Do Londynu wróciłem dość szybko. Jak na mnie. Zwykle trzeba było mnie wyganiać z Glasgow, a z kolei Jay najchętniej zachowałaby mnie dla siebie, a teraz wprost uciekałem od jej uważnego spojrzenia, którym potrafiła dostrzec wszystko. Nawet to, czego sam nie dostrzegałem.
Czasem naprawdę ciężko było mi ukryć łzy na myśl o ukochanym, a chociaż przy niej chciałem być naprawdę silny. Podczas pożegnania spojrzała na mnie tym najbardziej przenikliwym wzrokiem i powiedziała coś, czego nie zapomnę już do końca życia.
-Skarbie...- Wyszeptała, gdy stałem już w drzwiach. Zerknąłem na nią kątem oka, płakała. Przytuliłem ją i obiecałem, że przyjadę jak najszybciej.
-Nie o to chodzi.- łkała, wtulając się w materiał mojej koszulki. - Po prostu bardzo chcę, żebyś pogodził się z Zaynem.
Nie powiem, to była ostatnia rzecz, o której pomyślałem. Spodziewałem się czegoś w stylu "bądź silny" lub "zapomnij o Harrym", ale na pewno nie tego.
-D-dobrze, mamo.- wyjąkałem głaszcząc ją delikatnie po plecach.
Nawet nie przypuszczałem, na co się zgodziłem. I że była to najistotniejsza obietnica w moim życiu.
***
To, co zastałem w mieszkaniu troszkę mnie przeraziło. Trewor. Na kanapie. Wpatrujący się we mnie z żądzą mordu w oczach. I pytaniem.
-Gdzieś ty do cholery był?
Trochę się bałem, nie tylko ze względu na to, że dwa dni temu obiecywał, że mnie zabije. Bardziej przerażał mnie jego głos. Był spokojny i opanowany.
Czułem się jak pięciolatek tłumacząc my się z każdej minuty mojej nieobecności, która trwała tylko trzy dni.
-Wiesz, że mieliśmy próby?
-Wiem.
-Martwiliśmy się o Ciebie.
-Wiem.
-Mogłeś chociaż odbierać ten pieprzony telefon.
-Mogłem.
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, całkiem jakby nie wierzył w to co słyszy. Nie chciałem być niemiły, naprawdę. Tylko nie widziałem potrzeby w żaleniu się mu z prywatnych problemów, którymi i tak by się pewnie nie przejął.
-Przepraszam, że Was zawiodłem.- wymamrotałem mając na myśli zespół.
-Nie zawiodłeś.- Uśmiechnął się do mnie. Po raz pierwszy szczerze się do mnie uśmiechnął. -Tylko, że bardzo się o Ciebie baliśmy.- Wow, liczyłem, że będzie na mnie wrzeszczeć, bądź co bądź zwykle jest dość agresywny, a po tym co mówił w naszej rozmowie... A dzisiaj jest... Miły.
-Rozumiem.
-Zwłaszcza Harry.
-Rozumiem.
Czekaj czekaj, co? Harry się o mnie martwił? Chyba troszeczkę mu się pomyliło. Albo mówi o innym Harrym. Przecież ten Harry, żyje sobie szczęśliwy z Taylor Swift i nie zakrząta sobie głowy kimś takim jak ja.
CZYTASZ
Strong | l.s. //zakończone
FanfictionHarry i Louis byli parą praktycznie od zawsze. Ciężko było wyobrazić sobie ich osobno. Lecz ta z pozoru idealna para nie miała się tak łatwo, jak może się wydawać. Jakoż iż obaj byli mężczyznami, musieli ukrywać swoją młodzieńczą miłość, która jedn...
