Wstałam rano z dobrym chumorem, ale po chwili wróciłam do roli ponurego człowieka. Na samą myśl, że już dzisiaj pogrzeb rodziców odechciewa mi się żyć.
Wstałam z łóżka nie budząc tego śpiocha leżącego obok mnie. Podeszłam do szarej odsuwanej szafy i wyciągłam czarną koronkową sukienke, która przylegała do mojego ciała podkreślając moje kształty. Założyłam srebrny łańcuszek z znakiem nieskończoności i również srebrne wiszące kolczyki i na ręke srebrną bransoletkę z misiem, którą dała mi mama na dziewiąte urodziny.
Zeszłam na dół ubrana usiadłam na kanape i westchnęłam. Po moich myślach przebiegały wspomnienia. Te wszystkie wspólne wycieczki nasze ,,rodzinne seanse filmowe" te dobre i złe rzeczy. Po moim policzko spłynęła jedna samotna łza.
Po chwili poczułam rękę na moim ramieniu. Spojrzałam się w stronę osoby, która stała za mną. Ku mojemu zdziwieniu to nie był Tommy. To był Collin. Patrzałam na niego z zdziwieniem, nagle się taki opiekuńczy zrobił ? Usiadł obok mnie, nadal trzymając rękę na moim ramieniu. Po chwili zrobił coś czego sam nigdy nie zrobił. Przytulił mnie i głaskał po plecach. Na początku byłam zdziwiona, ale pochwili oddałam się tej niespotykanej chwili.
Po tym dziwnym geście Collina poszłam na góre, obudzić mojego Tommy'ego.
Lekko potrząsłam za ramie chłopaka. Zaczoł się powoli kręcić na boki wybudzając się. Powoli otwierał oczy i się uśmiechnął. Również posłałam mu ciepły uśmiech, nachyliłam się nad nim i musnęłam jego usta.
-Mmm takie poranki to chciałbym codziennie.
-Na takie, rzeczy trzeba zasłużyć, ale dość tego gadania idź się szybko naszykować. Chyba nie zapomniałeś ?
-Oo rozsądna Via się załączyła. A propo do dzisiejszego dnia tonie zapomniałem.
-No dobrze, zrobiłam ci naleśniki takie jak lubisz. Są w salonie na stoliku.
-To już lecę.
-Tylko nie odleć !
Mówiłam już głośniej niż dotąd bo szanowny pan wybiegł jak by się paliło.
Kiedy wszyscy już byliśmy naszykowani wyszliśmy z naszego apartamentu. Collin jak zwykle jeszcze po drodze się pobrudził kawą, ale naszczęście mam takiego mądrego chłopaka i wziął zapasową koszule.
Dziwne tak prosto z mostu ją miał.
Wsiedliśmy do naszej taksówki i wyruszliśmy w dalszą podróż na cmentarz.
Kiedy wysiedliśmy z samochodu zobaczyłam tłum ludzi pędzących w moją stronę. Podnioslam dlonie w gescie obronnym i w jednej chwili poczułam ciepłe uściski, którymi obdarowywala mnie najbliższa rodzina. Spojrzałam na Collina, który tak samo jak ja zdziwiony był cała tą zaistniała sytuacją.
W momencie gdy wydostałam sie z uścisków rodziny ruszyłam z chłopakami do kościoła. Kiedy przekroczylismy próg i zobaczyłam otwartą jeszcze trumne, poczułam ucisk w gardle. Tommy obiął mnie ramieniem I przyciągnał do siebie. Uniosłam głowę ku górze I wpatrywalam sie w jego pezeszklone oczy.
Ruszylismy w strone rodzicow. Wzrok wszystkich osob skierowany byl na nas. Stanęliśmy przed rodzicami. Po prawej stronie leżała mama, a po lewej tata. Ich twarze były blade, zupełnie bez emocji, jakby nie spodziewali sie tego co zaraz zajdzie.
,, Łatwiej jest zniesc smierc bez mysli o niej, niz mysl o smierci niebezpieczenstwa". Tak wlasnie mieli rodzice, nawet nie wiedzieli, ze ich to spotka.
Zerknęłam na Collina, ktory był cały czerwony od powstrzymywania placzu, patrzył wzrokiem pełnym żalu, smutku I samotności na zmarłych rodzicow.
Pociągnęła Thomasa za rekaw koszuli I ruszylismy do ławki. Kiedy ksiądz odprawił msze wszcy razem ruszyliśmy na cmentarz. Po odmówionej przez księdza modlitwie, przyszedł czas na kilka moich słów pożegnalny. Podeszlam do niego, a on wepchnął mi do dłoni mikrofon.
Zaczerpnęłam powietrza, po czym głośno je wypuściłam. Świst dotarł do mikrofonu, a dźwięk z głośników rozległ sie po calej okolicy. Moje mikre od łez polika zarumieniły się.
Przeleciałam wzrokiem po wszystkim dookoła. Dość sporo osób przyszło na te wydarzenie, miło wiedzieć, że twoi rodzice byli lubiani I szanowani.
- Kochani rodzice, dziękuję za moje wychowanie, za dar jakim była wasza miłość. Była I będzie wieczna.-głos mi sie załamał.
Spóściłam głowę patrząc się na ziemię. Poczułam czyjąś dłoń na moim barku. Odwróciłam głowę spoglądając na Collina. Objęłam go szepcząc do ucha ciche ,,dziekuje,,.
- Przepraszam. Powinniśmy się cieszyć chwilami, bo przecież czas tak szybko ucieka. Nigdy nie wiadomo, czy za rogiem nie czycha niebezpieczeństwo I nie stacimi bliskiej nam osoby. Ja swój czas niewykorzystałam w pełni, przeleciał mi pomiedzy palcami. Zanim się obejrzałam dojrzałam, stałam się dorosła, przynajmniej tak myślałam I wyjechałem z kraju zostawiając ich samych. Wiem, nie można obwiniać sie za śmierć bliskich, ale w tym wypadku to naprawde moja wina. Ich śmierć to przeze mnie. Nie spełniłam ich oczekiwań. Drobne sprawy o takie jakie mnie prosili, pozmywanie naczyń, wywieszenie prania, mogły zmienić przyszłość. Przepraszam was za to i dziękuję za te piękne dzieciństwo.
Mikrofon podałam Collinowi, a od Thomasa odebrałam wieniec, który położyłam na zamkniętej już trumnie. Nie patrząc na dalsze okoliczności wróciłam do taksówki, która czekała na nas na parkingu.
Hej mordeczki !
Rozdział napisany przez noewciapoprostu, którą gorąco polecam.
Już z góry mówie, że rozdziały będą się pojawiały rzadziej.
Miłej nocy ♥♥
CZYTASZ
Beautifull Story || Thomas Brodie-Sangster
Fanfiction*Już ostrzegam, że nie zniechęcajcię się do początku. Po dalszych rozdziałach jest naprawdę śmiesznie i ciekawie* Via wychowywana jest w patologicznej rodzinie. Kiedy skończyła 20 lat uciekła ze swoim 18-letnim bratem do Londynu. Wtedy jej życie obr...
