- Rooftop -

790 46 26
                                        

Weszliśmy na górne piętro gdzie znajdowały się pokoje wszystkich mieszkańców. - To te białe drzwi - wskazał Candy poczym wrócił się na dół. - Dzięki - odpowiedziałem i udałem się do drzwi.

Niezgrabnie przekręciłem klamkę. W jednej dłoni miałem moją walizkę a w drugiej torbę z szkicownikiem i kilkoma ołówkami.

Zabierałem je ze sobą wszedzie. Zazwyczaj rysowałem tam portrety moich ofiar... Takie hobby można powiedzieć.

No ale wracając. Zacząłem wkładać ubrania do jednej ze starych szaf. Kiedy już skończyłem była 22:30.

Postanowiłem wyjść się przejść może przy okazji znajdę nową ofiarę. Na zewnętrz było zimno więc narzuciłem na siebie jeden z moich czarnych szali.

Wyszedłem z pokoju i udałem się na dół. W salonie siedział Laughing Jack.

- L.J dobrze cie widzieć - powiedziałem z entuzjazmem podchodząc do niego.

- Y/N, też miło cię widzieć ale jakim cudem się tu znalazłeś? - zapytał podając mi rękę.

- Czyli Jason ci nie powiedział. No cóż krótko mówiąc loty były tanie, a Londyn jest piękny więc postanowiłem wpaść. - odpowiedziałem usciskujac jego dłoń.

- A teraz wybacz mi ale idę się przewietrzyć. - powiedziałem na co ten jedynie kiwnął głową i wrócił do oglądania telewizora.

Otworzyłem drzwi a lekki zimny wiatr uderzył w moją nienaturalnie bladą skórę.

Wyszedłem z budynku zamykając drzwi na klucz który Jason dał mi w samochodzie.

Zacząłem podążać chodnikiem w stronę centrum miasta. Mijałem wiele zamkniętych sklepów i otwartych barów.

Jednak nikt nie przyciągnął mojej uwagi. Zniechęcony postanowiłem wejść na dach jednego z budynków i pooglądać miasto nocą.

Wszedłem do jednej z ciemnych uliczek i zacząłem rozglądać się za jakąś drabinką lub schodami.

Na szczęście prawie na samym końcu uliczki znajdowała się drabinka do piątego piętra, a z tamtąd już łatwo dostanę się na dach.

Zacząłem zmierzać w jej kierunku. Kiedy byłem już kilka kroków od niej usłyszałem za sobą kilka głosów.

-Ale ja nie wiem gdzie on jest! - krzyczała błagalnie kobieta popchnięta przez jakiegoś wyraźnie pijanego faceta.

-Nie kłam dobrze wiem że wczoraj był u ciebie. - mówił nie wyraźnie co chwile czkając. Kiedy już miałem ich zignorować mężczyzna wyciągnął z kieszeni nóż.

Wiedziałem że zginie jeśli jej nie pomogę. Westchnąłem cicho i podbiegłem w ich kierunku.

-Ej! Zostaw ją. - krzyknąłem w stronę mężczyzny.

- Nie wtrącaj się bo nie zawacham się tego użyć! - zagroził mi ledwo trzymając się na nogach.

- Słuchaj, nikt nie musi ucierpieć. Po prostu pozwól jej odejść. - powiedziałem podnosząc dłonie do góry.

Wiedziałem że bez problemu bym sobie z nim poradził, zwłaszcza w takim stanie.

Jednak wolałem poczekać na dalszy rozwój akcji.

Nie musiałem jednak długo czekać. Mężczyzna rzucił się na mnie wymachując nożem. Kobieta zaczęła krzyczeć co jedynie podrażniło moje wyczulone na dźwięk uszy. Chwyciłem mężczyznę za nadgarstki i uderzyłem go z kolana w brzuch.

Ten osunął się powoli na podłogę. Cios mój nie był taki silny jednak połączony z alkoholem w jego organizmie dał zadowalający efekt.

- Dziękuję, nie wiem co bym zrobiła gdybym była tu sama. - kobieta wypłakał dalej trzęsąc się. Pokiwałem lekko głową i odwróciłem się z powrotem podchodząc do drabinki.

Była na niej zawieszona średniej wielkości kłódka.
Odwróciłem się patrząc czy kobieta opuściła już uliczkę.

Kiedy byłem pewny że nikogo tu nie ma chwyciłem za kłódka i zamknąłem oczy. Po chwili kłódka zmieniła kolor na fioletowy i rozleciała się na kawałki.

Ściągnąłem jeszcze łańcuch stojący mi na drodze i zacząłem się wspinać.

Kiedy dotarłem już na piąte piętro odepchnąłem się od drabinki rozwijającą moje czarne skrzydła.

Zamachnąłem się nimi raz wyskakując trochę wyżej niż dach budynku. Delikatnie wylądowałem na płaskiej powierzchni pokrytej kurzem i małymi kamyczkami.

Podszedłem do krawędzi stając nie daleko budki w której znajdowała się klatka schodowa.

Zacząłem obserwować niebo i okoliczne wieżowce. Po kilku minutach zaczął padać śnieg.

"Doprawdy uwielbiam śnieg, przypomina mi ciebie Y/N haha"
- Andrew 1965r.


Uśmiechnąłem się lekko na to wspomnienie i poczułem ja moje oczy napełniają się łzami.

Wyciągnąłem rękę łapiąc na nią pojedyncze płatki śniegu. Te jednak topiły się odrazu po zetknięciu z moją dłonią.

Nagle usłyszałem straszny chuk a drzwi od budki odtworzyły się na przestrzał.

Na szczęście stałem po przeciwnej stronie do drzwi. Intuicyjnie schowałem się za budką wygladajac zza niej jednym okiem.

Ze środka wyszedł mężczyzna w ciemno żółtej kurtce. Jednak nie to przyciągnęło moją uwagę.

Moją uwagę przyciągnęła biała maska na jego twarzy. Miała na sobie czarne elementy twarzy.

Widać było również że mężczyzna jest zdenerwowany. Oddychał gwałtownie i chodził w prawo i lewo.

Nagle zatrzymał się i zaczął szukać czegoś w kieszeniach.

Wyciągnął z nich paczkę papierosów i zapalniczkę.

Odkąd go ujrzałem zastanawiałem się dlaczego ma na sobie tą maskę i jak pod nią wygląda.

Kiedy już miał odpalać papierosa i uchylić swoją maskę pokazując mi swoją twarz, głupi ja musiałem stracić równowagę opierając kolano o podłogę pełną małych uderzających o siebie kamieni.

Chłopak błyskawicznie odwrócił głowę w moim kierunku i bez sataniowienia zaczął biec w moją stronę.

Nie bałem się go lecz ciągle zastanawiało mnie to jak wygląda pod tą głupią maską. Wachałem się co do skrzywdzenia go ponieważ było w nim coś takiego.

Coś co nie pozwoliło mi go po prostu zabić i zobaczyć jak wyglądać. Chciałem aby sam pokazał mi swoją twarz...

Tak więc zerwałem się do biegu w przeciwnym kierunku i zacząłem skakać z jednego dachu na drugi.

Byłem w tym dobry w końcu lata praktyki robią swoje, lecz zdziwiłem się kiedy obróciłem się, a mężczyzna wciąż był za mną zgrabnie omijając wszystkie przeszkody.

Przez chwile rozważałem nawet rozwinięcie moich skrzydeł i przelecenie na inny budynek. Jednak odrzuciłem te myśli i kontynuowałem bieg.

Po około dziesięciu minutach mężczyzna za mną zaczął zwalniać.

Na szczęście ja nie byłem człowiekiem przezco nie męczyłem się prawie w ogóle. Kilka budynków później odwróciłem się po raz ostatni nie widząc już nikogo za sobą. Odetchnąłem lekko i skoczyłem z budynku. Kiedy byłem kilka metrów od ziemi rozwinąłem skrzydła amortyzując skok.

Postanowiłem nie szukać już dzisiaj więcej przygód i udałem się do domu Jasona.

--------------------------

Mam pytanie jeśli ktokolwiek to czyta to wolicie żeby Masky był top or bottom? Takie pytanie bo nie mogę się zdecydować.

-Because I Care-  Male Reader X MaskyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz