chapter fifteen

1.3K 87 34
                                        

Niecierpliwie czekała na Isacc'a,który nadal nie wrócił z pracy. Kręciła się po mieszkaniu bez zajęcia,co jeszcze bardziej ją przytłaczało. Przebrała się również ze cztery razy z czego jej ostatnim outfitem były czarne dresy i do tego krótka,czarna bluzka. Widać było,że chłopak przebywa tutaj czasami z dziewczyną. Miała nadzieję,że się nie obrazi tym,że pożyczyła od niej parę ciuchów.

W końcu jej modlitwy zostały wysłuchane,kiedy usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi. Zdziwiła się,iż myślała,że mężczyzna ma klucze ze sobą. Ale każdemu zdaży się zapomnieć. Z lekkim uśmiechem wymalowanym na twarzy podeszła do drzwi i je otworzyła. Jej oczy szeroko otworzyły się,gdy przed sobą zobaczyła tak znaną od jakiegoś czasu twarz. Jego kąciki ust wykrzywiły się w zwycięskim uśmiechu,przez co w jej głowie pojawiła się wizja z pewnej nocy...

Najszybciej jak mógła próbowała zatrzasnąć drzwi przed jego nosem. On jednak był szybszy i zanim zdążyła je zamknąć,włożył w framugę swoją stopę.

— Wiesz,że to nic Ci nie da? — powiedział z uniesioną brwią.

Wiedziała to od początku. Gdzie by nie była. On zawsze ale to zawsze ją znajdzie. Nawet gdyby była głęboko ukryta pod ziemią. 

— Wiedziałam od samego początku. — wyznała puszczając wreszcie klamkę. Jej dłoń opadła bezradnie wzdłuż ciała. — Jednak wmawiałam sobie,że znajdę sposób,aby uciec. Wrócić.

— Bardzo się cieszę,że w końcu jesteś ze mną szczera. — spojrzał w jej oczy. — Może zacznijmy od początku?

Wystawił w jej stronę swoją dużą dłoń. Patrzyła na nią nieobecnym wzrokiem. Cóż miała począć?

— Jak sobie życzysz. — wysiliła się na sztuczny uśmiech,gdy tylko usciesnęła jego dłoń.

— Więc pozwól,że nie będę Cię wyciągać siłą i poproszę,abyś wyszła sama.

Przytaknęła i z wysoko uniesioną głową wyszła z pokoju. Szli korytarzem w totalnej ciszy. Jego obecność była dla niej dziwna. Raz był miły a raz tak przerażający,że jej serce zatrzymuje się w piersi.Uroki,tak zwanego gangstera.

Gdy tylko znaleźli się na dworze,do jej nozdrzy dotarło świeże powietrze. Przymknęła na chwilę powieki,iż czuła się wolna jak nigdy dotąd.

— Hej! Hej! Hej! Kogo moje oczy widzą! — przez ten głos,Marinette otwarła oczy i od razu rzucił się jej w nie czarnowłosy mężczyzna o oczach zielonych jak u kota.

Tuż obok stała Tikki z lekkim uśmiechem na ustach. W jej oczach widać było jednak dziwny cień,który powodował Plagg. Chęć mordu.

— Cześć,Marinette. — przywitała się czerwonowłosa,iż kobieta podeszła do nich razem z zielonookim.

Już otwierała buzię,aby móc jej odpowiedzieć lecz przerwał jej chłopak,który objął jej ramie swoją dłonią.

— Od kiedy Cię zobaczyłem,wiedziałem,że będziesz niezwykła i tak sobie pomyślałem... — przerwał patrząc w jej fiołkowe oczy. — że jeśli nie wyszło by Ci z tym oszołomem to miej na uwadzę,że ja zawsze jestem wolny. Ała!

Po tych słowach odskoczył od kobiety masując swoją głowę,ponieważ Tikki przywaliła mu swoją pięścią prosto w głowę.

— Nie zwracaj uwagi na jego słowa. — poradziła z uśmiechem. — Jego mózgu nie zobaczyłabyś nawet przez mikroskop. To są właśnie tego skutki.

— Ja to słyszę!

— Bo masz słyszeć,durniu! — krzyknęła w jego stronę. Następnie ponownie zwróciła się do granatowłosej. — Chodź,pojedziemy tym autem. Chłopaki będą jechać za nami.

Wskazała na drzwi czarnego audi. Marinette kiwnęła głową i usiadła na miejscu pasażera. Czerwonowłosa za to zajęła miejsce kierowcy. Młoda kobieta przekonała się do Tikki i pomyślała,że może być jedyną osobą,z którą może normalnie porozmawiać.

— Więc wracamy do tego więzienia? — spytała cicho a niebieskooka posłała jej spojrzenie.

— Tak. Ale nie martw się. Przez prawie tydzień go nie zobaczymy. — rzekła Tikki a Marinette spojrzała na nią z zaciekawieniem.

— Co? — odpowiedziała głupio,przez co z ust drugiej kobiety wydobył się śmiech.

— Jutro wylatujemy do Moskwy na prawie tydzień. — wytłumaczyła. Marinette zbladła.

Moskwa? To są chyba jakieś bardzo nie śmieszne żarty,pomyślała i potem oparła głowę o szybę. Zapowiada się na prawdę jak widać ciekawy tydzień w Moskwie. Przez to jej obawy przekroczyły minimum. Tydzień w Moskwie oznaczał tydzień z Adrienem. Cholera! Czy może być jeszcze gorzej?

— A po co my tak właściwe lecimy?

— Ole,przyjaciel Adriena organizuje bal. Dokonujemy z nim często wiele transakcji. Nie było wyboru. — wzruszyła ramionami. — A! I koniecznie chciał poznać narzeczoną Adriena. — kątem oka spojrzała na nią,aby móc zobaczyć jej reakcję.

A jej twarz wyrażała tylko dwa proste słowa;

Co Kurwa?

Sycylia|MiraculousOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz