*Już ostrzegam, że nie zniechęcajcię się do początku. Po dalszych rozdziałach jest naprawdę śmiesznie i ciekawie*
Via wychowywana jest w patologicznej rodzinie. Kiedy skończyła 20 lat uciekła ze swoim 18-letnim bratem do Londynu. Wtedy jej życie obr...
Poszłam do pokoju Colina. Z urodzinowym śniadaniem. Niech się chłopak cieszy. Przynajmniej raz w życiu.
-Hej, Colin wstawaj. Wszystkiego Najlepszego z okazji 18-stych urodzin.-powiedziałam, potrząsając nim lekko. Colin powoli otwierał oczy z uśmiechem. -Dzięki.-wymamrotał -Wiesz ,że już dzisiaj wylatujemy.-powiedziałam. -Taa. Wreszcie-powiedział. -Masz wszystko ?- spytałam. -Tak-odpowiedział
Poszłam do swojego pokoju, wzięłam krótki prysznic i ubrałam się w to:
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Poszłam do Colina sprawdzić czy już jest gotowy. Eh jak zwykle pan królewicz jeszcze w samych bokserkach. Wzięłam walizki nie czekając na mojego brata i zeszłam na dół. Po jakiś 5 minutach czekania na Collina, wsiedliśmy do taksówki.
Kiedy dotarliśmy na lotnisko, wybraliśmy, że polecimy do Londynu. Zawsze marzyłam, żeby być w tym miejscu.
Daliśmy bagaże do kontroli przeszliśmy przez bramki, żeby nie pomyśleli, że jakimś gangsterem jestem.
Po długim czasie siedzenia i czekania na nasz samolot, usłyszeliśmy kobiecy głos oznaczający, że już musimy wsiadać.
Pierwszy raz lecieliśmy samolotem więc baliśmy się trochę. Siedziałam obok jakiegoś starszego pana, który chrapał jak jakaś kosiarka. Biedny Marek, wyrzyga cały obiadek. Dobra Via nie myśl bo zaraz sama tu zwymiotujesz. Założyłam słuchawki i odpłynęłam w objęcia Morfoeusza.
Obudziły mnie turbulęcje i przyjemny męski głos pilota. ,,schodzimy do lądowania proszę zachować spokuj". Okej Via ten samolot pewnie prowadzi jakiś przystojny pilot, który wie co robi. Przeżyjemy. Nie przeżyjemy ! Zaczęłam się bać, kiedy lądowaliśmy. ,,Właśnie wylądowaliśmy. Proszę spokojnie wysiadać".
Razem z Colinem wyszliśmy z samolotu. Odebraliśmy nasze bagaże i poszliśmy do taksówki, udaliśmy się do naszego nowego domu.
-Dzień dobry- przywitaliśmy się z właścicielką. -Ooo dzień dobry panno Downson, nazywam się Tasha, jak minęła podróż ?- powiedziała kobieta w średnim wieku. -Bradzo dobrze-powiedziałam z uśmiechem. -Tu są wasze klucze, i jutro jeszcze przyjdę, zobaczyć jak się czujecie-powiedziała kobieta z uśmiechem.
Weszliśmy do mieszkania. Było bardzo nowocześnie urządzone. Ściany były w odcieniach szarego, a meble były białe z efektem błysku. Weszłam do mojego pokoju było tam dwu-osobowe łóżko i podobnie jak w innych pokojach ściany były szare, a meble białe.
Poszłam zrobić zakupy do sklepu który był na końcu ulicy. Wybrałam składniki na obiad i oczywiście słoik nutelli i czekolade. Moje siatki z zakupami były tak wypełnione, że po chwili wszystkie moje zakupy były na chodniku. Przeklnęłam i zaczęłam zbierać zakupy. -Hej. Pomogę ci- powiedział nieznajomy głos z cudownym brytyjskim akcentem. Spojrzałam na niego i zaniemówiłam. Ujrzałam boga. Był to wysoki blondyn o cudownych czekoladowych oczach. -N-nie ja sobie poradze- wydusiła z siebie. -Nie, pomogę-powiedział przy czym cudownie się uśmiechając. ,, Oo Viaa masz przed sobą boga. Zagadaj. Poślij mu uśmiech." Mówiły mi głosy w głowie.
-Dzięki.- powiedziałam z uśmiechem. - Nie ma sprawy. Thomas jestem. Jak się nazywasz ? Nie widziałem cię tu nigdy. Jesteś nowa ?- pytał. -Jestem Olivia. Dla przyjaciół Via. Tak przeprowadziłam się tu razem z młodszym bratem. Ejejej ja cie kojarze. Jesteś aktorem ?- powiedziałam - No tak- odpowiedział drapiąc się po karku. - O jezu - powiedziałam z zachwytem -To nic takiego wielkiego, dobra ja już muszę wracać. Podasz mi swój numer ?- powiedział z uśmiechem. -Jasne- odpowiedziałam -Okej, dzięki. Do zobaczenia- pożegnał się Thomas.