Na krześle leżała głowa Slendera z namalowanym na czole sercem. Poczułem się jakby czas zaczął zwalniać a moją skórę pokryła gęsia skórka.
Z szoku wyrwał mnie dźwięk dobiegający z drugiego końca rezydencji. Natychmiast odwróciłem głowę w stronę drzwi i zastyglem w miejscu nasłuchując, jednak nic już więcej nie usłyszałem.
- No dalej Tim, musisz się ogarnąć. - szepnąłem sam do siebie zdenerwowany przez ciągły strach który odczuwałem. Powoli podszedłem do drzwi i wyjrzałem ponownie na korytarz. Jedne z drzwi były uchylone i wydobywało się z nich zimne niebieskawe światło. Było to dziwne ponieważ pamietam dokładnie że wszystkie drzwi były wcześniej zamknięte. Wyszedłem na korytarz i udałem się w kierunku otwartych drzwi. Stawiałem małe kroki uważając na skrzypiące deski. Moje skronie zaczęły pulsować a tętno przyspieszyło. Byłem zaledwie kilka kroków od drzwi, to wtedy ujrzałem że światło wydobywające się z nich zamrugało tak jakby ktoś poruszył się i na chwile zasłonił źródło owego światła. Przełknąłem z trudem i chwyciłem za klamkę zaciskając drugą dłoń na sztylecie. Otworzyłem drzwi nie chcąc spojrzeć do środka. Spojrzałem na ziemie i śledziłem ścieżkę światła powoli stając w progu drzwi. Mój wzrok powoli wlókł się po ziemi aż napotkał coś na niej leżącego. Było to ciało człowieka zmrużyłem oczy i przyjrzałem się lepiej aż zamarłem. Było to ciało Hoodiego.... szybko spojrzałem do góry i ujrzałem postać stojąca przy oknie kilka kroków od ciała. Była to męska postać trochę wyższa ode mnie i miałem wrażenie ze kiedyś się spotkaliśmy. Przeniosłem ciężar z nogi na nogę chcąc się wycofać jednak deska pod moja noga wydała cichy zgrzyt. Postać w oknie szybko odwróciła się w moją stronę.
Mój wzrok napotkał jego oczy a ja poczułem jak moje ręce zaczynają się trząść.
- Y/N , to ty? - wykrztusiłem z siebie czując jak moje nogi się uginają.
Y/N jednak zdawał się nie reagować na moje pytanie zamiast tego zerwał się z miejsca i zaczął biec w moją stronę , a w jego dłoni ujrzałem coś połyskującego.
Poczułem jak moje wszystkie zmysły do mnie powracają. Byłem w zagrożeniu czując jak adrenalina mnie przepełnia. W mgnieniu oka odwróciłem się i zacząłem biec w stronę schodów. Y/N deptał mi po piętach lecz nie dał rady mnie jeszcze dosięgnąć. Zbiegając ze schodów poczułem jak pomijam ostatni schód co zaburzyło moją równowagę. Odepchnąłem się od jednej ze ścian i rzuciłem w kierunku drzwi wyjściowych. Chwyciłem za klamkę
-Cholera zamknięte ! - powiedziałem sam do siebie czując jak mój głos łamie się w połowie słowa.
Odwróciłem się i ujrzałem Y/N stojącego po przeciwnej stronie kanapy znajdującej się na środku salonu.
- Y/N ale dlaczego? Co się stało ? - wyłkałem patrząc na niego i śledząc każdy ruch.
- Ponieważ cię kocham. Teraz możesz spędzać każdy dzień tylko ze mną, ale przed tym muszę upewnić się ze nie będziesz w stanie mi uciec. - powiedział jednolitym spokojnym tonem który zmroził mi krew w żyłach. Nie chciałem nawet wiedzieć co ma na myśli chciałem po prostu uciec stąd jak najdalej się da.
Y/N zdawał się być zdenerwowany staniem w miejscu i czekaniem na mój pierwszy ruch i zaczął okrążać kanapę dając mi możliwość wbiegnięcia do kuchni. Wbiegłem do środka i podbiegłem do dużego okna chcąc przez nie uciec jednak ono ani drgnęło. Odwróciłem się szybko i ujrzałem Y/N zbliżającego się do mnie. Podbiegłem do wyspy kuchennej i stanąłem po przeciwnej stronie. Y/N wydawał się mieć tego dość, chwycił wazon stojący na blacie i rzucił nim we mnie. Szybko schyliłem się unikając go. Byłem przerażony, nigdy nie wdziałem Y/N będącego w takim stanie, będącego tak agresywnym i nieopanowanym. Pokochałem w nim to że miał w sobie ten kojący spokój i wyrozumienie. Uwielbiałem to jak zawsze zwracał uwagę na to abym był szczęśliwy i nie miał żadnych zmartwień. Y/N wydawał się nie znać pojęcia gniewu czy obłędu a jednak teraz stał przede mną z chęcią krzywdy i zniszczenia w oczach. Czułem jak jego obecność wypełnia pomieszczenie i przytłacza atmosferę.
Byłem w strachu. Y/N jest demonem jest szybszy, silniejszy i zwinniejszy ode mnie. Jeśli chce się stąd wydostać muszę wymyślić jakiś plan.
Rozglądałem się po kuchni i nie mogłem nic wymyślić, dosłownie żaden plan nie wpadał mi do głowy. Każda droga ucieczki była odcięta.
Nagle poczułem przeszywający ból w moim lewym ramieniu. Spojrzałem w jego kierunku i ujrzałem wbity w nie kunai. Ścisnąłem moje ramie i zacząłem zwijać się z bólu. Y/N wykorzystał moje zdezorientowanie i podbiegło do mnie po czym uderzył mnie w twarz. W tym momencie zrozumiałem że jeśli chce przeżyć to będę musiał walczyć. Podniosłem się i szybko wymierzyłem cios w jego szczękę. Y/N nie tracił czasu i pociągnął mnie za barki i chciał uderzyć mnie z kolana w brzuch jednak udało mi się zatrzymać jego cios wystawiając przed siebie ręce. Wyciągnąłem sztylet z kieszeni i zamachnalem się w kierunku jego przedramienia. Trafiłem w nie, Y/N puścił moje barki , a ostrze przeszło na wylot. Wyciąłem je szybko i zacząłem biec w stronę salonu wciąż chcąc wycofać się z tej walki. Zanim jednak zdążyłem postawić nogę w salonie poczułem Y/N podstawiajacego mi nogę przez co runąłem na ziemie. Y/N rzucił się na mnie i zamachnął się nożem w kierunku mojej głowy. Zebrałem w sobie całą siłe i uniknąłem ostrza. Y/N nie wyrwał noża z podłogi lecz zaczął okładać mnie pięściami. Trzymałem gardę najlepiej jak mogłem jednak z każdą sekundą czułem jak tracę wytrzymałość. Podjąłem szybką decyzje i wypchałem moje biodra do przodu zrzucając z siebie Y/N.
Podniosłem się z ziemi a Y/N był już gotowy na kolejny atak. Zamachnął się nogą, a ja ledwo co uniknąłem jego ciosu. Odrazu po tym jak jego noga zetknęła się z ziemią wyrwałem kunai tkwiący w moim ramieniu i rzuciłem nim w jego nogę spowalniając go. Podbiegłem do okna znajdującego się na drugim końcu salonu i wybiłem je. Niemalże udało mi się przez nie wydostać, lecz nagle poczułem niepowtarzalny ból przeszywający moją nogę i zostałem wciągnięty z powrotem do środka.
Upadłem na podłogę, a Y/N kopnął mnie w brzuch sprawiając ze nie mogłem przez chwile złapać oddechu. Zacząłem walczyć ze zmęczeniem i wstałem z podłogi. Chwyciłem pierwszą lepszą rzecz która wpadła mi w ręce. Był to czarny kubek po kawie. W panice rzuciłem nim prosto w Y/N , a ten złapał go jedną ręka i odrzucił w innym kierunku.
- No dalej Tim wiem że jesteś już zmęczony. Nie musisz się bać twoja smierć będzie powolna i bolesna. - powiedział spokojnym tonem w którym mogłem wyczuć jak bardzo powstrzymuje swoją ekscytacje. Zacisnąłem mocniej sztylet i rzuciłem się w jego kierunku. Po chwili siłowania się poczułem jak siła Y/N przeważa nad moją a po chwili zostałem z powrotem powalony na ziemie. Y/N szybko wyrwał sztylet z mojej ręki, a następnie przybił nim moją dłoń do podłogi. Wydałem z siebie przerażony krzyk i poczułem jak łzy rozmywają obraz przede mną. Moja drugą dłoń trzymał przypietą do podłogi. Wolną rękę przyłożył mi do okolicy serca. Nagle jego paznokcie zaczęły się wydłużać a jego żyły uwydatniły się. Y/N rozerwał mój podkoszulek i zaczął wbijać swoje paznokcie w moją skórę. Zacząłem się rzucać jednak na marne. Y/N nie zamierzał mi odpuścić. Nadszedł czas kiedy musiałem podsunąć się do mojej broni statecznej. Zamknąłem oczy i skupiłem się na moim symbolu proxy wyrytym na mojej szyi.
- Dimittere! - krzyknąłem i poczułem jak symbol zaczyna mnie palić. Szybko poczułem jak nowa siła przepełnia wszystkie moje kończyny. Y/N nadal wydawał się być silniejszy lecz musiałem walczyć lub chociaż spróbować. Wyrwałem rękę przybitą nożem i z całej siły odepchnąłem Y/N. Ten jednak nie zamierzał mnie puścić. Nadal trzymał mój lewy nadgarstek. Pociągnął mnie za sobą jednak odrazu kopnął mnie w brzuch przez co uderzyłem w szafkę stającą pod ścianą. Oddychałem ciężko i brakowało mi tchu tym razem jednak miałem w sobie siłę którą dał mi Slender. Wstaliśmy w tym samym momencie a Y/N rzucił we mnie kolejnym nożem. Zwinnie uniknąłem go i chwyciłem krzesło stojące obok mnie. Zamachnalem się nim i uderzyłem Y/N w głowę. Ten jedynie otrzepał się i przybił mnie do ściany kopnął mnie z kolana w brzuch co znacznie mnie osłabiło. Następnie uderzył mnie w głowę tyłem noża który miał w swojej dłoni. Obraz przede mną zaczął się rozmazywać a Y/N puścił moje nadgarstki. Runąłem na ziemie. Y/N zaśmiał się cicho i kucnął przy mnie.
- Nie myśl sobie że twój koniec będzie taki przyjemny. - powiedział po czym chwycił mnie za kostkę i zaczął ciągnąć w stronę piwnicy.
———————————————————————————
Mam nadzieje ze spodobała wam się ta cześć, a jeśli macie jakieś uwagi to zapraszam do komentarzy 😊
Chciałbym także napisać kilka części które nie będą miały nic wspólnego z historią ale będą typowo dniami które Y/N i Tim spędzają razem pomiędzy poznaniem a tym jak Y/N trafia do zaświatów. Czy chcielibyście coś takiego przeczytać?
Po zakończeniu tego opowiadania nie wiem czy robić kolejną część czy napisać po prostu jakieś inne nowe fanfiction?
Jeśli wolelibyście abym napisał nowe fanfiction to poprosiłbym was o zostawienie w komentarzach imion creepypast o których chcielibyście przeczytać fanfiction. ✨✨
CZYTASZ
-Because I Care- Male Reader X Masky
Fiksi PenggemarY/N jest demonem dziewietnastego wieku. Od ponad dwustu lat przemierza świat śmiertelników poszukując kolejnych ofiar. Kiedy przybywa do Londynu jego świat obróci się do góry nogami, a to wszystko z powodu jednego tajemniczego mężczyzny.
