W poniedziałek z samego rana dostała wiadomość na służbowy telefon. Yahontov chciał spotkać się z nią w restauracji Dr.Jhivago przy ulicy Mokhovaya i przy brunchu pogratulować jej sukcesu z Vasilievem, omówić szczegóły jej kolejnej misji oraz, ku jej niedowierzaniu, podarować kopertę zawierającą jej tożsamość sprzed Czerwonej Komnaty. Próbowała wyobrazić sobie, co poczuje, gdy wreszcie rozerwie kopertę. Nie, żeby imię jej ojca, czy nazwisko miały cokolwiek zmienić. Jeśli jej rodzice byli zamieszani w biznes KGB, czy Czerwonej Komnaty istniało bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że jeszcze żyli, co dopiero wiedzieli, że Nastia przeżyła Komnatę i została Czarną Wdową. I chociaż pytanie, kim byli i dlaczego w ogóle trafiła do Madame nie raz przebiegło jej przez głowę, nigdy nie siedziała nad nim dłużej, nie musiała znać historii swojej rodziny, aby służyć Rosji.
Założyła biały sweter z golfem, czarne spodnie typu cygaretki i skórzane botki tego samego koloru. Włosy, wciąż w odcieniu jasnego blondu, który lubił Anatoly urosły już do łopatek i falowały na końcach. Nastia zebrała je w schludny kok i zerknęła na kwadratową tarczę zegarka. Jej spotkanie z dyrektorem miało odbyć się za dwadzieścia minut. Serce biło jej coraz szybciej, nie potrafiła wyrzucić z głowy dziwacznego uczucia niepokoju i zmartwienia. Dlaczego nagle zaczęła obchodzić ją przeszłość? Czy Natalia też otrzymała taką kopertę, zanim przeszła na stronę Amerykanów? Nurtowało ją, dlaczego Yahontov dopiero teraz postanowił szantażować ją takimi rzeczami. Wcześniej wolał używać Barnesa, czy innych uczennic z Komnaty, które podobno miały teraz własne misje i całkiem wygodnie żyły. Nastia bardzo chciała odpowiedzieć sobie na to pytanie, zanim zrobi to dyrektor. Nie lubiła jego niespodzianek, wiedziała, że niczego nie robił bezinteresownie, każdy jego ruch był chłodno wykalkulowany, każde słowo służyło jego własnej sprawie. Narzuciła płaszcz i chwyciła czarną torbę na ramię. Zerkając w lustro przy drzwiach zauważyła coś, co mimo, że uznała za grę światła było dla niej niecodzienne i może nawet niepokojące, gdyby miała siłę głębiej się zastanowić. Włosy odrosły jej niecałe pół centymetra, odkąd ostatni raz je farbowała. Jednak tym razem, to pół centymetra nie było jasne, a już na pewno nie tak jasne, jak zaledwie miesiąc temu. Wpadało raczej w blond tylko trochę ciemniejszy od tego, jaki tak lubił Vasiliev i w jakim paradowała dobre cztery miesiące. Przygładziła włosy dłonią i wypadła z mieszkania, jakby gonił ją nożownik z Brukseli. Yahontov nie lubił spóźnialstwa, a już na pewno nie wtedy, gdy zaprosił agenta na brunch do drogiej kawiarni, a w teczce trzymał coś, czym ten agent był bardzo zainteresowany. Złapała najwcześniejszy tramwaj, jaki tylko dowiózłby ją Mokhovaya i zdyszana z emocji chwyciła się czerwonej barierki przy samych drzwiach. Im bliżej Yahontova się znalazła, tym większy ciężar czuła na ramionach. Mogła niemal poczuć oblepiający ją wzrok zielonych oczu, przed którym mało kto potrafił się nie ugiąć. Wyskoczyła z tramwaju i potruchtała w kierunku odnowionej kamienicy i widocznego szyldu restauracji. Pod drzwiami, które okalała płaskorzeźba przedstawiająca wiązankę z kwiatów i winogron była zaledwie minutę po czasie, a mimo to serce stanęło jej na moment, gdy przez szybę zobaczyła dyrektora siedzącego przy jednym z dwuosobowych stolików. Znów przygładziła włosy i zdjęła płaszcz, pewnie i ukrywając kołatające serce pod maską chłodu wkroczyła do restauracji, niemal od razu złapała wzrok Yahontova. Miał na sobie drogi, czarny garnitur i czerwony krawat. Nastia usiadła na przeciwko w fotelu ze sztucznej, białej skóry.
Restauracja była prawie pusta, tylko paru starszych biznesmanów zebrało się przy okrągłym stole na końcu pomieszczenia. Blaty z czerwonego granitu okryto białymi obrusami, a meble utrzymano w kontrastujących kolorach czerwieni i bieli. Jednak to sufit zadziwił Nastię najbardziej. Sklepienie obramowały stiuki, a samym środku wisiał okrągły, czerwony lampion z wypukłą, sowiecką gwiazdą. Nastia gapiła się na niego przez moment. Do bardziej rosyjskiej knajpy nie mogli się wybrać. Aż bała się dowiedzieć, jak wyglądają pozostałe sale.
CZYTASZ
~Russia's Monster~
FanfictionTrzecia cześć „The Room is Pain" "what is more unfair than having to choose between being a monster or being a hero? (-when you have to be both.) when you learn that the road to hell is paved with more than just good intentions." -you are not head...
