11

93 4 0
                                        

     Budzę się ze snu gdy gdy dzwonek mojego telefonu rozlega się po całym pokoju. Zdezorientowana otwieram powoli oczy i szukam dłonią urządzenia. Gdy je znajduję z frustracją wciskam przycisk ''drzemka" po czym ponownie zasypiam. Po chwili czuje lekkie szturchnięcie w ramię i z jękiem chowam głowę w poduszkę.

- Wstawaj śpiochu, jest w pół do dziesiątej - Słyszę zatroskany głos matki. - Nie możesz przeleżeć całego dnia w łóżku- Chichocze.

- Właściwie to mogę, jest sobota- Maroczę zrzucając poduszkę na ziemię. Wiem, że muszę wstać, czeka mnie nauka i kilka spraw do załatwienia na mieście. Planuje również zrobić kolacje dla mamy jak to w zwyczaju robię.
Gdy zwlekam się z łóżka promienie słońca wbijają się do pokoju aby jeszcze bardziej uświadomić mi, że nie mogę zmarnować tego dnia. Cholera nie mam wyjścia.

Wchodząc do kuchni od razu wyczuwam zapach tostów i herbaty. Te połączenie sprawia, że robie się naprawdę głodna. Gdy sięgam po kubek przez kuchnie przebiega chłopiec.
To ten sam chłopiec, którego widziałam na parkingu. Staje nieruchomo wpatrując się jak chowa się za kuchennym stołem. Czuje jak po moich plecach przebiega zimne powietrze. Chłopiec klaszcze w dłonie chichocząc, dopiero teraz zauważam malutką brunetkę z opaską na oczach. Serce podchodzi mi do gardła ponieważ jest łudząco podobna do mnie. Czy to ja? Dziewczynka wyciąga przed siebie dłonie po czym dotyka nimi stołu.
- Sygnał ! - Piszczy uśmiechając się

Chłopiec klaszcze w dłonie a mała kopia mnie dopada go za koszulkę z krzykiem.
- Mam cię ! - Ściąga opaskę i wyciąga chłopca spod stołu. - Oszukiwałaś! - Odpowiada naburmuszony. - Ja nigdy nie oszukuje, to ty zawsze podglądasz - Pstryka go w nos na co on rumieni się i parska. Naprawdę byłam taka odważna? Gdzie podziała się moja pewność siebie?

- Rebecco.
Odwracam się i zauważam, że matka mi się przygląda. Jej wyraz twarzy wskazuje na to, że musiałam ją zaniepokoić.
- Przepraszam, zamyśliłam się - Macham dłonią i chwytam kubek po czym nalewam do
niego wrzątku.
- Stałaś bez ruchu przez kilka minut, napewno wszystko gra?- Dotyka dłonią mojego ramienia.
Naprawdę nie chcę jej o tym mówić. Jeśli nie znajdę przyczyny tych zjawisk nie powiem jej. Postaram się sama do tego dojść .

- Mamo, czy jak byłam mała- wzdycham- pamietasz może z kim się przyjaźniłam?

- Co masz na myśli skarbie?- Zauważam jak nerwowo stuka palcami o kubek z kawą. Masuje wolno dłonią kark i zamykam na chwilę oczy.
- Czy przychodził do nas jakiś chłopak?- Otwieram oczy i przekrzywiam głowę wpatrując się w matkę. Wygląda na zakłopotaną co wprawia mnie w zmieszanie.
- Chłopak?- Mruży oczy- Nie przypominam sobie, dlaczego pytasz?- Odrywa łokcie od blatu i podąża do salonu. Wyczuwam jej zdenerwowanie w głosie. Wiec coś musi być na rzeczy ...

- Ponieważ, rzadko rozmawiamy o moim dzieciństwie- Opieram się ramieniem o ścianę i przenoszę wzrok na matkę. - Czasami mam wrażenie jakbyś próbowała coś przede mną ukryć- Wzdycham pocierając dłonią czoło.
-Słoneczko- Mama odkłada kubek na stolik przy kanapie. - Niczego przed tobą nie ukrywam, sama wiesz, że nie chętnie wracam wspomnieniami gdy byłaś malutka. Utrata męża była dla mnie czymś bardzo bolesnym Rebecco, wiem, że nie pamiętasz go.
- Tylko z twoich opowieści- Uśmiecham się smutno- Musiał być cudowny.
- Tak, był. Twój tata bardzo cię kochał i nigdy w to nie wątp- Zauważam jak oczy mamy wypełniają się łzami a ja zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Podchodzę do niej i kładę dłoń na ramieniu. Kiwa głową po czym ociera łzy z policzków. To najgorszy widok jaki widziałam. Nienawidzę oglądać mamy w takim stanie, moje serce pęka wtedy na tysiące kawałeczków. Gdy wracam do pokoju otwieram okno na rozcież i wpuszczam świeże powietrze do środka. W momencie gdy wyciągam z szuflady bieliznę mój telefon wibruje w tylnej kieszeni moich szortów. Gdy go wyjmuje na ekranie wyświetla się imię „Sky" na co ja przewracam oczami. Naciskam zieloną słuchawkę po czym przykładam telefon do ucha.
- Hej! - Słyszę rozpromieniony głos przyjaciółki- Byłam dziś rano u lekarza.
- Lekarza?- Oglądam bluzkę, którą wyciągnęłam z szafy.- I?
- Nie jestem w ciąży - Wzdycha - Po prostu czasami za dużo pije - Śmieje się.
- Gratuluje?- Unoszę brew i wybieram spodnie. - Powiedziałaś już Ezrze? - Rzucam ciuchy na łóżko i przełączam Sky na głośnomówiący abym mogła założyć bieliznę.
- Jeszcze nie, ale nie martw się zamierzam mu powiedzieć.
- To dobrze, powinnaś być z nim szczera. Widzimy się w poniedziałek?- Ubieram spodnie i bluzkę oraz związuje włosy w kucyka. Rzadko mam rozpuszczone włosy, po prostu uważam, że w spiętych wyglądam o wiele lepiej. Gdy rozłączam się z przyjaciółką, pakuje do torebki książkę notes oraz kilka długopisów. Zabieram ze sobą portfel i schodzę na dół aby pożegnać się z mamą.
- Idę na pare godzin do kawiarni, obiad zjem na mieście- Zabieram z koszyka banana i w pośpiechu zakładam buty.
- Będzie tam Shawn?- Zakłada ręce na piersi gdy otwieram drzwi.
-Mamo! nie, nie będzie. Idę zebrać myśli i trochę się pouczyć. - Przewracam oczami i wychodzę z domu słysząc stłumiony śmiech matki.

Słońce ogrzewa moją skórę a wiatr delikatnie rozwiewa moje włosy. Uwielbiam lato, jego zapach i wspomnienia z nim związane. Na samą myśl uśmiecham się. Dziś jest wyjątkowo ładna pogoda wiec korzystam z okazji i siadam na zewnątrz kawiarnii.
Wyciągam książkę oraz notes i przystępuje do nauki.

Obijam długopisem o stolik już którąś minutę. Zamykam oczy i wzdycham. Coraz trudniej jest mi się skupić. Gdy słońce jest już w zenicie robi się naprawdę gorąco, na dodatek wypiłam kawę wiec czuje się jakbym w środku płonęła, na zewnątrz również. Uderzam długopisem o stolik i przecieram wolno dłonią czoło.
- To strasznie irytujące- Słyszę męski głos za sobą. - Kto uczy się w pierwszych dniach szkoły?
Odwracam głowę i zauważam jak Shawn opiera się o jeden ze stolików. - Czy to taki twój fetysz?- Uśmiecha się kpiąco.
- Śledzisz mnie?- Marszczę brwi i zamykam książki.- Chyba lubisz wtrącać się w nie swoje sprawy - Kwituję uśmiechem.
Brunet obchodzi kilka krzeseł i siada na przeciwko mnie. Obserwuje jak językiem zwilża dolną wargę.
- Jesteś dla mnie zagadką Beck. - Zauważam jak kącik jego ust się podnosi ale po chwili opada- Za cholerę nie potrafię rozgryźć co się dzieje w tej twojej ślicznej główce.
Strzepuje z ramion włosy i nachylam się nad stolikiem. Spogląda wolno na mój biust ale szybko przenosi wzrok na moje oczy.
- Niech tak pozostanie - Uśmiecham się wpatrując w jego oczy. Może to prawda, że Shawn pod pewnym względem wzbudza we mnie najlepsze ale i najgorsze. Czasami nie potrafię mu się nie odgryźć, wiem, że moje docinki go nie ruszają. Może lubimy sobie dokuczać.

StrangersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz