Y/N POV
- Umm co jest? - powiedziałem sam do siebie czujac suchość w gardle.
Otworzyłem oczy jednak nic nie zobaczyłem, otaczała mnie ciemność.
Starłem się unieść dłonie lecz byłem do czegoś przywiązany, prawdopodobnie do krzesła.
Napiąłem wszystkie mięśnie i pociągnąłem dłonie do góry jednak jedyne co usłyszałem to zgrzyt śrub i łańcucha.
Po chwili ciągłego szamotania się, moje nadgarstki piekły i pewnie miały na sobie liczne otarcia.
- Halo! - zawołałem w pustą przestrzeń przede mną.
- Witaj Y/N. Powiedz mi czego boisz się najbardziej. Pająków? Węży? Wysokości? - Hermes zaczął wymieniać lecz ja nadal nie byłem w stanie go zobaczyć.
Nie byłem nawet w stanie zlokalizować jego głosu, który dobiegał tak jakby z każdej strony.
- Nie boję się niczego, dobrze o tym wiesz. - odpowiedziałem zdenerwowanym tonem.
- Hmmm ciekawe, nawet tego? - zapytał, a ja poczułem zawroty w głowie.
Zamknąłem oczy a kiedy je otworzyłem ujrzałem przed sobą ciemną ulicę.
Nie wiem czemu ale coś zmusiło mnie do pójścia do przodu, a więc szedłem tą alejką aż nagle usłyszałem krzyki.
-To nie możliwe!- krzyknąłem sam do siebie rozpoznając głos Andrew'a.
Zacząłem biec z całych sił w stronę jego głosu.
Biegłem czując ból w zastygnietych stawach i po chwili pieczenie w płucach.
Ja jednak nie miałem zamiaru się zatrzymać.
Musiałem się do niego dostać.
Dotarłem do rozwidlenia i podarzajac za głosem skręciłem w prawo.
- Andrew!!! - krzyknąłem jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi, jedynie nieustanne krzyki.
Nagle na końcu ślepego zaułka ujrzałem Andrew leżącego w kałuży krwi.
Nad nim pochylał się wysoki mężczyzna z nożem.
Zacząłem biec w ich kierunku i nagle poczułem liny oplatające się wokół mojego ciała.
- Andrew!!! - krzyknąłem, a ten obrócił się w moim kierunku.
Facet stojący nad Andrew pochylił się i wbił mu nóż w brzuch.
Andrew wypluł krew i wyciągnął w moim kierunku rękę.
- Y/N - szepnął cicho.
Liny wokół mojego ciała powaliły mnie na ziemię, a łzy zaczęły formować się w moich oczach.
- Y/N - szepnął ponownie patrząc mi prosto w oczy poczym osunął się powoli na ziemię.
- Andrew? - powiedziałem cicho czujac suchość w gardle.
Liny opuściły mnie i otoczyła mnie ciemność.
Zwinąłem się w kłębek i zacząłem łkać.
"Jak ja mogłem go znowu zawieść, powinienem biec szybciej, powinienem walczyć o niego... O nas.
Tam tego dnia powinienem nigdy nie pozwolić mu wyjść z domu."
Myśli zalewały mi głowę, łzy spływały po moich policzkach, lecz po chwili moje ciało się rozluźniło, a obraz znów zaczął wirować.
Ocknąłem się zmęczony i zdewastowany, wytarłem łzy przedramieniem i spojrzałem przed siebie.
Ujrzałem korytarz rezydencji Slendermana, lecz posiadał on jedynie jedną parę drzwi.
Drzwi do pokoju Maskiego.
Postanowiłem wejść do środka z nadzieją zobaczenia Tima.
Tak jak się spodziewałem Masky spał na swoim łóżku.
Uśmiechnąłem się lekko widząc jego spokojną zaspaną twarz.
Jednak uśmiech szybko zszedł mi z twarzy gdy ujrzałem obracającego się Liu, który jakby nigdy nic objął Tima.
Zdenerwowałem się i miałem coś powiedzieć jednak żadne słowa nie były w stanie opuścić moich ust.
Po chwili Maksy zaczął się budzić. Obrócił się i spojrzał w stronę Liu.
"I teraz mu się dostanie"
Oczywiście że spodziewałem się że Masky wkurzy się na Liu jednak ten uśmiechnął się i chwycił jego twarz w dłonie a następnie złożył pocałunek na jego ustach.
To było za wiele, pojedyncze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. W gardle nadal miałem zawiązany niewidzialny supeł, więc powoli odwróciłem się i wyszedłem z pokoju.
To wtedy świat znów zawirował, a ja obudziłem się przy wielkim marmurowym stole miał około 5 metrów długości, a na drugim jego końcu siedział Hermes.
- Czy nadal sadzisz ze niczego się nie boisz? Utrata bliskich ha? - zakpił ze mnie nalewając sobie wina.
"On ma rację. Straciłem Anderw i nie mogłem nic zrobić. Nie mogłem mu pomóc, ochronić go.
Teraz mam wrażenie że tracę Tima.
Nie tylko przez to że Liu ma na jego punkcie obsesje ale także przez to że tu jestem. Nie mam pojęcia jak ale muszę się stąd wydostać.
Nie mogę zawieść Maskiego, nie pozwolę mu przechodzić przez to co przez co ja przechodziłem lata temu kiedy okrutny los odebrał mi mojego ukochanego."
Po chwili Hermes wstał i zaczął do mnie podchodzić.
Stanął obok mnie i pochylił się.
- Jeśli tylko chcesz mogę pomóc ci wrócić do Tima. Jedyne co musisz zrobić to przejść przez tamte drzwi. - powiedział i wskazał na niebieskie drzwi na końcu pokoju.
Hermes machnął dwa razy ręka, a drzwi otworzyły się.
Po drugiej stronie nie było nic jedynie błękitne światło.
- No dalej Y/N, na co czekasz? Nie chcesz spotkać się z Timem?? - zapytał patrząc mi w oczy.
Jednak ja spuściłem wzrok, na szczęście kątem oka zauważyłem cwany uśmieszek formujący się na twarzy Hermesa.
"Od początku coś mi tu nie grało. Powrót do normalnego świata nie mógł być taki prosty."
Podniosłem wzrok i odpowiedziałem na jego pytanie.
- Nie. Sądzę że Tim może jeszcze poczekać. - dostrzegłem zdziwienie na twarzy Hermesa jednak ten szybko się opamiętał.
- Dobrze w takim razie zabiorę cię w moje ulubione miejsce. - powiedział poczym chwycił mnie za przedramię i zaczęliśmy się teleportować.
CZYTASZ
-Because I Care- Male Reader X Masky
FanfictionY/N jest demonem dziewietnastego wieku. Od ponad dwustu lat przemierza świat śmiertelników poszukując kolejnych ofiar. Kiedy przybywa do Londynu jego świat obróci się do góry nogami, a to wszystko z powodu jednego tajemniczego mężczyzny.
