Powolnym ruchem odsunęłam firankę i spojrzałam przez okno, na budzącą się do życia stolicę. Tego wiosennego poranka słońce powoli wychylało się zza horyzontu i zasłaniających go budynków. Świeże promienie odbijające się od zabudowań łaskotały mnie w twarz, zmuszając do przymrużenia oczu.
Leniwie zwróciłam swój wzrok na ulice i chodniki, znajdujące się przede mną. Patrząc w dal, udawało mi się dostrzec powoli nasilający się ruch ludzi i samochodów, zmierzających do pracy. Dzień, będący rutynową dobą dla większości mieszkańców, dla mnie stanowił jednak kolejną próbę niezdradzenia swojego położenia w gąszczu panoszących się agentów. Ci tylko czyhali, aż wychylę się za próg, by zgarnąć mnie za samozwańczy lot do lasu, zaniechanie wszelkich procedur, narażenie innego służbisty, a w końcu jego śmierć przez własne niedopilnowanie kontroli nad tajemniczym wrogiem, który zastawił na nas pułapkę...
Na samą myśl o tej tragicznej w skutkach nocy, mocniej zacisnęłam dłoń w pięść. Ta rana wciąż była zbyt świeża. Minął dopiero tydzień.
Od tamtej pory tkwiłam w obskurnym mieszkaniu niedaleko centrum Moskwy, posługując się fałszywym dowodem - jednym z wielu, który zabierałam na każdą misję. Po spieniężeniu czeku, udało mi się zdobyć sporą sumę pieniędzy, która wystarczała na przeżycie i realizację wytyczanych celów - przynajmniej na razie.
Jak na wspomnienie, obejrzałam się za siebie na stół z rozłożonymi aktami. Podeszłam do stosu kartek i po raz kolejny wzięłam w dłoń tę z danymi o zabójcy moich rodziców.
Michaił Biezetnikow
Miejsce zameldowania: Moskwa, ulica Sudakova15
Częste miejsca bywania: Teatr Bolszoi
No oczywiście - pomyślałam. Dlaczego nie dziwił mnie fakt, że osoba, która miała coś wspólnego z moją rodziną, lubiła balet.
Prychnęłam z obrzydzeniem i ironią. Przewróciłam oczami, skupiając się na dalszej części dokumentu. Nie było tam już niczego interesującego poza wspomnieniem, gdzie służył mężczyzna. Żadnej informacji o motywach, powiązaniach z mężczyzną, który zabił Jamesa, czy nawet skąd znał moich rodziców. Nie miałam nawet pewności, czy dane na kartce nie były sfabrykowane. W końcu jeśli stało się tak, jak podejrzewał Alexei i to wywiad amerykański bawił się ze mną w kotka i myszkę, sprawdzając autentyczność dokumentów, mogłam tylko wpakować się na minę.
Na szczęście nikt nie określił, że musiałam robić to sama.
Rzucając plik na stół, rozłożyłam się krześle wpół leżąc. Wyjęłam z kieszeni ciemnych jeansów podniszczony telefon komórkowy i wybrałam numer, po czym przyłożyłam aparat do ucha.
- Kto mówi? - Odezwał się przeciągle zachrypnięty głos w słuchawce po paru sygnałach.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją do siebie.
- Ktoś, u kogo masz dług wdzięczności za to, że nie siedzisz teraz na Syberii.
Mężczyzna po drugiej stronie momentalnie ucichł. W tle słychać było tylko, jak głośno wypuścił powietrze.
- Czego chcesz, Romanova? - odpowiedział w końcu. Słychać było, że raczej za mną nie tęsknił.
- Wyślę ci pewien adres. Sprawdzisz, czy mieszka tam jedna osoba - powiedziałam, wciągając się po dokumenty.
- To misja służbowa, prawda?
Zaśmiałam się cicho.
- Dymitri, naprawdę jesteś na tyle naiwny, że w takim wypadku zadzwoniłabym po ciebie? - Zapytałam retorycznie. - Powiedzmy, że to sprawa prywatna i jeśli dowiem się, że poszedłeś z tym do jakiegokolwiek wydziału, uruchomię całą lawinę zdarzeń, która sprawi, że "przypadkiem" - położyłam nacisk na to słowo, zbliżając usta do słuchawki. - Jeszcze dzisiaj ktoś znajdzie cię martwego w mieszkaniu.
CZYTASZ
Natasha Romanoff - From Dusk Till Dawn. Historia Czarnej Wdowy
FanfictionNie tak miało wyglądać dzieciństwo Natalii Romanovej. Nie na tym miało polegać jej życie, ale nikt pytał, czy się na to godziła. Kiedy odebrana siłą od rodziców, znalazła się w ośrodku szkoleniowym, nawet przez myśl nie przeszło jej, że ten jeden wi...
