Mulatka dniami i nocami ochodziła od zmysłów. I nie tylko ona odczuwała widoczne znaki nieobecności Marinette, ale Nino miał podobne objawy. Mało spał i był nie obecny.
Dużo jednak ze sobą rozmawiali, co nieco ich ożeźwiało umysłowo.
— Mijają kolejne tygodnie, Nino. — powiedziała mulatka, opierając się o framugę drzwi i patrząc jak okularnik zakłada swoje czarne trampki. — Nadal się do nas nie odezwała.
Nino westchnął.
— Myślę, że ona ma jakiś plan. Przecież ją znasz. — spojrzał na nią. — Marinette nie odda się jakiemuś gościowi, który na dodatek ją porwał. Tutaj, w Paryżu, ma nas, rodziców i Lukę. To tylko kwestia czasu, kiedy się do nas odezwie.
Mulatka kiwnęła nie przekonana, głową.
— Będę po ósmej, nie czekaj na mnie. — powiedział, podchodząc do niej. — Idź normalnie spać i nie martw się. Ona da sobie radę.
Uśmiechnął się i pochylił się nad nią, składając na jej czole czuły pocałunek. Alya kochała takie momenty. Nienawidziła jednak, gdy jej mąż wychodził z domu. Czuła się samotna jeszcze bardziej niż wcześniej, będąc z nim.
Gdy wyszedł, wróciła do salonu, w którym oglądała jakiś nudny serial. Usiadła na kanapie i pustym wzorkiem wpatrywała się w telefon, który leżał na czarnym stoliku. Każdego dnia miała cichą nadzieję, że jej przyjaciółka zadzwoni i da jakiś znak, że wszystko z nią w całkowitym porządku. Tylko tyle by jej wystarczyło. Usłyszeć jej głos.
Nagle telefon zaczął wibrować, dając przy tym znak, że ktoś się chce z nią skontaktować. Podskoczyła, siedząc, kiedy na ekranie telefonu ukazał się nieznany dla niej numer.
Drżącymi rękoma wzięła urządzenie i odbierając połączenie, przystawiła sobie je do ucha.
Zanim zabrała głos, przełknęła nerwowo ślinę.
— Halo?
— Alya! Jak dobrze Cię słyszeć! — ten głos sprawił, że w oczach mulatki zebrały się łzy.
— Marinette... — pociągnęła nosem. — Nawet nie wiesz jak się martwiłam! Twoi rodzice odchodzą od zmysłów, chodź powiedziałam im, że nadal jesteś z Luką...
— Przeproś ich ode mnie. — poprosiła. — I może uda mi się do nich jutro dodzwonić.
— Jak się w ogóle czujesz? Ten zbok nic Ci nie zrobił?
— Jak narazie jest w porządku. — powiedziała od razu. — Właśnie przygotowywuję się na kolację, na którą mnie zaprosił.
Alya pomrugała parę razy powiekami, aby upewnić się, że dobrze usłyszała.
— Co proszę? — zapytała głupio.
— Zaprosił mnie na kolację. — powtórzyła granatowłosa. — Do tego dał mi 365 dni na pokochanie go.
— On naoglądał się za dużo filmów romantycznych, Marinette. Uciekaj stamtąd. — stwierdziła poważnie na co westchnęła. — To w stu procentach nie jest normalne.
— Jest jednen problem...
— Nawet mi nie mów... — rzekła, wstając gwałtownie, wiedząc co się święci.
— Mhm.
— Japierdole. — przeklnęła mulatka, łapiąc się za głowę. — Spierdoliłaś sprawę. Spierdoliłaś.
— Ja spierdoliłam?! — powiedziała z wyrzutem. — To on robił wszystko, abym się w nim zadłużyła! Do tego nadal nie jestem pewna swoich uczuć. W planach mam ucieczkę, lecz po woli zdobywam jego zaufanie i wszystko idzie w dobrym kierunku.
