Twenty-four

313 13 7
                                        

Kiedy wstałam rano, poczułam burczenie w brzuchu co oznaczało, że pora coś zjeść.

Podeszłam do naszej małej kuchni i zrobiłam sobie tosty.

Zjadłam swoją porcję i zaczęłam pakowaś moje i Tommy'ego rzeczy.

Po spakowaniu wszystkiego zaczęłam budzić Thomasa, później Collina. Tommy wstał bez żadnego trudu. Mój braciszek oczywiście przywalił mi w morde mamroczącz ,,Nie zjadajcie mnie ! Ja jestem jeszcze taki piękny i młody". Ręce i kolana mi opadły. Zaczęłam go bić po twarzy, aż wreszcie sznaowny pan raczył wstać.

-Ja cię pakować nie będe, więc radzę ci się pośpieszyć.- prawiłam mu kazanie.- a na stoliku masz tosty, więc się nażryj.

-Mi też zrobiłaś ?- pytał Thomas.

-Jak jemu zrobiłam, więc raczej Tobie też.

Kiedy mój mężczyzna i jeden mazgaj zjedli śniadanie, zjechaliśmy windą na dół, aby wyruszyć na lotnisko.

Jechaliśmy taksówką jakieś 35 min, a po chwili ujżeliśmy już nasz cel.

Po sprawdzeniu bagaży i czy nie jesteśmy jakimiś kryminalistami weszliśmy do samolotu i zaczęliśmy naszą podróż.

Kiedy wylądowaliśmy na ziemi i odebraliśmy nasze bagaże udaliśmy się do tego samego żółtego pojazdu co wcześniej.

Jechaliśmy spokojnie, a ja załapałam kontakt wzrokowy z blondynem.

-Via no ja sobie tak pomyślałem czy może... no może... no gdybyś tylko chciała... ja nie nalegam...

-Tak ?- spytałam nie mogąc nerwowo wytrzymać z cierpliwości. No ja raczej do cierpliwych nie na leżę.

-No może byś może chciała tak by zamieszka ze mną w moim skromnym domu.

Jednym słowem zamurowało mnie. Moja mina była bezcenna.

-J-ja nie wiem, a co z tym moim adoptowanym bratem ?- spytałam.- przecierz ten smród sobie nie poradzi, a nie budzie, jak pies spać raczej nie bedzie.- zaśmiałam się patrząc na mojego brata.-a co z domem ?

-Nie martw się wszystko załatwie.- uśmiechnął się lekko.-a co do Collina to znajdzie sie dla niego wolny pokoj.

-No skorzystałbym, nie powiem. Kusząca propozycja.-mówiłam trzymają rękę na brodzie i kiwając głową.

Kiedy wysiedliśmy z taksówki ja z moim bratem udaliśmy się do naszego domu,a Tommy do swojego.

Weszłam do domu wypuszczając przed sobą tego bachora, Collina. Wbiegł i niczym śwnika, wyłożył sie z buciorami na kanapie.

- Podać Ci cos książe do picia?- Zapytałam z ironią.

- Nie, dzieki za troskę.- Odparł włączając telewizor.

Cham. Cham i prostak.

Ściągnąłem z siebie nakrycie i zaniosłam walizki do pokoju, oczywiście mój kochany brat mi w tym nie pomógł.

Gdy wszystko było już na swoim miejscu, usiadłam zmęczona koło Collina.

- I jak tam siostrzyczko?- Zapytał, z tym jego ironicznym uśmieszkiem.

Siak, a nie jak, kupo tłuszczu, której nie chce sie ruszyć dupy, żeby pomoc słabszej siostrze.

- Chyba zadzwonie do Ave, dawno się z nią nie widziałam. Poradzisz sobie sam?- Zapytałam z troską.

- Spoko-loko, siostra. Ja sobie poradze w każdej sytuacji.- Poklepał mnie żartobliwie po ramieniu.

Wstałam wyciągając z tylnej kieszeni spodni telefon i wybierając numer do siostry mojego chłopaka.

Beautifull Story || Thomas Brodie-SangsterOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz