5.

3.2K 142 40
                                        

- Umrę tu. - Wyjęczała ze strachem, obserwując imponującą sylwetkę byłego Ślizgona, który niebezpiecznie szybko się do niej zbliżał z miotłą w prawej dłoni.

Szedł raźnym krokiem idąc brzegiem niedużego jeziora znajdującego się w odosobnionym miejscu o nazwie Gilly Bay, gdzie spokojnie mogli sobie polatać.

- Umrę i zostanie ze mnie mokra plama. - Dodała i zagryzła wargę próbując opanować drżenie rąk i nóg. Bo cholernie bała się wysokości i latania.

- Merlinie, Granger, wyglądasz jakbyś miała zaraz zejść na zawał. - Draco powiedział na powitanie lustrując z uwagą jej przerażoną postać.

- Co ty nie powiesz... - Mruknęła i usiadła na miękkiej trawie z jękiem. - Nie dam rady, Malfoy. Nie i koniec.

Draco uniósł brwi w zdziwieniu, bo to miało być przecież zabawne. Miał się z niej nabijać i kpić. Miał mieć ubaw po pachy. Trochę psuł mu plany fakt, że siedząca przed nim dziewczyna wyglądała jakby bardziej wolała popełnić rytualne samobójstwo niż wsiąść na miotłę.

Kości jednak zostały rzucone, a mleko się rozlało. Musiał to dociągnąć do końca, bo inaczej nie nazywałby się Malfoy.

- Daj spokój, Granger. - Odparł krzywiąc się lekko, bo właśnie położyła się na plecach i zakryła oczy niczym mała dziewczynka.

- Nie. - Odrzekła i westchnęła ciężko. - Możesz mnie wydać, wywalą mnie z roboty i już wszystko będzie do luftu...

Nagle ujrzała cień przedzierający się przez szpary w jej palcach, bo stanął tuż nad nią i powiedział:

- Wsiądę z tobą.

Zamarła na sekundę i odsłoniła oczy.

- Naprawdę? - Zapytała cicho, a on uśmiechnął się kpiąco i dodał:

- Jasne. Z chęcią posłucham twoich wrzasków.

- Och, jesteś takim dupkiem, Malfoy... - Wysyczała i ponownie przymknęła powieki próbując uchronić ten piękny lipcowy poranek przed kompletną katastrofą.

- A ty jesteś małą sztywniarą. - Powiedział i strzepnął pyłek ze swojej szarej koszulki. - Nie umiesz wrzucić na luz...

Poczuła jak czerwień przysłania jej wzrok, bo zalała ją fala ogromnej złości. Najwyraźniej ten palant czytał jej notatki. I się z niej naigrywał.

Poderwała się na równe nogi i stanęła naprzeciw niego wbijając palec w jego twardą pierś. Dziwne, nie spodziewała się, że będzie taka twarda.

- Jesteś manipulującym dupkiem, który czerpie chorą przyjemność ze znęcania się nad...

- Dobra, dobra. Nie musisz mnie komplementować. Sadzaj tyłek na miotłę, Granger.

Zacisnęła zęby, warcząc pod nosem i wyciągnęła dłoń, a zwinna miotła wyścigowa, Błyskawica 3000, od razu przylgnęła do jej palców niczym przyciągnięta silnym magnesem.

Hermiona poczuła jak robi jej się słabo, gdy przełożyła nogę przez drewnianą rączkę, a miotła, niemal jak rozbrykany koń, szarpnęła się do przodu.

- Kurwa mać! - Krzyknęła i prawie oderwała ręce od trzonka, ale silne dłonie Malfoya zatrzymały je na miejscu.

- Pierwsza zasada, Granger. - Wymruczał z rozbawieniem. - Nigdy nie puszczaj miotły. Chyba, że chcesz brutalnie pożegnać się z życiem.

Przełknęła ślinę, czując jego obcy dotyk na swojej skórze, ale posłusznie zacisnęła palce mocniej na miotle.

- Widzisz? Nie jest tak źle. - Dodał, widząc, że dziewczyna rozluźnia się odrobinę.

A potem zrobił coś paskudnego. Wsunął się zwinnie za jej plecy i odbił się gwałtownie od ziemi z niesamowitą prędkością.

Krzyk opuścił jej usta, ale pęd wiatru starannie go zagłuszał.

Zrobiło jej się ciemno przed oczami, a serce tłukło szaleńczo o ciasną klatkę piersiową. Krew szumiała jej w uszach, a usta już na zawsze miały nosić ślady jej zębów, bo niemal przegryzła sobie wargi ze strachu.

Chciała zemdleć, naprawdę. To by wiele ułatwiło. Szybko znalazłaby się na ziemi. Jej przeładowany emocjami mózg jednak nie dopuszczał do siebie odcięcia, ani nawet krótkiej pauzy.

- Zabiję cię, Malfoy! - Krzyczała, walcząc ze łzami. - Jeżeli nie zabijesz nas teraz, to zamorduję cię na ziemi!

- Granger... - Jego wibrujący głos wbił się w jej prawe ucho. - Gdybym chciał, zostałbym profesjonalnym graczem, nic ci przy mnie nie grozi...

- Zwolnij! - Wydarła się i nieświadomie wtuliła plecy w jego tors szukając bezpieczeństwa. - Proszę, zwolnij!

Posłuchał jej i gwałtownie zatrzymał miotłę, sprawiając, że siedząca przed nim dziewczyna załkała żałośnie.

- Merlinie, to jest takie okropne... - Wychrypiała i zrobiła najgorszą rzecz z możliwych.

Zaczęła płakać.

Draco całkowicie stracił rezon, bo to nie było ani trochę zabawne. Wiedział, że nie lubiła mioteł, bo w szkole nawet się do nich nie zbliżała, ale Salazarze, to była zwyczajna miotło fobia!

- No już, uspokój się. - Powiedział cicho i powolutku skierował ich ku ziemi.

Gdy zawisł nad gruntem, Hermiona zsunęła się z Błyskawicy i usiadła podciągając kolana pod siebie łkając spazmatycznie.

Malfoy przewrócił oczami i odrzucił miotłę, po czym kucnął przed jasnowłosą dziewczyną i mruknął:

- Przepraszam, nie chciałem aż tak cię przestraszyć.

Jej ramiona zatrzęsły się od szlochu, ale uniosła zaczerwienioną od płaczu twarz i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

- Nie wiedziałam, że w twoim słowniku znajduje się takie słowo jak "przepraszam".

Parsknął śmiechem i usiadł naprzeciw niej, odgarniając rozsypane od wiatru włosy.

- Już ci lepiej? - Zagadnął, a ona zacisnęła usta i wsparła brodę o kolana.

- Nigdy więcej tego nie rób. - Powiedziała tylko i zamrugała gwałtownie, bo kiwnął głową.

- Miotły nie są ci pisane, Granger.

Chwilę później wyciągnął rękę w jej stronę, a przyjęcie jej było kolejnym błędem. Bo złapał ją w swoje silne ramiona, uniósł do góry i po sekundzie... Wylądowała w lodowatym jeziorze.

Krzyk niedowierzania opuścił jej gardło, gdy poczuła zimną wodę na swoim ciele.

- Malfoy, ty złamasie! - Warknęła widząc jak zaczął trząść się ze śmiechu.

- Powinnaś zobaczyć swoją minę! - Wysapał, ocierając łzy rozbawienia, a ona uderzyła dłońmi o wzburzoną toń i zrobiła pierwszą rzecz, która przyszła jej do głowy.

Ochlapała go.

- To oznacza wojnę. - Rzucił ze zmrużonymi oczami i wbiegł do jeziora z głośnym okrzykiem.

A potem wciągnął ją pod wodę.

Twoich Oczu Blask - DramioneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz