- Zawsze dostaje to czego, chce- to były ostatnie słowa jakie usłyszałam, chwilę później zemdlałam.
Pov. Harry
Wreszcie jest moja. Wziąłem ją na ręce, i położyłem na tylnych siedzeniach mojego samochodu. Delikatnie przykryłem ją kocem.
Boże jaka ona jest piękna.
Jechaliśmy już jakieś 4 godziny, nagle usłyszałem cichy szmer.
- Co, gdzie ja jestem- zapytała zdezorientowana.
- Spokojnie, skarbie .
- HARRY- krzykneła na mnie.
- Złość piękności szkodzi, skarbie.
- To widocznie często się złościsz. Gdzie jedziemy, zawieź mnie natychmaist do mojego domu.
- Nie ma mowy.
- Harry !!
- Za 5 godzin powinniśmy być na miejscu.
- Gdzie jedziemy ?
- Później zobaczysz.
- Harry ?
- Tak ?
- Jestem głodna.
- Musisz wytrzymać.
- Ale ja jestem GŁODNA !!
- Skarbie, nie jestem taki głupi wiem że przy pierwszej lepszej okazji uciekniesz, a ja nie mam zamiaru ci tego ułatwić.
- Proszę - widziałem w lusterku jak patrzy na mnie błagalnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami.
- No dobra, ale masz być grzeczna bo jeżeli spróbujesz uciec nie będe już taki miły.
- Yhyy.
- Najbliższy Mc, będzie za 10 kilometrów, wytrzymasz ?
- Tak.
- Gdzieś tam, powinna być butelka wody, a więc jak chcesz to się napij.
- Jest- widziałem jak zaczeła się jej przyglądać.
- Nie bój się, nie jest zatruta- zaśmiałem się.
Wzieła niepewnie kilka łyków.
- Dzięki.
-Już jesteśmy-zatrzymałem się pod Mc. Podeszłem i otworzyłem jej drzwi, ona próbowała wyjść, ale zbytnio jej to nie wychodziło ponieważ lek który jej dałem był dosyć silny.
- Chodź, pomogę ci- podałem jej ręke, ona niepewnie ją złapała i wyszła z samochodu. Widziałem że się mnie boi.
- Tylko bez żadnych numerów- szepnąłem jej do ucha.
- Dobrze.
- Co chcesz do jedzenia, skarbie - zapytałem gdy byliśmy już w środku.
- Nie mów tak do mnie.
- Bo co mi zrobisz, SKARBIE- powiedziałem z naciskiemna na ostatnie słowo. Ona delikatnie mnie uderzyła.
- To co chcesz ?
- Obojętnie.
Odebrałem nasze zamówienie i oboje usiedliśmy przy stoliku.
Skończyliśmy jeść.
- Harry ? - zapytała niepewnie.
- Tak ?
- Bo ja muszę iść do toalety.
- To chodź.
- Ale, ja nie chcę iść z tobą.
- Spokojnie- złapałem ją za nadgarstek i zaprowadziłem do toaletety.
- Idź, ja tu poczekam.
Po chwili wróciła.
- Chodź jedziemy.
Już miałem odpalić silnik, ale usłyszałem ciche popłakiwanie. Wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi od strony Molly.
- Kochanie, czemu płaczesz ?
- Bo ja nie chcę, boje się. Chcę do domu.
- Spokojnie, nie płacz.
Pov. Molly
Przytulił mnie. Nie wiem dlaczego ale, mimo że mnie porwał czułam się bezpiecznie w jego ramionach.
- Już, dobrze ?- zapytał i otarł palcem, łzy które spływały po moim policzku.
- Tak.
- To jedziemy.
Wsiadł za kierownice i odjechaliśmy.
- Jakbyś, czegoś potrzebowała to mów.
- Dobrze.
- Idź spać, zostało nam ok. 3 godzin drogi.
Położyłam się i przykryłam kocem, nie wiem nawet kiedy zasnełam.
Nie Harry proszę nie, wypuść mnie stąd i wtedy poczułam pieczenie na moim prawym policzku.
- Teraz pożałujesz.
- Molly, Molly obudź się, jestem tu- usłyszałam znajomy głos i poczułam jak ktoś przysuwa mnie do siebie.
- Harry, to ty.
- Tak skarbie jestem tu, spokojnie. Miałaś zły sen ?
Pokiwałam głową na tak.
- Już dobrze idź spać- powiedział i pocałował mnie w policzek.
Obudziłam się wtulona do jego nagiego torsu. Co ja tu kurwa robię.
Próbowałam się od niego odsunąć, ale on mocno mnie trzymał.
- Dokąd się wybierasz moja księżniczko- zapytał zaspanym głosem.
- Chcę do domu.
- Teraz tu jest twój dom.
- Harry proszę wypuść mnie.
- Nie ma mowy.
Wiedziałam że w ten sposób napewno go nie namówie. Miałam inny plan.
Pocałowałam go namiętnie w usta, a on oddawał mój pocałunek. W pewnym momencie kopnełam go z całej siły w jego czułe miejsce, i zaczełam uciekać.
Teraz zorientowałam się że nie był to dobry plan ponieważ nawet nie wiem gdzie jestem. Słyszałm za sobą krzyki i wyzwiska skierowane w moją stronę.
Jezu gdzie ja mam się schować.
Zauważyłam szafę, a więc szybko do niej weszłam.
Pov. Harry
Uciekła jak ją znajdę to nie ręczę za siebie. Gdy jej szukałem zadzwonił mój telefon.
- Hallo, Louis macie go... to dobrze....dobra dzięki.
Teraz mam haka na moją księżniczkę.
-Kochanie, wyjdź i chodź tu do mnie.
Pov. Molly
On jest głupi jeżeli myśli że teraz do niego wyjdę.
- Wyjdź bo jeżeli nie to możliwe że twojemu przyjacielowi stanie się krzywda.
Coooo?!
Jack, mój najlepszy przyjaciel. Jeżeli mu się coś stanie nie wybaczę sobie tego. On był przy mnie zawsze. To dzięki niemu, pozbierałam się po śmierci mojego taty. Zawsze mnie wspierał, i potrafił poprawić humor nawet w najtrudniejszych momentach. Nie wiele myśląc, wyszłam z szafy, i znalazłam Harrego.
- Proszę nie rób mu nic- rzuciłam się na niego z łzami w oczach.
- To wszystko zależy od Ciebie.
Chwila, może on to sobie zmyślił, aby mnie nastraszyć.
- Chcę dowodów.
On nic nie mówiąc wyciągnał telefon i przyłożył mi go do twarzy .
Mój Jack, cały we krwi leżał na jakimś brudnym materacu.
- Nie proszę, nie róbcie mu nic- spojrzałam błagalnie na Harrego.
- A będziesz grzeczna? - zapytał.
- Tak, tylko proszę zostawcie go.
On po prostu mnie przytulił a ja nie wiedziałam co mam zrobić.
CZYTASZ
Musisz Być Moja
RomansaPrzyłożył mi ścierkę do ust i chwilę później zaczęło mi się robić słabo. Jedyne co usłyszałam zanim straciłam, przytomność to strzał.
