Na dole będzie ważna notatka,byłabym szczęśliwa,gdybyście napisali co sądzicie ^_^
Jej ciało przeszedł dziwny dreszcz. Czując jego wzrok na swoim prawie nagim ciele,przyprawiał ją o zdenerwowanie i speszenie. Zakryła ciało ręką ale to i tak dawało marny efekt.
Próbowała zachować zimną krew,kiedy jego kroki odbijały się echem po pokoju. Myśląc jednak,że stawia je w jej kierunku odebrało jej normalne funkcjonowanie.
W jej głowie ciągle krążyło jedno zdanie - Czy on mnie zgwałci?
Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczy jednak mówiły wszystko. Pragnął jej. Pragnął jej ciała.
Nie mogła na to pozwolić. Kątem oka obejrzała się po pokoju. W kącie stał wazon,który bez problemu mogłaby wziąć do dłoni. Przełknęła ślinę,wiedząc do czego musi się zaraz posunąć.
Pozwoliła,aby jego usta zetknęły się z jej. Po woli,namiętnie i desperacko oddawała każdy pocałunek. I chodź była to magiczna chwila,granatowłosa musiała ją przerwać.
Pociągneła go w róg. W miejsce,gdzie znajduje się wcześniej wspomniała rzecz. Złapała za jego rączkę i zamachnęła się mocno,rozbijając go na głowie blondyna.
Kiedy tylko upadł na podłogę,odzyskała z jego kieszeni klucz do pokoju. Ubrała się w pierwsze,lepsze ubrania i jak gdyby nigdy nic wyszła z pokoju. Ku jej zaskoczeniu nikt ich nie pilnował. Przyspieszyła więc kroku.
Roztargniona oglądała się ciągle po sobie,aby upewnić się czy nikt ją nie śledzi.
Wiedziała,że jeśli ucieknie ktoś na pewno będzie jej szukał. Blondyn jest w końcu gansterem z tysiącami agentów przy boku. Nie obejdzie się też bez hakerów. Znajdą ją.
Ale żyje się raz.
Odetchnęła głęboko,gdy znalazła się na dworze. Nie czekając jednak dłużej,po mału zaczęła kierować się w stronę wyjścia.
- Panienko! Gdzie Pani się wybiera? - ten głos spowodował,że kobieta zatrzymała się w miejscu.
Odwróciła się gwałtownie i uśmiechnęła najnormalniej jak mogła. Ręce zaczęły się jej pocić.
- Adrien pozwolił mi się przejść..pomyślałam..
- Jeśli Pan Adrien pozwolił to nie mogę nic innego powiedzieć,niż życzyć Pani dobrego spaceru. Nocą te drogi są piękne i przede wszystkim bezpieczne. - kiwnął głową łysy facet w czarnych okularach. Był około czterdziestki.
Marinette również kiwnęła głową i ponownie ruszyła ku swojego celu. Poczuła niewyobrażalną ulgę,kiedy znalazła się za bramą tego cholernego więzienia.
Ostatni raz popatrzyła na wielki budynek,który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Potem pewnym krokiem poszła przed siebie. Bez pieniędzy. Bez celu.
Myśl,że teraz była zupełnie sama i to bez dachu nad głową bolała ją niemiłosiernie. Gdyby chociaż miała jakieś drobne pieniądze,mogłaby zadzwonić do Alyi..lub Luki.
Przełknęła w głowie i weszła do pustego zaułka. Oparła się o zimną ścianę i zsunęła się po niej w dół. Podsunęła kolana do klatki piersiowej i schowała potem w nich twarz.
Musiała tutaj przeczekać całą noc.
Miała szczęście,że noce są dosyć ciepłe. Inaczej mogłaby umrzeć z zimna.
Zamknęła oczy i w taki sposób,pogrążyła się we śnie. Nie miała pojęcia ile spała. Ale wystarczająco długo,aby się obudzić.
Przetarła zaspane jeszcze powieki i je otworzyła. Odebrało jej mowę gdy zobaczyła,że znajduje się w jakimś pokoju,który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Szare ściany i brązowe meble. Jednoosobowe łóżko na którym właśnie siedziała.
