósł.

Przebrałem się w sypialni nie zwracając uwagi na mojego ukochanego, jeszcze sobie cichutko pochrapywał to bez sensu go budzić, energia się na pewno przyda. Po popatrzeniu  na siebie w lustrze zauważyłem, że brak snu wyrobił swoje skutki w postaci zagłębień pod oczodołami.

Siódma rano, za godzinę wszystko się zacznie, umrze jedna trzecia Au, które dzielą się na negatywne, dobre i neutralne. Nie rozumiem tego podziału, przecież Ink mówił że wszyscy są równi sobie i mogą żyć w harmonii, a tu taka niespodzianka.

Wojna to wojna nic z tym nie da się rady zrobić, po prostu przetrwać albo umrzeć, takie tak jakby zabij albo umieraj, jakoś tak to szło, nie pamiętam dokładnie, to było tak dawno temu. Już się powoli kończy czas, podszedłem do Niego, po czym zacząłem lekko go szturchać. Przebudził się dopiero po pięciu minutach.

Widząc moją twarz, nic nie powiedział, podszedł do szafy, wyjmując z niej ciuchy i wchodząc do łazienki. Nie żebym się spodziewał czegoś innego, przecież to będzie ciężkie dla każdego, mimo tego że robimy to prawie codziennie, zabijamy i te sprawy, niezbyt miłą wizją jest stracenie kogoś z drużyny.

Zostałem przeteleportowany, czyli czas już się skończył, po rozejrzeniu się stwierdziłem, że nikt nie jest spokojny w tej sytuacji, no może oprócz Nighta, wydaje się być jej oazą. Nie czekaliśmy długo, aż oni się pojawią, przybyli całą grupą, a z przodu jej był Ink.

Nim zdążyłem się obejrzeć, wszyscy zaczęli walczyć, Error jak zawsze podbiegł do malarza, przy czym rzucając w niego swoimi linkami, mój ukochany mu w tym pomagał, a natomiast Horror walczył z Oryginałem i wygrywał.

Nagle ktoś rzucił we mnie strzałą, na szczęście mnie nawet nie drasnął, sprawcą okazał się Dream, ostatnia osoba której się bym spodziewał, albo i nie do końca. Podczas walki, był bardzo precyzyjny ale mimo tego nie trafił we mnie ani razu.

Z tańcu ze śmiercią, uratował mnie krzyk, należący do Blueberrego, gdy usłyszał on go, szybko pobiegł do swojego towarzysza, przy czym zostawiając mnie żywego. Muszę przyznać to było trudne starcie.

Rozejrzałem się, uświadamiając sobie sytuacje jagódki, został przebity nożem przez Killera. Postanowiłem się na coś przydać i udałem się w stronę swap Papyrusa, będzie łatwym celem po stracie brata.

Zaatakowałem go, mimo szoku był u stanie unikać moje ataki, jednak przeoczył jeden, który był tym ostatecznym, została po nim tylko ta pomarańczowa brudna bluza. Muszę przyznać, że to było zabawnie łatwe, mógł się bardziej wysilić.

Jak już skończyłem z nim, przybył mi kolejny poziom Love, ciekawe co nie? Nagle rzucił się na mnie Dust, czyli jednak Killer poległ, bo on właśnie miał się zająć tym zdrajcą. Uderzał bardzo sprawnie, mimo tego tylko raz mnie drasnął w polik, w oddaniu mu ciosu, zapobiegł mi Fell, który się na niego zamachnął.

Postanowiłem im nie przeszkadzać, mają swoje powody. Po rozejrzeniu się, spostrzegłem pobojowisko, masę szkielecich korpusów, tłowiów, czy też czaszek, zauważyłem że już strasznie mało osób zostało żywych.

Tylko ja, Night, Fell, Dust oraz Ink, Dream oraz Classic, jak widać Fell!Ink także poległ w bitwie Odwróciłem się aby spojrzeć na chłopaków, może to był zły pomysł ich zostawiać, okazało się że miałem racje, zabili siebie na wzajem, zostały tylko bluzy oraz masa sypkiego prochu.

Została nas dwójka, mają przewagę liczebną, wreszcie zapanuje dobro i harmonia na świecie, o której opowiadał mi Ink? Ogarnij się Cross, wszystko zniszczysz, tak w ogóle gdzie jest Nighty?

Rozejrzałem się, po czym podbiegłem do pozostałości oraz nad nimi ukląkłem, to nie może być prawda, na pewno tylko korona mu spadła podczas walki, tak to musi być to. Jednak nigdzie nie było go widać, czyli jednak... to jego szczątki.

Musisz być silny Cross, nie chciałby abyś taki był, znów gadam sam do siebie, trochę żenujące to jest w tej sytuacji, nie mogłem nawet go uratować, co ze mnie za chłopak.

-Jesteśmy potworami- powiedział Ink, łamliwym tonem, mówi prawdę są największymi abominacjami świata.

-Nie mów tak- odezwał się najpewniej Dream, kolejny głupiec do kolejki - Ja to załatwię- dodał.

Usłyszałem skrzypienie śniegu obok mnie, nie zareagowałem na to, dalej klęczałem wpatrując się pustymi oczodołami na koronę, jest piękna, jedyna moja pamiątka po nim.

-Cross, może pójdziesz z nami?- spytał przy czym się szczerząc, czy on jest jakiś chory, przęcież właśnie, brat mu umarł, a on jest taki wesoły, zero skruchy, potwory. Powoli wstałem dalej nie spoglądając na niego, przy czym podnosząc biżuterię.

-Już jest późno Nighty, trzeba już iść do domu - powiedziałem do błyskotki, po czym odwracając się od gapiów i idąc prosto.

Gdzie idę? Sam nie wiem, byle jak najdalej od tych głupców, mój ukochany byłby ze mnie dumny, dałem radę i nawet nie zostałem mocno ranny, co nie Nighty?

Crossmare - Ostateczny czasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz