chapter eighteen

1.3K 84 71
                                        


Schodziła po schodach hotelowych najwolniej jak tylko mogła. Nie chciała,żeby blondyn zobaczył ją w tej sukience i na dodatek Tikki w ostatniej chwili przypomniała sobie,że na balu dla kobiet obowiązkowe są czarne maski! Marinette coraz bardziej się to nie podobało.

Kiedy zobaczyła koniec schodów,nabrała w płuca więcej powietrza i potem spowrotem je wypuściła. Nie miała już odwrotu.
Kątem oka spojrzała na Tikki,która była ubrana w bialą,długą sukienkę na grubych ramiączkach oraz z wgcięciem w serek. Jej włosy były spięte w wysokiego kucyka a twarz była pomalowana tak,że wszystko ze sobą idealnie współgrało.

Marinette za to miała na sobie czerwoną sukienkę,którą kupiła wczoraj w sklepie. Jej włosy były rozpuszczone i lekko pofalowane przy końcach. Makijaż za to postwiła na lekki. Rzęsy oraz usta,były jednymi z elementów,bez których nie wyszła by z domu bez ich pomalowania. Czuła się wtedy obco i kompletnie nie swojo.

— Bądź obojętna. Wiem,że się stresujesz,lecz nie potrzebnie. Mężczyźni są głupimi istotami i jeśli chcesz,aby Adrien trzymał łapy przy sobie musisz wyznaczyć granice. Bo jeśli nie ty to zrobisz to on zrobi to pierwszy. — powiedziała do niej pól szeptem i szybkim krokiem wymineła jej osobę.

Granatowłosa przełkęła ślinę.

Miała rację. Wyglądała w tej sukience za dobrze. Adrien na pewno będzie chciał ją dotknąć i zrobił by to prędzej czy później. Jednak jak ma się do tego zabrać? Jest w takiej sytuacji pierwszy raz. Nawet nie wie jak ma się zachowywać na tym balu...

Pokonała ostatni schodek. Wtedy oczy jej i blondyna się spotkały.

Słowami nie mogła opisać ciepła,który pod wpływem jego spojrzenia rozlało się po jej całym ciele. Czując na dodatek podwójne ciepło na policzkach spuściła głowę i niepewnym krokiem do niego podeszła.

— Cześć. — przywitał się ciągle na nią patrząc. Plagg widząc jego reakcję parksnął śmiechem.

— Tak. Cześć. — mruknęła w jego stronę.

Nie czekając już chwili dłużej,szybkim krokiem wyminęła go i pognała w stronę limuzyny,która na ten wieczór była zamówiona tylko dla nich.

— Wygląda niesamowicie... — szępnął do siebie Adrien.

Plagg poklepał go po ramieniu,po czym dodał;

— Nie podniecaj się,bo jeszcze ją zerżniesz na tej imprezie. — zaśmiał się.

I również ruszył w stronę limuzyny. Blondyn za to pozostał w miejscu i głośno westchnął,wplantając dłoń w swoje złote kosmyki.

— Nie rzucaj słów na wiatr,Plagg...

*****

Wielka willa przed którą zatrzymała się limuzyna,dosłownie zwaliła z nóg Marinette. Nigdy w życiu nie widziała czegoś podobnego. I niby taki gościu,który ma dom,który zna każdy ma handlować narkotykami? Gangsterzy są dziwni.

— Gotowa na wieczór życia? — spytała podekscytowana Tikki zakładając swoją maskę. Przytaknęła z krzywym uśmiechem. — Świetnie! Wkładaj maskę i wio!

Kiwnęła głową i niechętnie założyła koronkową maskę w kolorze czarnym.

Ostatni raz spojrzała przez okno i wyszła z pojazdu,gdzie na chodniku czekali dwaj mężczyzni,którzy byli odziani w czarne garnitury. Dopiero teraz zauważyła,jak dobrze Adrien wygląda w tym stroju. Cholera.

Podeszła do niego.

— Włóż to. — nakazał blondyn gdy tylko pojawiła się obok niego. Spojrzała na jego dłoń,w której trzymał złotą obrączkę.

Przełknęła ślinę i bez żadnych,zbędnych komentarzy przyjeła od niego rzecz od razu zakładając sobie ją na palec serdeczny.

— Zachowuj się normalnie i trzymaj się mnie. — ciągnął dalej tym razem idąc ku wejściu. — Plagg i Tikki zapewne zmyją się wcześniej jak zwykle. Picie ewidentnie nie jest dla nich. — jego kąciki ust wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.

Marinette poczyniła jego gest.

Im dłużej z nim była to coraz bardziej nie chciała być daleko,lecz Alya i jej rodzina,która nadal przebywa z Paryżu czasami o sobie przypomina...A to strasznie boli.

— Kogo ja tu widzę! — krzyknął nieznany jej dotąd głos.

Po chwili w oczy rzucił się jej podstawny mężczyzna. Blondyn o niebieskich oczach i jasnej karnacji. Po jego białym garniturze,czy drogim zegarku na ręce od pierwszego spojrzenia było wiadomo,że jest bogaty. I nie chce się wcale z tym kryć.

— Adrienie jak miło Cię znów zobaczyć. — powiedział uradowany ściskając jego dłoń.

Agreste uśmiechnął się.

— Ciebie również,Ole. — kiwnął głową. — Pozwól,że przedstawię Ci moją narzęczoną. Marinette to jest Ole Gagarin. Ole to Marinette Cheng.

Przedstawił ją i automatycznie wzork mężczyzny zjechał na jej osobę.
Ukłonił się nisko i łapiąc jej dłoń,sprzedał na niej lekki pocałunek.

— Bardzo mi miło Panią poznać. — powiedział z zachwytem. — Czujcie się jak u siebie. Znikam! Kolejni goście czekają. — uśmiechnął się do nich przepraszająco,po czym spojrzał za ich plecy. Od razu się ożywił. — Tikki i Plagg moja ulubiona para! Jak miło was widzieć!

Po tych słowach pognał w stronę czarnowłosego i niebieskookiej.

— Napijesz się czegoś? — zapytał uprzejmie po chwili ciszy Adrien patrząc na nią z góry. Kiwnęła jedynie głową a on poszedł po napoje.

I tak ciągnęła się cała impreza. Zaczęło się od tańca gospodarzy,którzy tańcem otwarli przyjęcie. Potem każdy pił,tańczył się i po prostu bawił. Marinette za to już miała dość. Przetańczyła tyle piosenek z Plagg'iem oraz Tikki,że rozbolały ją nogi i musiała usiąść przy stole,aby trochę odpocząć. Ani razu jednak nie zatańczyła z zielonookim blondynem,który ukradkiem rzucał jej spojrzenia stojąc obok baru i popijając wino.

Wreszcie zebrał się na odwagę i pewnym krokiem ruszył w jej stronę.

Ona nawet tego nie zauważyła,bo myślami była daleko. Myślała o tym,jak po mału się stąd ulotnić,iż po prostu miała dość. Jednak dłoń na jej ramieniu przewróciła ją do racjonalnego myślenia. Odwróciła w momencie swoją głowę,przez co milimetry dzieliły ją i blondyna od siebie.

— Zatańczysz? — zaproponował odsuwając się i wyciągając w jej stronę swoją dużą dłoń. Bez wahania ją przyjeła.

Jednak jak na złość,muzyka zmieniła się na wolną. Marinette zrobiło się gorąco na samą myśl,że on będzie musiał jej dotykać. Jednak nic nie mówiła.

Pozwoliła,aby Adrien położył swoje ręce na jej biodrach a ona złapała za jego kark,niekiedy bawiąc się jego złotymi kosmykami.

— Wiesz,trochę nad tym myślałem. — szępnął do jej ucha. Po jej kręgosłupie przeleciał zimny dreszcz. — I chcę,abyś mnie pokochała. Daję Ci 365 dni.

Chciała,aby to co powiedział,było tylko zwykłą,pijacką gatką,lecz niestety tak nie było.

Dał jej 365 dni. Cały,cholerny rok.

Zwariował. Po prostu oszalał. Alkohol również ma na niego zły wpływ...

Sycylia|MiraculousOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz