9.

265 19 9
                                        

Do Londynu wróciłem dość szybko. Jak na mnie. Zwykle trzeba było mnie wyganiać  z Glasgow, a  z kolei Jay najchętniej zachowałaby mnie dla siebie, a teraz wprost uciekałem od jej uważnego spojrzenia, którym potrafiła dostrzec wszystko. Nawet to, czego sam nie dostrzegałem.  

Czasem naprawdę ciężko było mi ukryć łzy na myśl o ukochanym, a chociaż przy niej chciałem być naprawdę silny. Podczas pożegnania spojrzała na mnie tym najbardziej przenikliwym wzrokiem i powiedziała coś, czego nie zapomnę już do końca życia.

-Skarbie...- Wyszeptała, gdy stałem już w drzwiach. Zerknąłem na nią kątem oka, płakała. Przytuliłem ją i obiecałem, że przyjadę jak najszybciej.

-Nie o to chodzi.- łkała, wtulając się w materiał mojej koszulki. - Po prostu bardzo chcę, żebyś pogodził się z Zaynem.

Nie powiem, to była ostatnia rzecz, o której pomyślałem. Spodziewałem się czegoś w stylu "bądź silny" lub "zapomnij o Harrym", ale na pewno nie tego.

-D-dobrze, mamo.- wyjąkałem głaszcząc ją delikatnie po plecach.

Nawet nie przypuszczałem, na co się zgodziłem. I że była to najistotniejsza obietnica w moim życiu.

***

To, co zastałem w mieszkaniu troszkę mnie przeraziło. Trewor.  Na kanapie. Wpatrujący się we mnie z żądzą mordu w oczach. I pytaniem.

-Gdzieś ty do cholery był?
Trochę się bałem, nie tylko ze względu na to, że dwa dni temu obiecywał, że mnie zabije. Bardziej przerażał mnie jego głos. Był spokojny i opanowany.

Czułem się jak pięciolatek tłumacząc my się z każdej minuty mojej nieobecności, która trwała tylko trzy dni. 

-Wiesz, że mieliśmy próby?

-Wiem.

-Martwiliśmy się o Ciebie.

-Wiem.

-Mogłeś chociaż odbierać ten pieprzony telefon.

-Mogłem.

Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, całkiem jakby nie wierzył w to co słyszy. Nie chciałem być niemiły, naprawdę. Tylko nie widziałem potrzeby w żaleniu się mu z prywatnych problemów, którymi i tak by się pewnie  nie przejął.

-Przepraszam, że Was zawiodłem.- wymamrotałem mając na myśli zespół.

-Nie zawiodłeś.- Uśmiechnął się do mnie. Po raz pierwszy szczerze się do mnie uśmiechnął. -Tylko, że bardzo się o Ciebie baliśmy.- Wow, liczyłem, że będzie na mnie wrzeszczeć, bądź co bądź zwykle jest dość agresywny, a po tym co mówił w naszej rozmowie... A dzisiaj jest... Miły.

-Rozumiem.

-Zwłaszcza Harry.

-Rozumiem.

Czekaj czekaj, co? Harry się o mnie martwił? Chyba troszeczkę mu się pomyliło. Albo mówi o innym Harrym. Przecież ten Harry, żyje sobie szczęśliwy z Taylor Swift i nie zakrząta sobie głowy kimś takim jak ja. 

Strong | l.s.  //zakończoneOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz