Fałszywa kombinacja

118 21 26
                                        

ROZDZIAŁ SIÓDMY

____________________________________

Filadelfia, jesień 1780 roku.

30 lipca 1780 roku, Filadelfia, Pensylwania.

Drogi Hamiltonie,

Powiadomiłem, tak jak mnie o to prosiłeś, najlepszego krawca w mieście. Twój kapelusz niebawem będzie gotowy. Mam nadzieję, że list zastanie Cię w dobrym zdrowiu. U mnie wszystko w porządku. Tak, potwierdzam równocześnie, iż dostałem się do niewoli i za nic w świecie nie będę mógł opuścić Pensylwanii w najbliższym czasie, jeżeli osobiście nie pofatygujesz się, by mi pomóc. Jesteś mi to winien, a ja szczerze wątpię, iż ktokolwiek w Rodzinie sympatyzuje ze mną w taki sam sposób, w jaki Ty to czynisz. Przeżyłem żałobę, Alexandrze, nie tylko ze znanych ci zapewne powodów, ale przede wszystkim z winy Charleston. Nie mogę znieść, że zostawiliśmy miasto na pastwę losu, tracąc dziedzictwo mojego świata, ludzi, którzy przynieśli mnie na świat i którzy żyli ze mną w najlepszych latach mojego życia. Słyszałem od Portaila, że pragniecie nas wyciągnąć. Nie wiem, czy wam się to uda, zważywszy na sytuację w kraju, ale szczerze kibicujemy waszym planom; jesteśmy pokojowo nastawieni do świata, nie obawiamy się także o nasze głowy i staramy się żyć tak, jak nakazuje nam honor i kultura. Nie jestem pewny tylko, co mogę ze sobą zrobić w podobnej sytuacji. Straciłem w końcu dom rodzinny, siostrę i majątek ojca. Czuję się winny, mimo że mój ojciec codziennie powtarza mi, iż nie muszę się niczego obawiać, a zwłaszcza jego gniewu. Sam nie wiem. Niebawem wyślemy do Obozu dwóch wysłanników, Van Derhorsta i Mr. Calla, którzy zdadzą raport przed Jego Ekscelencją. Miałem wybrać się z nimi, ale doszedłem do wniosku, iż nie nadaję się do tego i postanowiłem zostawić im wolną rękę; dlatego przyjmij moje przeprosiny i nie myśl na tę chwilę o spotkaniu. Mam aż za dużo wolnego czasu i wiele rzeczy sobie przemyślałem. Złoszczę się na chłopców, odkąd przeczytałem Twój ostatni list; nie piszą do mnie, traktując mnie już teraz jak zmarłego przyjaciela. Przypomnij im, że ciągle żyję, a oni podobnym zachowaniem przekreślają swój udział w spadku, gdyby jednak coś złego mi się przydarzyło. Nie umiem być bezczynny, przyjacielu, dlatego planuję, skoro jestem blisko Kongresu, ponownie zawalczyć o moje czarne bataliony, o jakich nie zapomniałem. Muszę czymś zająć myśli, bowiem już z wolna tracę nad sobą panowanie, zastanawiając się, jak Brytyjczycy obchodzą się z moją rodziną w Charleston. Rozmawiałem z ojcem; żałuje, że nie wysłał dziewcząt i Harry'ego do Londynu, do rodziny mojej żony. Martha i Harry prawdopodobnie dadzą sobie jeszcze radę, lecz mała Polly nie przemilczy ducha republikanizmu, którego w nią wpoiłem i boję się, jak wróg stacjonujący w rezydencji może zareagować na antymonarchistyczne okrzyki dziesięcioletniej niewiasty. Adieu.

John Laurens.

____

8 września 1780 roku, Filadelfia, Pensylwania.

Drogi Hamiltonie,

Z całego serca pragnę przeprosić Cię za ton mojego poprzedniego listu, bowiem, zważywszy na to, iż nie odpisałeś mi na niego i nie dałeś mi innych znaków życia, odczuwam paskudne w gruncie rzeczy wrażenie, że mogłem urazić Cię moją lakonicznością spartanina. Niekoniecznie orientuję się obecnie w sprawach wojny, choć liczę, że niebawem uda mi się ponownie chwycić za broń i zawalczyć o swoją przyszłość w tym kraju. Jestem niepocieszony, ponieważ, wierząc plotkom, nieprędko nas uwolnią lub oddadzą w zamian za swoich. Nie wolno mi opuścić Pensylwanii, dlatego nie wierzę, że kiedykolwiek się spotkamy, kiedy będę uwięziony w stolicy. Rozmawiam wiele z Ternantem o sprawach naszego narodu i cieszę się, że przynajmniej w jego postaci odnajduję źródło jakiejkolwiek rozrywki. Moja bezczynność mnie przytłacza, przyjacielu, a wiesz, że nienawidzę bezczynności. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam z daleka od walk, bitew, etc., ale nie sądzę, by ich nieobecność w moim życiu jakkolwiek mnie pocieszała czy ratowała; czuję się ograniczony, mniej ważny i niepotrzebny, a to nigdy nie jest dobre dla żołnierza. Dni spędzam, polemizując z ojcem o minionych latach, ewentualnie spaceruję z Ternantem po malowniczych uliczkach Filadelfii, próbując zabić czas; dużo czytam, lecz nie muszę chyba wspominać, jak bardzo mi Ciebie brakuje. W obecnych czasach wylewność nie jest pożądana, zresztą, uniemożliwiłeś mi jakiekolwiek czułości, choć nie mam zamiaru więcej poruszać tego tematu. Pozostawię moje uczucia w sferze domysłów. Bądź co bądź jestem zdania, że bardziej interesuje Cię temat nastrojów politycznych w Filadelfii — ludzie są podzieleni, jak zwykle. Nie da się być optymistą w czasach, kiedy ludzkość uporczywie stara się walczyć sama ze sobą, bracia uderzają w braci, przelewa się jednaka krew... Sprawy mają się niekorzystnie, lecz nigdy nie było lepiej. Myślę, że z roku na rok coraz więcej ludzi przekonuje się o słuszności tej rewolucji, choć w gruncie rzeczy coraz więcej mieszkańców jest już zmęczonych nagonką i atmosferą wojny. Mam dużo czasu. Rozmawiam z mężczyznami i kobietami z miasta, dlatego udało mi się wyznaczyć jakiś punkt odniesienia, na jakim mogę poprzeć swoje przemyślenia. Ludzie nie boją się wolności, po prostu mają dość przelewu krwi po obydwu stronach barykady, przyjacielu. Nie możemy, jako przyszłe rządy tego państwa, w tak brutalny sposób traktować jego mieszkańców, dlatego Generał powinien zastanowić się i w końcu obmyślić plan, który zmiażdży wroga raz na zawsze. Wiem, że to trudne w obecnej sytuacji, ale nie możemy czekać dłużej. Mamy sojusznika za morzem, lecz Kongres jeszcze nie wysłał negocjatora. Sam Adams i Franklin nie wystarczą, choć nie przeczę w ich zdolności. Władze nie znalazły jeszcze osoby, która mogłaby zająć moje stanowisko, a ja dalej żałuję, że odmówili Ci udziału. Myślę, że Twoje talenty w nakłanianiu i przekonywaniu innych do absurdalnych być może decyzji, przydałyby się tej sprawie. Jednakże nie zamierzam uchodzić za zdeterminowanego i dalej naciskać na Kongres, by Cię wybrał. Zadecydowali, więc co też mam począć? Jestem raczej znudzony, przyjacielu, zbyt znudzony, aby być produktywnym, dlatego trudno jest mi zastanawiać się nad sensem polityki w momencie, kiedy owa polityka wymaga ode mnie największego poświęcenia, największych starań. To trudny orzech do zgryzienia, dlatego pozwól mi przez jakiś czas o nim nie dyskutować. Wszystko zostało już powiedziane. Niemniej jednak jestem ciekawy, co dzieje się na Północy, w kwaterze głównej. Proszę, bądź dla mnie szczodry i opisz mi wszystko ze szczegółami.

Huragan 1777Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz