15.

2.7K 140 18
                                        

Praca w jej Departamencie zaczęła ją nużyć. Jakby nagle tworzenie suchych raportów straciło cały swój urok, a towarzystwo kolegów stało się męczące.

Na całe szczęście odnalazła miłą odskocznię w tej bolesnej rzeczywistości w postaci… Dwójki byłych Ślizgonów.

- Cześć wam. - Powiedziała na powitanie dosiadając się do pogrążonych w rozmowie Pansy i Blaise’a, z którymi widywała się ostatnio codziennie w trakcie przerwy obiadowej, bo oboje pracowali w Dziale Prawnym piętro niżej.

- Cześć ci. - Zabini odparł z uśmiechem i zlustrował wzrokiem jej tacę. - Wymienię się z tobą na ziemniaczki jeśli oddasz mi ten pięknie wyglądający kotlet.

- Okej. - Odparła, bo to ostatnimi czasy stało się niemal rutyną. Ciągle wymieniali się jedzeniem, jakby żadne z nich nie mogło po prostu zamówić tego na co miało ochotę.

- O czym gadacie? - Zagadnęła i zgarnęła z jego talerza pieczone ziemniaki ociekające tłuszczem. Dzięki ci Merlinie za dobre geny i ochronę jej dupy przed osiągnięciem wymiarów szafy trzydrzwiowej!

- Pan zastanawia się nad kreacją na wesele. - Zabini powiedział przewracając oczami. - Nudy.

- Czyje wesele? - Mruknęła wpychając do ust porcję jedzenia przeżuwając je niespiesznie.

- Malfoya, rzecz jasna. - Odparła tamta, a Hermiona poczuła jak ziemniak staje jej w gardle niczym kołek i traci cały swój wspaniały smak.

- Że co proszę? - Wychrypiała sięgając po wodę, bo chyba znajdowała się właśnie na granicy zakrztuszenia.

Jej towarzysze wymienili porozumiewawcze spojrzenia, które mówiły “aha!”. Ona jednak w ogóle tego nie zauważyła, zbyt zajęta trawieniem rewelacji.

Bo Malfoy nie wspomniał jej ani słowem, że w niedługim czasie zamierza się ożenić. A przecież spędzała z nim całkiem sporo czasu, bo na każdym spotkaniu towarzyskim (w których ostatnio brała udział dość często) w gronie byłych mieszkańców Domu Slytherinu, zawsze zajmował miejsce blisko niej bawiąc ją rozmową i niepoważnymi żartami. I nie zająknął się o swoim ślubie ani jednego pieprzonego razu.

- On i Astoria za miesiąc biorą ślub. - Pansy wyjaśniła delikatnie, a Hermionie przeszła cała ochota na jedzenie.

Poczuła się… Zraniona. Chociaż nie powinna, bo poza drobnymi, nic nie znaczącymi gestami, Malfoy nie dał jej w żaden sposób odczuć, że się nią interesuje. 

Och, walić to. Dla niej to miało znaczenie. Każdy uśmiech, każdy przypadkowy dotyk jego dłoni. Jego wesoły śmiech i złośliwości.

Poczuła się jak idiotka. Bo oszukiwała samą siebie i tylko ona tutaj była winna. Bo pomyślała, że… Merlinie, jest głupia jak but. Przecież nic jej nie obiecywał…

- I co wymyśliłaś za sukienkę? - Zagadnęła nonszalancko, próbując przejść nad tym do porządku dziennego. Musiała zachować twarz.

- Och nie wiem… Myślałam o czymś złocistym, ale to chyba nie pasuje do mojej karnacji… - Pansy odpowiedziała niedbale, ale Blaise w dalszym ciągu wpatrywał się w byłą Gryfonkę z uwagą.

To było śmieszne. Granger i Malfoy… To coś między nimi było tak namacalne i niemal duszące, że tylko ślepy by nie zauważył, że ewidentnie ich do siebie ciągnęło.

Draco jednak był cholernym uparciuchem, który zasłaniał się rodzinnym obowiązkiem. I zamierzał się skazać na nieszczęście z okropną premedytacją.

No debil jak nic.

- Może pójdziesz ze mną na to wesele, co? - Zapytał beztrosko widząc jak Hermiona marszczy czoło.

- Kiedy to dokładnie? - Odparła asekurancko, żeby móc się wykręcić.

Nie zamierzała iść na ten ślub. Na pewno nie.

- Ósmego września. 

- Och nie! Akurat wtedy wyjeżdżam z rodzicami na Fiji. Rozumiesz, dla nich to taka frajda…

Oczywiście, że rozumiał. I doskonale wiedział, że była małą kłamczuchą.

Twoich Oczu Blask - DramioneOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz