17.

2.7K 133 14
                                        

- Chyba będę rzygać. - Mruknęła i oparła się o ścianę czując lekkie zawroty głowy. Cholerny Blaise i jego drinki! - Kiedy zamykam oczy to wszystko się kręci… 

Draco zaśmiał się i wsparł się na przeciwległej ścianie ciasnego korytarza czując, że i on tym razem przesadził z procentami.

- To ich nie zamykaj, najmądrzejsza czarownico od czasów Roweny Ravencoś. - Odparł i próbował skupić wzrok na jej lekko wirującej sylwetce.

Zdecydowanie za dużo whisky. Zdecydowanie.

- Nie jestem wcale taka mądra. - Zaprotestowała próbując założyć ręce na piersi, ale nie chciały jej słuchać i opadły bezwładnie wzdłuż ciała. - Daję sobą manipulować. Robicie ze mną co chcecie. Najpierw Ron, teraz ty… Pieprzone penisy!

Pokręcił głową próbując zrozumieć jej słowa.

- Dlaczego parujesz mnie z Weasleyem? - Zagadnął beztrosko i sięgnął po papierosa, którego zapalił niedbałym ruchem powodując, że zmożenie alkoholem przybrało na sile.

- Bo jesteś takim samym złamasem, Malfoy. - Warknęła i podeszła do niego blisko wbijając palec w jego tors. - Oszukujesz, kłamiesz i manipulujesz prawdą!

- Lubię, gdy mówisz tak mądrze. - Powiedział ignorując jej pijackie wkurzenie. - Słowa w twoich ustach brzmią tak… Głęboko, Granger.

- Jesteś... - Rzuciła chwiejąc się lekko. - Zadufanym w sobie, pieprzonym…

Ale nie dowiedział się dokładnie jaki jest, bo zmrużył oczy i wyrzucił fajka na ziemię gasząc go czubkiem buta. A potem złapał gwałtownie jej twarz w swoje dłonie i oparł czoło o jej wkurzone oblicze mrucząc wściekle:

- Co zamierzasz osiągnąć obrażaniem mnie? 

Poczuła jego oddech na swoich ustach, drażnił je pachnąc whisky i papierosami. 

- Nie wiem. - Odparła szczerze, bo miała jedną wielką dziurę w głowie, a wszelkie myśli uciekły z niej w momencie, gdy dotknął ciepłymi dłońmi jej skóry.

- Mówiłem ci, że moje życie od dawna jest ułożone. Niczego ci nie obiecywałem… - Szepnął z rozdrażnieniem, ale nie pozwoliła mu dokończyć, bo właśnie postanowiła go pocałować.

Poczuł jej delikatne wargi na swoich i kompletnie stracił zapał do kłótni.

Smakowała wódką, sokiem pomarańczowym i gumą do żucia. Była jak… Najbardziej oszałamiający narkotyk.

Złamał się, a jego opór osłabł, gdy przyciągnęła jego głowę bliżej wpijając się w jego usta z niesamowitym pragnieniem.

Naparł na nią całym ciałem przygniatając do ściany i całował ją łapczywie. Poznawał językiem jej wnętrze, ssał miękkie wargi przygryzając je zębami. Upijał się jeszcze bardziej jej smakiem i zapierającym dech w piersiach zapachem. Bo pachniała słodko, niczym ciepły letni wieczór wypełniony najpiękniejszymi kwiatami.

Czuł jak kręci mu się w głowie. Jak serce wali jak oszalałe, a krew budzi się do życia w zastałych żyłach.

Jęknęła z zadowoleniem, gdy zsunął się na linię jej szczęki, a jego dłonie spoczęły na jej biodrach, ale po chwili odepchnęła go od siebie i spojrzała prosto w szare oczy próbując złapać oddech.

 - Miłego życia z Astorią. - Rzuciła ze złością i odeszła czując, że ma ochotę wyć z rozpaczy. I rzygać. A to chyba najgorsze połączenie na świecie.

*

Odnalazła go wzrokiem wśród tańczącego tłumu. Chociaż nie tańczył, bo właśnie kłócił się z Astorią.

Na jego przystojnej twarzy malowała się złość i irytacja. A przynajmniej tyle mogła stwierdzić w stanie, w którym się znajdowała.

- Theo… - Stanęła obok nich czując, że jej żołądek uspokoił się odrobinę, a uczucie zbliżających się wymiotów oddalało się z każdą chwilą.

Widocznie pocałunek z Malfoyem nieco ją otrzeźwił.

- Tak? - Zwrócił na nią spojrzenie i uśmiechnął się czarująco doprowadzając stojącą obok ciemnowłosą dziewczynę do szału.

- Odprowadzisz mnie do domu? - Zapytała głośno próbując przekrzyczeć ryczącą muzykę.

Zmarszczył brwi, ale po sekundzie kiwnął głową i złapał ją za rękę ciągnąc w stronę wyjścia rzucając w stronę Astorii ostatnie spojrzenie. Nie była zadowolona, o nie.

Gdy niedługo później dołączył do niej Draco, który też wyglądał jakby zjadł całą cytrynę, zwróciła na niego swoją piękną twarz, bo zapytał:

- Gdzie Granger?

 Zacisnęła wargi i powiedziała:

- Postanowiła zakończyć wieczór z Nottem. Właśnie poszedł odprowadzić ją do domu.

A Draco sapnął z irytacją. Kurwa mać.

*

- Merlinie, jak cudownie, że jesteś lekarzem… - Mruknęła oddając mu małą fiolkę z eliksirem, którą wsunął w kieszeń jeansów.

- Ma to swoje niezaprzeczalne plusy. - Odparł ze śmiechem, bo fakt, posiadanie dostępu do eliksirów medycznych, zwłaszcza tych, które szybko stawiały na nogi po przedawkowaniu napojów wyskokowych, był całkiem sporym plusem.

- Odkąd się z wami zadaję zdecydowanie przeginam z alkoholem. - Wyznała i usiadła na kanapie obok niego wręczając mu kubek z herbatą.

Była już przebrana - miała na sobie luźny dres i grubą męską bluzę, która kiedyś należała do Pottera.

- Chyba wciąż jesteśmy mentalnymi dzieciakami. - Powiedział wzruszając ramionami.

- To na pewno. - Zaśmiała się cicho i wsparła głowę na oparciu przymykając oczy.

Ten wieczór zdecydowanie był za długi. Za długi i zbyt popieprzony, bo dlaczego do licha pocałowała Malfoya?

Była idiotką. Bez dwóch zdań.

- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś do domu, Theo. 

Spojrzała na niego z uroczym uśmiechem, bo w sumie była całkiem urocza w krótkich jasnych włosach, ze zmytym makijażem i cieniami pod oczami od całonocnego balowania.

Daleko jej było rzecz jasna do Astorii, która za każdym razem wzbudzała w nim coś tak intensywnego, że miał ochotę porwać ją w ramiona i nigdy nie wypuszczać. Panna Greengrass znajdowała się jednak poza zasięgiem, bo niedługo miała zostać żoną jego najlepszego przyjaciela. I nie chciała się przyznać do swoich uczuć, bo widział w jej oczach ten błysk wzajemności. Ona jednak nie mogła zerwać zaręczyn. Rodzina by ją zamordowała. Była tak samo dumna i uparta co Malfoy. Pieprzeni arystokraci.

- Nie ma sprawy. Jazda Błędnym Rycerzem nad ranem to zawsze dobra zabawa. 

Nie mogli się aportować. To było niemożliwe. Teleportacja nie działała na pijanych ludzi. Może to i lepiej. Kiepsko by się skończyło, gdyby doszło do rozszczepienia, bo delikwent był zbyt wstawiony, żeby przenieść się w całości.

Popijali herbatę niespiesznie, w całkowitym milczeniu, które w sumie nie było zbyt krępujące. Po jakimś czasie zanotował, że siedząca obok dziewczyna… Zasnęła. Wyjął więc kubek z jej zaciśniętej dłoni, odstawił go na niewielki stolik i sięgnął po koc, którym przykrył jej drobne ciało.

A potem wyszedł z mieszkania z myślą, że towarzystwo Hermiony Granger było nawet całkiem miłe. Ale niestety nie była Astorią. Niestety.

Twoich Oczu Blask - DramioneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz